22. Janine i Yuna

102 11 9
                                    

Miche bez skrupułów wyciągnął Janine z łóżka, nim słońce na dobre wzeszło ponad horyzont. Kapitan, nieprzyzwyczajona do tak barbarzyńskiej pory wstawania, wpierw próbowała ubłagać Zachariusa o kolejne pięć minut drzemki, ale gdy uparcie obstawał przy swoim, niechętnie wstała. Dwa razy zapinała guziki koszuli i sznuerowała buty, bo nieopatrznie pomyliła dziurki. Mężczyzna cierpliwie czekał na koleżankę na korytarzu, po czym razem poszli do oficerskiej kantyny, by zjeść szybkie śniadanie.

Incydent w gabinecie Yuny przypłaciła bólem pleców. Niewygodny materac w kwaterach wcale nie poprawił sytuacji, dlatego chodziła nienaturalnie sztywno, w wolnym chwilach rozmasowując przynajmniej kark. W duchu obiecała sobie, że następnym razem wyperswaduje Asahinie zasypianie gdzie popadnie albo znajdzie sobie zajęcie, żeby i Janine nie znużyło. O ile, oczywiście, jakiś następny raz miał rację bytu, a w to kobieta usilnie pragnęła wierzyć.

Opuszczając kantynę i kierując się już w komplecie w stronę stajni, minęli trenujący od świtu oddział do zadań specjalnych. Blondynka instynktownie szukała wzrokiem Yuny, ale nie dostrzegła wysokiego brązowego kucyka. Musiała jednak kręcić się w pobliżu, skoro żołnierze, mimo potu spływającego obficie po czołach i nienaturalnie przyspieszonych oddechów, nie zrobili przerwy. Właściwie nie pomyliła się szczególnie w swoich przypuszczeniach, bo spotkali kapitan ubraną w pełny mundur, nie klasyczny strój treningowy, z zamontowanym sprzętem do trójwymiarowego manewru, kiedy wychodziła ze stajni. Janine zdziwił ten widok. Eksarystokratka nie uważała za potrzebne noszenie pełnego osprzętowania, chyba że miała coś do zrobienia.

— Yuno — odezwał się rozważnie Erwin, jako jedyny nie dając po sobie poznać zaskoczenia — co planujesz zrobić?

— Muszę przeciągnąć swoich ludzi po polu treningowym do trójwymiarowego manewru, póki Flagon nie wepchnął się do kolejki — prychnęła. — Nie uznaję tłumaczenia, że ma pod sobą pułk żółtodziobów, a jego ostatni awans nie pomaga w przepychaniu się przy generale — wyjaśniła z niechęcią. Janine uśmiechnęła się radośnie, z ulgą dostrzegając, że rozmowa przeprowadzona poprzedniego dnia chociaż trochę uspokoiła myśli dręczące dziewczynę.

— Dobrze — zaaprobował Smith. — Po powrocie chciałbym z tobą porozmawiać.

Skinęła głową na znak zrozumienia. Najwyraźniej zdążyła pogodzić się z potrzebą poniesienia konsekwencji swoich czynów. Mimo że Yuna wyglądała na pewną siebie — jak zwykle zresztą — ledwo dostrzegalne cienie pod oczami świadczyły o tym, że miała za sobą jedną z tych wielu nieprzespanych nocy. Nie robiła z tego wielkiej tajemnicy; agresją reagowała tylko wtedy, kiedy śmiałek zdecydował się wytknąć jej to publicznie. Wystawianie słabości na widok publiczny traktowała jak najgorszą z możliwych obelg.

Paradoksalnie Janine ucieszyła się, że poprzedniego dnia Yuna zdołała odpocząć w jej ramionach, bo pewnie uparcie badałaby limity organizmu, dopóki nie zasnęłaby na siedząco. Przestało się liczyć, że McCartney zesztywniały wszystkie możliwe mięśnie. Świadomość przysłużenia się Asahinie wystarczyła. Oczywiście, wcześniej zwracała uwagę na samopoczucie eksarystokratki, ale w którym momencie zaczęło jej aż tak zależeć?

— Powodzenia — rzuciła. Energiczny krok zdradzał pośpiech, świadczący o tym, że chciała jak najszybciej się ewakuować. Mimo że jako oficjalny powód podała potrzebę zajęcia się kapitańskimi obowiązkami, dla postronnych mogłoby się wydawać, że wolała zejść z oczu Erwinowi.

Janine odczytywała jednak tę reakcję zupełnie inaczej. Z jej perspektywy wyglądało to tak, jakby Yuna powstrzymywała się przed zrobieniem kolejnego głupstwa. Możliwe, że może dobrze by na tym wyszła, bo nie wiadomo, jak dużo napadów szału zniósłby zdewastowany poprzedniego dnia gabinet. Absolutnie nikt, a w szczególności McCartney, wolała nie sprawdzać, gdzie znajdowała się granica wytrzymałości szatynki.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz