12. Wybryki

144 21 15
                                    

Rok 841, centrala korpusu zwiadowczego

Przez kilka ostatnich nocy przed wyprawą budziły ją koszmary, w których na powrót przeżywała konfrontację z Satoru Asahiną. Kiedy dziewczyna dochodziła do siebie po starciu z Janine McCartney do snu kołysał ją ból połączony ze zmęczeniem — nie ten zwykle kojarzony z wyczerpaniem po treningu, ale związany z nieprzyjemną kontuzją, która zaburzyła wypracowaną rutynę i spokój ducha. Dostrzegała jednak znaczącą zaletę tego stanu rzeczy: może i irytowały ją drobnostki, związane z brakiem ujścia dla agresji, ale przynajmniej nie prześladowały ją wspomnienia tamtych dni.

Uderzyły ze zdwojoną siłą, kiedy wróciła do pełni sił. Yuna zrywała się z rozpuszczonymi długimi włosami przyklejonymi do policzków, przydługą koszulą nieprzyjemnie przylegającą do ciała, roztrzęsiona, z trudem łapiąc oddech, a w głowie brzmiały jej ostatnie słowa ojca.

Kiedy już zrozumiesz, że popełniłaś niewybaczalny błąd, kiedy już będziesz się turlała w gównie rozpaczy, wtedy odbiorę mój dług.

Wprawdzie nie sprecyzował, co miał na myśli, używając słowa kiedy, ale Yuny nie trzeba było zapewniać dwa razy. Była przekonana, że ten moment nadejdzie prędzej czy później. Satoru zawsze dotrzymywał złożonych obietnic, a jeżeli, co gorsza, wiązała się ona z odebraniem długu, tym bardziej odnotowywał je w pamięci. Jak na Asahinę z krwi i kości przystało, oczywiście.

Nawet jeżeli z perspektywy osoby trzeciej wydawał się irracjonalny, bo dla normalnego człowieka wykluczenie z dziedziczenia rodowej schedy było wystarczającą karą dla butnej nastolatki.

Naiwnie myślała, że trzymanie się z daleka od członków korpusu zwiadowców i unikanie budowania zażyłych więzi uchronią ją przed wątpliwościami i rozpamiętywaniem przeszłości. Nie na długo, bo część żołnierzy, niestety, postanowiła uparcie się nią interesować. Najpierw nawinął się Norvin Singh z blizną na twarzy i krzywo zrośniętym po bolesnym spotkaniu z prawym sierpowym nastolatki nosie. Z początku niechętnie podchodziła do starszego stażem kolegi, z czasem zaczęła go tolerować. A później jak rzep psiego ogona uczepiła się jej Janine McCartney z tym swoim promiennym uśmiechem, pozornie niewinnym zainteresowaniem i diabelskim błyskiem w oczach, któremu, o zgrozo, Asahina coraz częściej ulegała. Albo bardziej precyzyjnie: obecność tej wariatki obok sprawiała, że jakimś cudem czuła się dobrze. Jakby kapitan nie była intruzem wdzierającym się do uporządkowanego życia Yuny, a zgrywała się z rzeczywistością na tyle dobrze, że zdawała się jego integralną częścią.

Było też prześladujące ją widmo współpracy z Erwinem Smithem.

Więcej nie wezwał jej do siebie gabinetu, chociaż Yuna nie mogła pozbyć się dziwnego wrażenia po tym, jak na zbiórkach pułku ich spojrzenia się ze sobą krzyżowały. Chłód, wyrachowanie, przeszywający na wylot wzrok, jakby jego właściciel poszukiwał słabych stron Asahiny — coś, co przypominało jej wroga numer jeden na osobistej liście i coś, czemu zdaniem Janine powinna zaufać.

Nie potrafiła. I nie wątpiła, że Erwin Smith z tą swoją przenikliwością dawno wyczuł jej strach przed bezwarunkowym zawierzeniem komuś życia. Nie, kiedy prześladowały ją koszmary przeszłości. Nie, kiedy wychowano ją w przeświadczeniu, że wolno ufać wyłącznie własnym umiejętnościom, jeżeli chciało się przetrwać. Nie, kiedy, jak trafnie zauważyła Janine, a co Yuna dostrzegła po dłuższym zastanowieniu, kurczowo trzymała się wartości wyniesionych z rodzinnego domu, chociaż deklarowała zerwanie z tradycją.

Dopiero po dłuższym czasie coś sobie uświadomiła. Oni wszyscy czekali: i Satoru Asahina, i Erwin Smith, i Janine McCartney. Możliwe, że na chwilę, aż podejmie decyzję. Nie to jednak absolutnie nie czuła się na siłach — pod maską nieprzejednanej twardej dziewczyny skrupulatnie ukrywała wewnętrzne rozdarcie. Ilekroć próbowała mu zaprzeczyć, tylekroć pojawiała się Janine McCartney i mniej lub bardziej świadomie podnosiła kwestię rozbitej tożsamości. Może i Yuna wiedziała, kim nie chciała zostać, ale nie miała pojęcia, co z tym fantem zrobić dalej. Pozostawienie tej kwestii samej sobie nie wchodziło w grę — na infantylnej wierze, że wszystko się ułoży, zdążyła się zawieść. Kapitan skutecznie uświadomiła dziewczynie skuteczność wychowania w tradycji rodu przeklętej krwi. Stałaby się jak inni Asahinowie, czy jej się to podobało, czy nie. O ile już nie była podobna bardziej, niż wymagało tego wykręcenie numeru stulecia ojcu.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz