4. Tamtego dnia

199 31 38
                                    

Rok 838, 94. jednostka szkoleniowa

Doskonale wiedziała, czego od niej oczekiwano.

Nosiła nazwisko Asahinów, a odkąd pamiętała, ojciec popychał ją w kierunku kariery w armii. Oprócz klasycznych ćwiczeń fizycznych mających służyć do wzmocnienia ciała, trenowała jazdę konną, szermierkę czy korzystanie z broni palnej. Twierdził, że to dla jej dobra, a wcześniejsze obeznanie z sztukami walki miało zapewnić jej lepszy start podczas szkolenia wojskowego i gwarantowane miejsce w dziesiątce najlepszych kadetów. Drugim obszarem, w stronę którego mężczyzna popychał edukację córki, była historia, a raczej znajomość wszystkich liczących się rodzin szlacheckich i nowobogackich, układów politycznych i tego wszystkiego, co mogła wykorzystać, gdy zostałaby wprowadzona w życie publiczne jako ktoś więcej niż tylko dziedziczka arystokratycznego klanu. Kiedy wreszcie świat poznałby ją jako Yunę Asahinę. Za dzieciaka wierzyła, że to wszystko było tego warte.

Poddawała się wychowaniu bez większych oporów, szczerze wierząc, że ojciec myślał przede wszystkim o jej dobru. Szanowała i podziwiała mężczyznę, który przecież osiągnął tak wiele: pozycję w żandarmerii, szacunek wśród podwładnych. Aż do tamtego dnia, kiedy jej świat brutalnie wywrócono do góry nogami. Dostrzegła, że pod maską troskliwego ojca krył się bezwzględny potwór, a jeżeli podążyłaby do końca wyznaczoną przez niego drogą, przeistoczyłaby się w podobne monstrum. Dlatego tamtego dnia postanowiła z tego zrezygnować.

Nie było też tak, że rzuciła wszystko gwałtownie. Nadal w pamięci miała spokój na twarzy polerującego ostrze kurtką mężczyzny, który chwilę wcześniej bez skrupułów podciął gardło jej matce. Drżała na samą myśl, że miałaby sprostać tego rodzaju przeciwnikowi, a pozytywne uczucia, jakie niewątpliwie do niego żywiła do tamtego dnia, nie ułatwiały sprawy. Latami zastanawiała się, jak odpowiednio odegrać się na kapitanie żandarmerii i czy właściwie istniał stuprocentowo skuteczny sposób. Którejś nocy, po wybudzeniu się z koszmarów przypomniała sobie wypowiedziane ciepłym tonem słowa Satoru:

— Jeżeli nie będziesz mogła kogoś pokonać w walnej bitwie, Yuno, pamiętaj, że przeprowadzana z rozmysłem partyzantka jest często skuteczniejsza. Ofiarne bohaterstwo to głupota, skoro liczy się walka o przetrwanie.

Obraz martwej Yuriko prześladował ją do takiego stopnia, że nabawiła się bezsenności. Nieprzyjazne mary stały się nieodłącznym elementem rzeczywistości. Z początku guwernerzy nie zauważali zmian w zachowaniu dorastającej dziewczynki, ale po kilku miesiącach stało się to na tyle niepokojące, że wezwali lekarza ze stolicy. Po obejrzeniu Yuny stwierdził, że najwyraźniej zaczęła zbyt szybko dojrzewać i zalecił podawanie przed snem uspokajających ziół. Oczywiście, zgodnie z wpajaną przez ojca mantrą, nie przyznała się do tego, co wydarzyło się tamtego dnia.

Nie spodziewała się, że odbierane nauki Satoru Asahiny podpowiedzą, jak efektywnie się zemścić, a na ryzykowny pomysł wpadnie po jednej z niepożądanych pobudek. Mężczyzna uważał, że obowiązkiem Yuny jako jego córki była bezwzględna lojalność i podążaniem zaplanowaną dla niej ścieżką, w którą wpisywała się również przyszła kariera wojskowa. W całej przebiegłości, jaką potrafiła się popisać dwunastolatka, postanowiła wbić metaforyczny nóż w plecy w najmniej oczekiwanym momencie i właśnie wtedy, kiedy znajdzie się poza zasięgiem mordercy, zrujnować snute latami plany. Może to i nie przywróciłoby życia Yuriko, ale sama myśl o rozczarowaniu ojca przyprawiała ją o ekscytację. W gruncie rzeczy była krwią z jego krwi i nie zdziwiłaby się, gdyby okazali się podobni.

To był właściwie okrutny pomysł: doprowadzić marzenia szlachcica do ruiny i pozostawić z niczym. Oczywiście, metaforycznym niczym, ponieważ w zasięgu Satoru Asahiny znajdowało się niemal wszystko: władza, pieniądze, ugruntowana pozycja w społeczeństwie, szacunek (czasem zastanawiała się, czy to nie wynikał ze strachu przed potencjalnym niebezpieczeństwem). Miał jednak wyłącznie jedną dziedziczkę, Yunę, a po śmierci Yuriko nie zdecydował się na poślubienie innej kobiety. Nikt więcej z krwią Asahinów nie istniał w świecie w obrębie murów i to ten fakt dziewczyna planowała wykorzystać.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz