5. Dusza wojowniczki

186 28 35
                                    

Rok 841, 94. jednostka treningowa

Rico Brzenska i reszta wesołej ekipy z dystryktu Trost przyczepili się do Yuny Asahiny jak rzep do psiego ogona.

Zaczęło się niewinnie. Szlachcianka zabijała bezsenność bieganiem, do którego zbierała się w momencie, kiedy koszmary wyrwały ją ze snu. Drugiego dnia szkolenia, jeszcze przed rozpoczęciem pierwszych zajęć z teorii i ćwiczeń z trójwymiarowego manewru, Rico obudziła się zaraz po Yunie. Zaniepokojona, odnotowała, że współlokatorka nie leżała w łóżku. Zebrała się szybko z niewygodnej pryczy i wybiegła na zewnątrz, budząc przy okazji połowę domku. Gdy zobaczyła, że Asahina biegała o świcie, oskarżyła ją o to, że już na starcie wypracowywała sobie przewagę w rywalizacji o miejsca w pierwszej dziesiątce. Dobę później, przed wschodem słońca czekało na Asahinę troje towarzyszy porannego treningu.

Tak poznała Mitabiego Jarnacha — postawnego chłopaka, w którego emblemat na wojskowej kurtce wpatrywała się pierwszego dnia podczas apelu — i Iana Dietricha. Wraz z Rico postanowili uparcie podążać przecieraną przez szlachciankę ścieżką.

— Naprawdę? — zakpiła arogancko. Wyzywająco wsparła dłonie o biodra, ale kiedy poważne wyrazy twarzy trojga kadetów nie drgnęły ani o milimetr, Yuna uśmiechnęła uniosła zadziornie kącik ust. — Pieprzyć waszą determinację. — Splunęła ostentacyjnie. Mocniej ścisnęła kitkę, mentalnie przygotowując się do biegu. Popatrzyła na skonsternowanych rówieśników, wzruszyła ramionami: — Upewnijcie się, żeby nie zostać w tyle — rzuciła ostrzegawczo.

— Mówiłem, że to nie jest najmądrzejszy pomysł — zauważył Ian.

— Arogancka burżujka — skomentował cicho Mitabi.

— Róbcie sobie, co chcecie. — Brzenska jako jedyna bez większej dyskusji podążyła śladami Asahiny. Chłopaki po namyśle zdecydowały się jednak jej zaufać. Lepiej naśladować kogoś, kto zdawał się wiedzieć, co robi, niż poszukiwać własnego sposobu na stanie się silniejszym. Tak przecież funkcjonowała ludzkość: ślepo naśladowała metody wypracowane przed latami, a tych, którzy potrafili wprowadzić innowację, można było policzyć na palcach jednej ręki.

Szybko jednak przekonali się, że trzymanie z Yuną Asahiną przysparzało więcej problemów, niż przynosiło korzyści. Niejednokrotnie suszyli jej głowę o to (chociaż to głównie sprawka Iana), żeby nie afiszowała się tak z butnością, nie wdawała wiecznie w bójki (a działo się to za każdym razem, kiedy usłyszała ulubioną inwektywę kadetów w stosunku do niej, łajniarę, oczywiście) i zaczęła wreszcie pracować w zespole podczas ćwiczeń z trójwymiarowego manewru. Przynajmniej wtedy.

Yuna jak to Yuna, oczywiście, nie podporządkowywała się nikomu, no, może wyjątkowo instruktorom, kiedy nie uznała ich pomysłów za kretyńskie, za co niejednokrotnie prawie wyleciała ze szkolenia. Dowódcę powstrzymywały jednak dwa istotne fakty. Po pierwsze, kadetka nosiła znaczące nazwisko, ale ważniejsze było to, że los obdarzył ją nieprzyzwoitym talentem bojowym. Wyróżniała się na tle pozostałych kandydatów do armii, chociaż pochwały z ust instruktorów w jej kierunku padały rzadko. Do tego jednak przyzwyczaiły ją treningi w rodzinnej posiadłości. Satoru zatrudniał bardziej wymagających szkoleniowców, a ci jak jeden mąż nie dzielili się swoimi spostrzeżeniami z samą zainteresowaną. Definitywnie woleli ganić ją za porażki; gorzej, że rzeczywiście taka metoda obfitowała w rezultaty.

Ze wszystkich aktywności podczas trzyletniego pobytu w jednostce wojskowej najbardziej fascynował ją trójwymiarowy manewr. W samoobronie z oczywistych względów nie miała sobie równych, podstawy obsługi broni palnej poznała w domu, treningi wytrzymałościowe nie stanowiły wyzwania. Inne zadania, wymagające współpracy znienawidziła z miejsca — jedynie obecność któregoś z kadetów z Trostu czyniła je w jakikolwiek sposób znośnymi, o ile zostali przydzieleni do jednej drużyny. Gorzej, jeżeli musiała znosić jakiegoś półgłówka, który sądził, że wzrostem czy muskulaturą zdobędzie przywództwo. Deprecjonował jej umiejętności, a wieczorem zwykle lądował rozłożony przez szlachciankę na łopatki i nie próbował się więcej stawiać. Kończyło się to jednak tym, że Yuna jako prowodyrka bójki przez kolejny tydzień wykonywała karne zadania.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz