50

5.8K 459 168

- Jak mnie nazwałaś, suko? - syknął przypierając mnie do ściany.

   Cała pewność siebie i odwaga uleciały ze mnie. Znów byłam bezbronna. Zaczęłam szybko oddychać i rozglądać się wokoło, w poszukiwaniach czegoś, czym mogłabym się obronić.

   Zostałam uderzona w policzek. Znowu. Złapałam się za obolałe miejsce i spojrzałam na niego przerażona. Złapał mnie za szczękę i ścisnął. Pisnęłam z bólu.

- Kiedy ty w końcu nauczysz się okazywać mi szacunek, mała kurwo? Nigdy więcej nie waż się podnosić na mnie głosu, sprzeciwiać mi się i obrażać mnie. Masz być posłuszna rozumiesz?

- Justin, przestań, robisz mi krzywdę.

- SPYTAŁEM, CZY ROZUMIESZ!

   Zwiększył uścisk na mojej szczęce przez co krzyknęłam z bólu.

- T-tak!

- Dobrze - złapał mnie za łokieć i pociągnął za sobą. - Pozwolę ci zostać, ale uwierz mi, że to będzie dla ciebie gorsze niż wyrzucenie na bruk. Żałuj, że nie uciekłaś, gdy miałaś okazję.

   Niby dokąd miałabym pójść? Zamarzłabym, zanim udałoby mi się uzyskać pomoc.

- Jay, proszę - powiedziałam błagalnie. - Porozmawiaj ze mną w spokoju.

- Zamknij ryj - mruknął.

   Wepchnął mnie do łazienki, którą zamknął na klucz. Byłam przestraszona do szpiku kości. Cofałam się dopóki moje plecy nie zderzyły się z chłodną ścianą.
 
- Wiesz, że cię kocham, Jay - szepnęłam. - Gdyby było inaczej, nie stałabym teraz przed tobą. Nie pozwoliłabym ci się zbliżyć do Jaxona. Uciekłabym od ciebie. Ale nie zrobiłam tego.

- Gówno prawda - warknął. - Jesteś ze mną dla kasy.

   Prawie zakrztusiłam się własną śliną. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że mógłby tak uważać.

- To nie prawda!

   Błyskawicznie znalazł się przy mnie, szarpiąc mnie za włosy. Jeśli tak dalej pójdzie, to będę łysa, pomyślałam.

- Powiedziałem ci, żebyś nie podnosiła na mnie głosu. Ogłuchłaś?

- Justin, posłuchaj-

- NIE CHCĘ CIĘ SŁUCHAĆ, NIC NIE MÓW, BO WSZYSTKO, CO MÓWISZ JEST JEDNYM, WIELKIM, PIERDOLONYM KŁAMSTWEM!

   Rzucił mnie na podłogę. 

- Nigdy nie kłamałam mówiąc ci o moich uczuciach - próbowałam się podnieść, ale kopnął mnie w twarz.

   Złapałam się za nos. Na moich dłoniach pojawiła się krew. Justin sięgnął po papier toaletowy. Przez chwilę, gdy wycierał mój nos, myślałam, że wrócił mój stary, troskliwy Justin. Ale się pomyliłam.

- Wyglądasz nieatrakcyjnie umazana krwią - westchnął. - Ssąc mojego chuja, musisz wyglądać w miarę dobrze.

   Myślałam, że się przesłyszałam. Nie wierzyłam, że to powiedział. Smutna prawda dotarła do mnie, gdy zaczął ściągać dresy. Widziałam jego wybrzuszenie w spodniach. Zaczynałam się zastanawiać, co go tak podnieciło? Moje cierpienie?

   Gdy już ściągnął bokserki do kostek, podniósł mnie za włosy. Odsuwałam głowę od jego penisa, więc szarpnął mnie za szczękę.

- Nie wkurwiaj mnie bardziej niż jestem i zabieraj się do roboty, dziwko. Jesteś w swoim żywiole.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!