46

5.8K 561 68

   Wyszłam z gabinetu Tryoe'a wsuwając do tylnej kieszeni spodni zdjęcie. Przęłknęłam ślinę, gdy mój wzrok wylądował na siedzącym w poczekalni Justinie. Mówił coś na ucho Jaxonowi, który siedział na jego kolanach. Ich głowy zwróciły się w moją stronę, kiedy usłyszeli kroki. Od razu podnieśli się z miejsca. Mały chłopiec stanął na swoich nogach i złapał ojca za rękę. Przyśpieszyli chód, by dojść do mnie jak najszybciej.

- I co? - Justin natychmiast zaatakował mnie pytaniami. - Jesteś chora? Zapisał ci leki?

   Westchnęłam. Trzęsły mi się dłonie. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie chciałam go okłamywać, ale musiałam to zrobić. Byłam zmuszona. Widok jego cierpiącego był cierpieniem dla mnie. Męczyło mnie sumienie. Zwykle się poddawałam, ale tym razem nie mogłam go słuchać.

- N-nie zapisał, pamiętam. To zwykłe zatrucie. Za kilka dni powinno... przejść.

- Ok, zaczekaj tu z Jaxonem, muszę porozmawiać z Troye'em.

   Serce podeszło mi do gardła. Gdy już miał odchodzić, złapałam go za nadgarstek. Spojrzał na mnie zdziwiony.

- Co jest?

- To ważne? - skrzywiłam się. - Jestem bardzo zmęczona.

- To zajmie tylko chwilkę.

   Wciąż nie puszczałam jego ręki.

- Hej - podszedł do mnie i wziął moją twarz w dłonie. - Co się dzieje? Co stało się w gabinecie? Powiedział coś niestosownego? Był niemiły? Dotknął cię w niewłaściwy sposób? Powiedz mi, przysięgam, że-

- Nie - przerwałam mu kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. - Wszystko dobrze, Troye jest bardzo miły. Po prostu zadawał dużo pytań i jestem padnięta. Chciałabym wrócić szybko do domu.

   Chciało mi się płakać. Jedyne o czym w tamtej chwili marzyłam, było wydostanie się z tego miejsca. Pragnęłam zakopać się pod kołdrę i nie wychodzić z łóżka.

- Na pewno? - położył rękę na moim biodrze. - Powiedziałabyś mi, prawda?

   Pokiwałam głową. Justin pocałował mnie w czoło. To wywołało delikatny uśmiech na mojej twarzy. Musiałam go zatrzymać.

- I nie mamy przed sobą tajemnic? - szepnął do mojego ucha.

   Spuściłam głowę. Czułam się okropnie.

- Nie - odszepnęłam.

   Kłamstwo. Miałam ochotę uderzyć się za to w twarz. Mężczyzna uniosł moją twarz za podbródek. Byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Wyglądał na podejrzliwego. Nie chciałam by zadawał pytania.

- Nie idź tam już dzisiaj. Wróćmy do domu.

- Ari-

- Proszę, Justin - wtuliłam się w niego.

   Poniekąd byłam zła, że nie chciał po prostu odpuścić, bo kłamanie i znoszenie samej siebie sprawiało mi trud.

- Wiem, że coś się dzieje. - powiedział w moje włosy. - Nie chcesz mi powiedzieć o tym. Ale ja się dowiem.

   Te słowa wprawiły mnie w zdenerwowanie. I to nie takie zwykle. Wrzało we mnie. Z całej siły go od siebie odepchnęłam. Uderzył plecami w ścianę.

- Dlaczego po prostu nie możesz odwieźć mnie do tego jebanego domu?! - wrzasnęłam tupiąc nogą.

   Z jednej ze sal wyszła pielęgniarka. Wsunęła dłonie w kieszenie spodni.

- Moglibyście rozmawiać ciszej? Pacjenci potrzebują spokoju.

   Zrobiło mi się wstyd. Przeprosiłam ją cicho za ten wybuch. Mój wzrok zatrzymał się na siedzącym Jaxonie, który wpatrywał się we mnie zadziwiony i lekko przestraszony. Podeszłam do niego i wzięłam na ręce. Pogładziłam plecy chłopca, chcąc go w ten sposób uspokoić.

- Przepraszam, kochanie - szepnęłam synkowi do ucha.

   Mały owinął ramionka wokół mojej szyi, co odebrałam jako wybaczenie. Poczułam dłoń na plecach. Nie musiałam zastanawiać się nad tym, czyja ona jest. Popchnął mnie delikatnie do wyjścia.

   Kamień spadł mi z serca, bo nie poszedł do Troye'a. Niby mogłam mu ufać, bo obowiązywała go tajemnica lekarska, ale był bliskim znajomym Justina, a on w dodatku mu dopłacał.

   Położyłam Jaxona na foteliku i zapięłam pasami. Usiadłam na swoim miejscu, wlepiając wzrok w kolana. Nerwowo bawiłam się palcami. Justin wyjechał z parkingu.

- Kupimy leki w innej aptece. Pamiętasz nazwy?

- Tak - szepnęłam. - Justin?

- Mhm?

- Przepraszam - westchnęłam. - Przepraszam, że cię popchnęłam i nakrzyczałam na ciebie.

- Nie przejmuj się, skarbie - położył dłoń na moim kolanie.

   Uśmiechnęłam się pod nosem i położyłam swoją dłoń na jego. Splótł nasze palce razem.

* * *

Zszokowała mnie liczba komentarzy pod poprzednim rozdziałem...










  

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!