58

6.4K 447 70

    Stałam jak wryta nie ruszając się ze swojego miejsca. Nogi jakby wrosły mi w ziemię, nie potrafiłam nimi poruszyć. Nawet na chwilę nie udało mi się spuścić wzroku z drobnej blondynki siedzącej na kanapie. Moje ciało jakby doznało paraliżu na moment. Moment, który wydawał się trwać wieczność. 

- Ari - wyszeptała cichutko powoli podnosząc się z miejsca. 

   Wyglądała pięknie. Miała no sobie jasno-różowy, gruby sweterek i czarne jeansy z dziurami w kolanach. Blond włosy dziewczyny opadały kaskadami na jej plecy. Nie miała na sobie ani grama makijażu, a i tak byłam pewna, że wygrałaby światowy konkurs piękności. Zawsze była idealna, ale tym razem na prawdę albo przeszła samą siebie, albo po prostu długo jej nie widziałam i to powodowało, że widziałam ją w jaśniejszym świetle. Nie wiem. 

   Powoli zaczęła się do mnie zbliżać, a ja zamrugałam szybko, próbując się otrząsnąć. Musiałam śmiesznie wyglądać, kiedy tak przyglądałam się jej jak zaczarowana. Dzieliło nas kilka kroków i wtedy po raz pierwszy zareagowałam, zrobiłam cokolwiek, poruszyłam się. Zarzuciłam ramiona na jej szyję. Mocno mnie przytuliła, a ja schowałam twarz w zgięciu jej szyi. To była chwila, w której poczułam się jak w domu wśród rodziny, mimo, że w żaden sposób nie byłam z nią spokrewniona. To nieważne, bo znałam ją tak dobrze i tak długo, że śmiało mogłam nazwać ją swoją siostrą i stwierdzić, że jest moją rodziną. Była nią. Była moim wszystkim.  

- Tęskniłam - wyszeptała do mojego ucha, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. 

Wcześniejie zdawałam sobie z tego sprawy, jak bardzo się za nią stęskniłam, jak mi jej brakowało. To błąd. Nie powinnyśmy rozstawać się na tak długo, a w dodatku się do siebie nie odzywać. Dotarło do mnie, jak złe było to, że ją ignorowałam i nie pomyślałam o niej nawet przez moment. Czułam się winna, ale wiedziałam, iż to mi się należało. Zawsze robiłam takie głupoty, następnie żałując. Zachowywałam się najzwyczajniej w świecie nierozważnie. 

   Nie chciałam przerywać takiej cudownej chwili, gdy mogłam dać upust emocjom, ale musiałam. Odsunęłam się od przyjaciółki, a ona szybko złapała mnie za rękę, jakby bała się, że zaraz jej ucieknę. Pogłaskałam kciukiem wierzch jej dłoni. Pogłaskała mnie po policzku, kręcąc głową, jakby nie mogła uwierzyć, że mnie widzi. Radość, a zarazem smutek w jej oczach mnie zabijały. Sprawiał, że byłam zła na siebie o to, co zrobiłam, lecz z drugiej strony cieszyłam się ogromnie, że ją widziałam, że stała przede mną, że była prawdziwa. 

   Chrząknięcie Justina stojącego obok sprowadziło nas obie do rzeczywistości. Spojrzałyśmy na niego, czego po sekundzie pożałowałam, bo wzrok mężczyzny zabijał wypalając w moich oczach dziurę (nie dosłownie). Miałam gęsią skórkę. Dziewczyna ścisnęła moją dłoń. 

- Porozmawiajcie na osobności, Justin musimy omówić parę spraw, siadaj - odezwał się Ryan (za co byłam mu wdzięczna) z głębi salonu.

   Spojrzałam na niego przez ramię Cassie. Siedział na kanapie wraz z resztą chłopaków. Justin przeszedł obok mnie, dotykając mojego ramienia swoim. Mogłam bardzo dobrze poczuć jego intensywny zapach męskich perfum, które tak uwielbiałam. Pociągnęłam przyjaciółkę za sobą na górę. Udałyśmy się do pokoju jednego z chłopaków. Nie wiedziałam czyj on był, ale to nie miało żadnego znaczenia. Usiadłyśmy na jednoosobowym, miękkim łóżku. Mój wzrok zatrzymał się na zdjęciu wiszącym na ścianie. Zmarszczyłam brwi, uważnie się wpatrując w nie. Aż musiałam wstać i podejść bliżej, bo nie mogłam uwierzyć, w to, co widziałam. Myślałam, że mój wzrok mnie myli, że jestem ślepa. Ale nie, to, co widziałam, było prawdziwe. Na prawdę widziałam zdjęcie Cassidy, Cassidy Hoover, mojej najlepszej przyjaciółki. I, cholera, ono było w pokoju jednego z chłopaków. Odwróciłam się i spojrzałam na lekko zawstydzoną blondynkę. Jej policzki pokrył rumieniec. 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!