42

6.8K 543 67

   Podjechaliśmy pod jego dom. Odpięłam pasy i czekałam, aż odepnie mnie od tego cholerstwa. Zamiast tego, poszedł do Jaxona. Sfrustrowana opadłam na oparcie. Wyciągnął śpiącego chłopca z fotelika i zamknął drzwi. Patrzyłam jak oddala się z synkiem na rękach. Położyłam dłoń na szybie, mając gdzieś to, że ją zamażę, to nie moje auto i nie mój problem. To ja powinnam nieść Jaxona na rękach. Bałam się o niego bardziej niż o siebie, to chyba oczywiste. Wiedziałam, że Justin nie zrobiłby mu krzywdy, ale nie chodzi o niego. W domu mógł być ktoś kogo nie znałam, a nieznajomym nie można ufać, prawda?

   Czekałam i czekałam nie spuszczając wzroku z domu. Był duży i całkiem ładny. W końcu wyszedł z niego Justin. Poruszyłam się niespokojnie. Otworzył gwałtownie drzwi, więc zostałam pociągnięta za nimi w efekcie czego prawie wypadłam na ziemię. Posłałam mu mordercze spojrzenie i wyprostowałam się.

- Cholera, przepraszam.

   Niecierpliwie wyczekiwałam, aż moja ręka zostanie uwolniona od męczarni. Gdy to już nastąpiło poczułam ulgę. Pomasowałam obolałe miejsce. Mężczyzna wsunął kajdanki do kieszeni kurtki i złapał mnie za rękę. Natychmiast wyrwałam mu się oburzona.

- Co ty wyprawiasz?! Nie dotarło do ciebie, że masz mnie nie dotykać?!

- Chcesz wrócić do bransoletek przyjaźni?

   Zrezygnowana pokręciłam głową.

- Mi się wydaje, że chcesz.

- Nie chcę - mruknęłam cicho i złapałam jego dłoń.

   Gdy splotłam nasze palce, przyłożył je do swoich ust i pocałował moją dłoń. Spuściłam głowę, idąc za nim monotonnie. Wlekłam się za nim ślimaczym tempem, więc objął mnie ramieniem, byśmy szli równo. Przed drzwiami, przyśpieszył, aby otworzyć je dla mnie. Podziękowałam cicho i weszłam do środka. Wnętrze było przepięknie urządzone. Ściągnęłam swoje buty i bluzę. Powiesiłam ją na wieszaczku.

- Gdzie jest Jaxon? - spytałam.

- Śpi.

- Gdzie?

- W swoim pokoju.

- Gdzie?

   Nie zamierzałam odpuścić i on to wyczuł, dlatego się poddał.

- U góry, pierwsze drzwi na lewo.

   Szybkim krokiem weszłam na piętro po schodach. Po cichu otworzyłam pierwsze drzwi po lewej stronie, tak jak poinstruował mnie Justin. Mały chłopiec spał jak aniołek przykryty kołdrą po samą szyję. Uspokoiłam się. Odetchnęłam z ulgą. Podeszłam do niego na palcach i cmoknęłam w czoło. Wyszłam bezszelestnie. Justin wnosił do środka... moją torbę? Stęknęłam cicho.

   Miałam nadzieję, że wiedział, iż nie mam ochoty na przebywanie z nim z przymusu i zrobię wszystko by tego uniknąć.

- Teraz, gdy jesteśmy na miejscu możemy porozmawiać? - spytałam, gdy ściągał buty.

- Porozmawiamy jutro rano - chciał dotknąć mojego policzka, ale odepchnęłam go.

- Nie, porozmawiamy teraz. Powiedziałeś, że-

- Ok, wiem co powiedziałem, ale jestem bardzo zmęczony, Ari.

- Nie obchodzi mnie to. Masz mi wszystko wyjaśnić. Jeśli mam tutaj zostać z tobą, to chcę wiedzieć dlaczego muszę cię znosić.

- Jasne, powiem ci to ale jutro. Chodź, pokażę ci-

- Jesteś głuchy? - warknęłam.

- Ari, proszę cię, nie denerwuj mnie. Jestem na prawdę zmęczony i chcę położyć się spać.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!