28. Bez przyzwoitości

65 10 2
                                    

Z zachwytem przyglądała się starannie wyszkicowanemu autoportretowi Janine. Kobiecie udało się uchwycić ten figlarny uśmiech, zawadiacki błysk w oczach i niesforne loki, obcięte przy podbródku. Miała talent nie tylko do przekomarzania się z partnerką, ale również do odwzorowywania rzeczywistości. Początkowo Yunie trudno było uwierzyć, że Jen pokusi się o spełnienie samolubnej prośby; nieszczególnie przepadała za rysowaniem samej siebie, jakby posiadała jakieś kompleksy, ale ostatecznie się przemogła. Pracowała nad rysunkiem długo, kilka leniwych popołudni, by wreszcie nie do końca pełna rezultatów podsunęła szatynce pod nos niepozorną kartkę.

Asahinę tak bardzo ucieszył ten drobny gest, że nie bacząc na obecność Iana, gwałtownie przyciągnęła kochankę do siebie i bez ostrzeżenia pocałowała. Nie potrafiła wyrazić radości w bardziej wysublimowany sposób. Z gardła McCartney wyrwał się przytłumiony śmiech, po czym wtuliła się w nastolatkę i zanurzyła dłoń w długich brązowych włosach, by przyciągnąć ją bliżej siebie. Dopiero gdy mężczyzna odchrząknął, skrępowany sceną czułości, Yuna leniwie oderwała się od warg blondynki i wypuściła ją z objęć. Przynajmniej tak planowała, bo Jen uparcie uwiesiła się jej na szyi i najwyraźniej nie miała zamiaru zrezygnować z zainicjowanej przez ekarystokratkę bliskości.

Deski zaskrzypiały, kiedy kobieta wdrapała się po schodach. Delikatnie odciskała w ręcznik wodę kapiącą ze świeżo umytych włosów. Yuna podniosła wzrok znad rysunku, by natychmiast zderzyć się z analitycznym spojrzeniem zielonych oczu. Janine pokręciła z niedowierzaniem głową, wprawiającym przy tym w ruch mokre loki. Natychmiast pokonała odległość dzielącą ją i łóżko, po czym z dziwnym samozadowoleniem zajęła miejsce obok nastolatki. Młodsza kapitan z cierpiętniczym westchnięciem złożyła kartkę na cztery części i nie czekając na zainicjowanie codziennego festiwalu drobnych złośliwości, schowała obrazek do papierośnicy.

— Jeżeli nie możesz wytrzymać beze mnie, mogłyśmy się wykąpać razem — zaproponowała uwodzicielsko. Asahinę przeszły dreszcze: ni to związane ze strachem, ni przyjemnością. Czasem nie potrafiła jasno określić, jakie uczucia wywoływała w niej McCartney; pewna był tylko tego, że nie zamierzała z nich rezygnować.

— Szczególnie kiedy tych dwoje może wrócić w każdym momencie? — prychnęła, przypominając blondynce, że ani July, ani Ian nie określili pory powrotu. Kobietę tradycyjnie już poproszono o przypilnowanie dzieci sąsiadów w głębi wsi — pewnie tych, którzy z takich strachem i przejęciem przyglądali się spacerującym któregoś dnia po niewielkiej miejscowości członkiniom korpusu zwiadowczego. Lekarz z kolei wywiało do osady zaopatrzeniowej, znajdującej się niedaleko, by postawić diagnozę nie do końca dobrze czującej się staruszce.

— Od kiedy jesteś tak wstydliwa, Yuno? — Bezlitośnie parsknęła śmiechem. Szatynka miała coś odburknąć w odpowiedzi, ale dźwięk wydobywający się z gardła kochanki natychmiast złagodził gniew. McCartney perfidnie wykorzystywała słabości młodszej kapitan, punktowała jej sprzeczne z zachowaniem słowa, ale mimo to nie potrafiła się na nią złościć.

— Od nigdy — odpowiedziała obojętnie. — Tutaj chodzi o przyzwoitość — odparowała.

— Przyzwoitość? — powtórzyła jak echo. — Wiesz, wojsko to jedno. Nie wolno nam hańbić munduru, więc to oczywiste, że się powstrzymujemy w miarę możliwości. — Mrugnęła w stronę eksarystokratki porozumiewawczo, mniej lub bardziej świadomie wygrzebując z odmętów pamięci incydent z Petrą Ral. — Ale tutaj naprawdę nie musimy się o to martwić. Jesteśmy odpowiedzialne, nie robimy niczego, czego byśmy nie chciały... chyba że chcesz o czymś ze mną porozmawiać — wypunktowała wyjątkowo trafnie. Pomiędzy jasnymi brwiami pojawiła się zmarszczka, znaczące spojrzenie prześlizgnęło się po sylwetce Asahiny.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz