29. To, co konieczne

47 9 2
                                    

Wieczór przed wyprawą Janine tradycyjnie spędzała z piersiówką bimbru z rodzinnej wsi, tanecznym krokiem przemierzając zamkowe blanki. Yuna przestała liczyć, ile razy eskortowała wstawioną kapitan do oficerskich kwater, dlatego chcąc nie chcąc, zwlekła po późnej kąpieli swoje cztery litery i wdrapała się po schodach na szczyt wieży. Przez cztery lata czuła się w obowiązku, by pilnować, żeby alkoholowe wyskoki kapitan pozostawały wyłącznie niegroźnymi wybrykami. W tamtym momencie do dbania o McCartney pchało Asahinę coś więcej niż tylko potrzeba zrewanżowania się za wstawiennictwo w konflikcie z pułkownikiem Smithem.

Nie potrafiłaby zasnąć, nie wiedząc, czy bezpiecznie dotarła do własnego łóżka.

Skrzypienie starych zawiasów zwróciło uwagę blondynki. Z dziecięcą radością, ledwo zachowujący równowagę odwróciła się przodem do eksarystokratki. Cywilne ubranie ukrywało kobiece kształty: średniego rozmiaru piersi, wcięcie w talii, lekko zaokrąglone biodra. Lekkie rumieńce na policzkach zdradzały, że w piersiówce raczej nie pozostało wiele trunku. Zielone oczy zalśniły z podekscytowania, gdy rozpoznały w przybyszu partnerkę.

— Jen — wypowiedziała jej imię łagodnie — na dzisiaj wystarczy.

— Przyszłaś — zauważyła, szczerze rozradowana widokiem szatynki. Dłuższą chwilę kontemplowała jej umięśnioną sylwetkę, wreszcie zachęcająco wyciągnęła metalowe naczynie w stronę nastolatki. Yuna westchnęła cierpiętniczo, chwyciła piersiówkę, jednak zamiast opróżnić jej zawartość, wsunęła ją do tylnej kieszeni spodni, co natychmiast spotkało się z dezaprobatą ze strony McCartney. Kobieta wydała policzki, stanęła na palcach i zaborczo zarzuciła ręce na szyję Asahiny.

— Zawsze przychodzę. Powinnaś się już przyzwyczaić — wytknęła złośliwie, cudem ignorując cuchnący alkoholem oddech kochanki. Odruchowo objęła szczupłą talię, by jej kretynka nie straciła przypadkiem równowagi i nie upadła, ciągnąc za sobą młodszą kapitan.

Nie potrafiła pozostać obojętna na to figlarne spojrzenie. Czule objęła zaczerwieniony policzek i odgarnęła niesforne loki za ucho.

— Dzisiaj jest piękna noc — stwierdziła niewinnie Janine. — Na pewno nie możemy zostać trochę dłużej? — zasugerowała z nadzieją. Trudno było się z nią nie zgodzić. Ani jedna chmura nie zasnuła gwieździstego nieba i gdyby nie musiałby zerwać się skoro świt, by wyruszyć do Trostu, Yuna przystałaby na wspólne podziwianie tego małego cudu natury. Może nie potrzebowała szczególnie dużo snu, ale pod tym aspektem blondynka stanowiła jej zupełne przeciwieństwo.

— I znowu Flagon będzie się z ciebie śmiał, że jesteś ledwo przytomna? — skontrowała, celowo przywołując imię nielubianego pułkownika. — Daj spokój, Jen.

— Dobrze — mruknęła, kompletnie niepocieszona perspektywą powrotu do kwater. Asahina westchnęła cierpiętniczo, ledwo zauważalnie musnęła wargami czoło kochanki w ramach pocieszenia. McCartney pozwoliła partnerce wsunąć rękę pod kolana i podnieść jak pannę młodą przenoszoną przez próg domu dopiero co poślubionego męża. Ufnie wtuliła policzek w zagłębienie szyi nastolatki, przeczesała tradycyjnie rozpuszczone o tej porze włosy.

Dłuższą chwilę wpatrywała się w przeciwległe blanki. Pomiędzy nimi dostrzegła sylwetki postaci, ale przy słabym świetle nie potrafiła ich zidentyfikować. Miała nadzieję, że nie znajdował się tam żaden z członków oddziału do zadań specjalnych, ale raczej nie posądziłaby ich o tak niski poziom profesjonalizmu. Wiedzieli, jaki ciężar odpowiedzialności spoczywał na ich barkach poprzez służenie w elitarnej jednostce.

— Naprawdę to zrobisz? — zapytała niespodziewanie Janine, na powrót absorbując całą uwagę eksarystokratki. Głos blondynka miała senny, co najlepiej świadczyło o znużeniu, które ogarnęło kobietę. Kurczowy uścisk zelżał, dlatego Yuna wzmocniła swój.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz