2. Niebezpieczna wiedza

322 39 45
                                    

Rok 834, zachodnie tereny w obrębie muru Sina, dziedziczne posiadłości rodziny Asahina

Podczas swojego blisko czterdziestoletniego życia słyszał o wielu rodzajach walki. Niektórzy uciekali się do przemocy, by zademonstrować swoją wyższość nad innymi. Inni uważali, że atak usprawiedliwiała wyłącznie potrzeba obrony koniecznej. Byli też tacy, dla których broń pozostawała narzędziem używanym wyłącznie wtedy gdy na szali kładziono honor lub inne pryncypia. On z kolei uważał, że jedynym usprawiedliwieniem dla walki było przetrwanie i to nie takie w rozumieniu korpusu zwiadowczego, zakładające znalezienie sposobów na ocalenie przed tytanami. A jednostkowe. Tu i teraz. Tak się jednak składało, że świat, w którym przyszło mu żyć, codziennie rzucał wyzwania, których bez odpowiednich umiejętności najzwyczajniej nie można się podjąć, o odniesieniu sukcesu już nie mówiąc. Zresztą nie tylko tak on uważał, ale również pokolenia przodków, które zapracowały na pozycję rodu Asahinów, czasem używając mniej lub bardziej etycznych środków działania. Najważniejsze w tym świecie było przetrwać.

W dzieciństwie znalazł zranioną strzałą myśliwego kaczkę. Plama czerwieni rozlewała się na białym upierzeniu. Zwierzę rozpaczliwie próbowało poderwać się do lotu, ale na próżno. On z kolei w milczeniu, z niezdrowym zainteresowaniem obserwował, aż wydęło ostatni dech, pozbawione pomocy ze strony postawionego wyżej w łańcuchu pokarmowym osobnika. Wtedy młody Satoru Asahina zrozumiał, że wszystkie słowa jego własnego ojca o walce o przetrwanie, często okraszone ofiarami w ludziach, wyrzeczeniami i niełatwymi wyborami, miały więcej sensu, niż wydawała się na pierwszy rzut oka. Że jeżeli on byłby tym ptakiem, którego dosięgnął drapieżnik, na swoich skrzydłach nigdzie już by mnie poleciał. Pozostawałoby mu pełzać jak chociażby tym wyrzutkom w podziemiu.

Satoru Asahina wielokrotnie słyszał również, że zarówno jego zachowania, jak i nieżyjących krewnych cechował niebywały oportunizm. Że wpasował się idealnie w struktury świata w obrębie murów, że niczym wierny pies służył rodzinie królewskiej. Czasem oskarżano go o okrucieństwo — kiedy kontynuował dzieło ojca, prześladując zdrajców racji stanu, kiedy stosował nieczyste polityczne zagrywki, kiedy z wyrachowaniem wziął za żonę dużo młodszą córkę bogatych kupców ze Stohess, kiedy przymykał oczy na rozlew krwi lub sam go prowokował, kiedy niezatrzymany piął się po szczeblach kariery w żandarmerii. Dla Satoru Asahiny nie miało to jednak nic wspólnego z wybieraniem najkorzystniejszych rozwiązań, a z czystym pragmatyzmem, bo w tym świecie nie było miejsca na najlepszy wybór. Stawiał na mniejsze zło.

Tę właśnie filozofię życia wpoił swojemu długo wyczekiwanemu potomkowi. Córce Yunie.

Jego żona, nie do końca zdająca sobie sprawę z rodzinnych tradycji, z początku z oporem podchodziła do nietypowych metod wychowawczych Asahinów. Uważała, że zmuszanie kogokolwiek, a szczególnie dziewczynki ze szlacheckiej rodziny do wysiłku fizycznego, szkolenia w walce bronią zarówno białą, jak i palną, wreszcie wyczynowej jazdy konnej było co najmniej absurdalne. W końcu nazwisko gwarantowało jej pozycję, a z nim nietrudno znaleźć dla córki odpowiedniego kandydata na męża, co w przyszłości zapewniłoby jej godne życie. Ale Yuna nie była pierwszą lepszą dobrze urodzoną dziewczynką, w jej żyłach płynęła krew Asahinów, którzy, można by stwierdzić, genetycznie mieli zakodowaną potrzebę walki. Stąd też Satoru nie wyobrażał sobie, żeby jego jedyna dziedziczka nie zrobiła kariery w żandarmerii, a później przejęła po nim rodzinnej schedy. Po wielu miesiącach kłótni Yuriko skapitulowała i więcej nie weszła mężczyźnie drogę. Milcząc, przyglądała się siniakom na ciele dziewczynki, ranom po nieostrożnym korzystaniu z mieczy i noży czy nieuważnym polerowaniu ostrzy, spoconemu ciału w męskich ubraniach, coraz bardziej przypominające to należące do wojownika, nie do delikatnej dziewczynki. Gdzieś w brązowych oczach żony czaił się strach, ilekroć dostrzegała, w którą stronę to wszystko zmierzało, a Satoru... Satoru czuł dumę, jakby kolejne z zadań pozostających na liście do zrobienia przed śmiercią — spłodzenie i wychowanie godnego dziedzica — zostało odhaczone.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz