16

6.8K 568 63

   Znałam numer Justina na pamięć. Wpisałam go w telefon Heleny i przyłożyłam urządzenie do prawego ucha. Usłyszałam sygnał. Serce biło mi jak szalone. Spodziewałam się jego zachrypniętego, męskiego głosu, a zamiast tego do moich uszu dotarł kobiecy pisk.
- Halo?
   Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Helenę, która uważnie mi się przyglądała. Chrząknęłam, nie chciałam by mój głos drżał.
- Jest Justin? - zapytałam.
- Jay śpi - zachichotała.
   W oczach stanęły mi łzy. Opuściłam powieki i przęłknęłam ślinę.
- Kim jesteś? - warknęłam.
   Nie chciałam być niegrzeczna, jednak nie potrafiłam opanować złości. Ścisnęłam dłoń Heleny.
- Jestem koleżanką Jay'a - znów zachichotała. - A ty kim jesteś?
- J-ja... nikim.
   Już chciałam się rozłączyć, kiedy usłyszałam jego głos. Z chrypką, trochę zaspany.
- Kto dzwoni? - spytał Justin.
- Nikt, Jay - mruknęła do niego. - Masz ochotę na drugą rundę?
- Co? - zapytał.
- Wiesz co -  po tych słowach rozłączyła się.
   Oddałam Helenie jej telefon. Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach, biorąc głębokie wdechy. Próbowałam się uspokoić. Nie płacz, nie płacz, nie płacz, mówiłam sobie w myślach.
- Co jest? - zapytała Helena. - Kto odebrał?
   Pociągnęłam nosem i wytarłam łzy.
- Dziwka, z którą się pieprzył.
- Kochanie, skąd wiesz, że-
- Wyobraź sobie, że dzwonisz do twojego faceta, a odbiera jakaś lalunia, która pieszczotliwie go nazywa. Co sobie myślisz?
   Westchnęła.
- Myślę sobie, że mam zbyt mało dowód na potwierdzenie zdrady - wyznała.
- Mało dowodów? - Sam jej głos był dowodem. A na koniec zapytała go, czy mogą powtórzyć to, co robili. Nie wiem, czy można nazwać to zdradą, on uznał nasz związek za skończony.
   Opadłam na poduszkę.
- Lubił gdy nazywałam go Jay'em - uśmiechnęłam się przez łzy. - Kiedy zachorował w czasie naszego pobytu na wyspie kazałam mu założyć moje onesie pszczoły. Wyglądał słodko - zaśmiałam się szczerze. - Nazywałam go pszczółką.
- A jak on nazywał ciebie?
- Różnie - wzruszyłam ramionami. - Maleńką, kwiatuszkiem, skarbem, kochaniem, aniołkiem... ale najczęściej mówił do mnie baby girl.
- Baby girl? - zdziwiła się.
- Mhm - potwierdziłam. - Wytatuowałam sobie to na karku dla niego. To miało oznaczać, że zawsze będę jego baby girl.
   Łzy kapały na białą, szpitalną kołdrę. Helena mocno mnie do siebie przytuliła. Płakałam w jej ramię. Płakałam dopóki ktoś nie wszedł do pomieszczenia. Nie spodziewałam się gości. Obie podniosłyśmy głowy.
   Najpierw weszła Cassie, potem Louis, a na końcu Harry. Zdziwieni popatrzyli na mnie i na Helenę.
- Pójdę już - pocałowała mnie w skroń. - Zajrzę do ciebie po kolacji.
   Wstała z krzesełka, a ja złapałam jej nadgarstek.
- Dziękuję za wszystko - powiedziałam cicho.
   Delikatnie się uśmiechnęłam. Nie spuściłam wzroku z kobiety, dopóki nie wyszła z sali. Wtedy przeniosłam go na trójkę przyjaciół. Dopiero zauważyłam, że Harry trzymał w ręku dużą maskotkę różowego jednorożca, a Louis jasno-różowe róże. Blondynka usiadła na miejscu pielęgniarki i położyła mi pudełko na kolanach.
- Cześć - szepnęła.
- Cześć. Jak się dowiedzieliście?
- Raymond - odezwał się Louis.
- Ryan - poprawiłam go.
- No tak, Ryan - chrząknął.
- Jak się czujesz? - zapytał Harry.
   Prychnęłam.
- W ogóle się nie czuję. Przepraszam, że wam nie powiedziałam ale nie chciałam was martwić.
- Dowiedzieliśmy się, że jesteś w szpitalu w bardzo kiepskim stanie ale nie znamy całej historii. Zechcesz nam opowiedzieć dlaczego wyglądasz jak ofiara kataklizmu?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - westchnęłam.
- Dlaczego się wahasz? - mruknął Harry. - Jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy mówić sobie o takich rzeczach.
- To trudne. Nie mam ochoty mówić o tym, przepraszam.
   Loczek chciał już się odezwać, ale Cass go wyprzedziła posyłając piorunujące spojrzenie.
- W porządku, nie naciskamy na ciebie. Powiesz nam kiedy będziesz gotowa. Płakałaś z tego powodu o którym nie chcesz mówić?
   Schowałam twarz w dłoniach. Byłam już zmęczona. Miałam dość. Zaczynała mnie boleć głowa od płaczu. Zrobiłam się śpiąca. Nie miałam ochoty rozmawiać, więc po prostu wcisnęłam jej w dłoń list od Justina.
- Dziękuję, że przyszliście - zwróciłam się do chłopców - kwiaty są piękne, a jednorożec słodki. Jest mi bardzo miło i na  prawdę to doceniam.
   W pudełku, które dała mi Cass były słodycze. Właśnie tego potrzebowałam - dużej dawki glukozy na uspokojenie.
- Kim jest ta kobieta, która z tobą siedziała? - zapytał Harry.
- To Helena, pielęgniarka. Jest bardzo miła.
- A ona przypadkiem nie powinna opiekować się też innymi pacjentami?
- Opiekuje się. Po prostu miała przerwę.
- Ok - mruknął. - A twoi rodzice wiedzą, że jesteś tutaj?
- Nie, nie chciałam, żeby się martwili. Powiedziałam im, że jestem z Jaxonem u Cass i zadzwonię do nich, kiedy wrócę do domu. Nie gniewasz się, Cass? - N-nie, nie - wymamrotała nie odrywając wzroku od listu. - Jak ci się udało odczytać te hieroglify?
- Przyzwyczaiłam się do jego pisma.
- Jest okropne - stwierdziła odwracając kartkę na drugą stronę.
- To list od Justina? - zapytał Harry.
   Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się smutno. Cassidy spojrzała na mnie pytająco, na co znów pokiwałam głową, więc przekazała list Harry'emu.
- To jest to, dlaczego jestem tutaj - szepnęłam.
- Chcesz powiedzieć, że to wina Justina, że jesteś tutaj? To on tak cię załatwił?
   Wciąż nie miałam ochoty drążyć tego tematu ale im szybciej, tym lepiej, nie? Byleby mieć to już za sobą.
- Poniekąd - mruknęłam nerwowo bawiąc się palcami.
- Poniekąd? - prychnął Harry odrywając wzrok od kartki papieru. - To jest jakiś pierdolony damski bokser, dlaczego ty wciąż z nim jesteś?
- Nie jestem już z nim - szepnęłam.
- Gdybyś przeczytał to do końca, wiedziałbyś o tym, idioto - syknęła Cassidy.
   Chrząknęłam.
- Nie jestem na niego zła za to, co się wydarzyło. To nie było jego winą.
- Co kurwa? - Harry się odezwał. -  Więc uważasz, że to nie jego wina, że cię pobił? W takim razie czyja? Papieża Franciszka?
- Harry, on nie zrobił tego celowo.
- Nie rozśmieszaj mnie. Niechcący, tak? Jaxona też spłodził niechcący? Porwał cię niechcący? Niechący postrzelił moją matkę? Dlaczego stajesz w jego obronie za każdym razem, nawet kiedy jest winny?
- Zawsze będę to robić - przyznałam. - Znam go, wiem jakim jest człowiekiem.
- Wiesz co? Ja też go znam i wiem jakim jest człowiekiem. Justin Bieber, pierdolony kryminalista, morderca niewinnych ludzi, damski bokser.
- Tyle to ja mogę dowiedzieć się z telewizji tak samo jak ty, Harry. Oceniasz go na podstawie tego, co mówią media zamiast po prostu go poznać!
- Po co mi go poznawać? Żeby zamordował mi rodziców? Louis, dlaczego nic nie powiesz?
- A co mam powiedzieć? Dla mnie był bardzo miły, mógłbym się z nim zakolegować - wzruszył ramionami.
- Mówisz tak, bo się go boisz - prychnął Loczek.
- Wcale nie - burknął.
- Tak, zawsze byłeś cipą.
- Harry, jesteś dupkiem, chyba skończyłeś już to czytać - warknęła wyrywając mu z rąk kartkę i podając ją Louisowi.
- Nie jestem dupkiem, stwierdzam fakty. I oddawaj, nie przeczytałem!
- Stwierdzić to ja mogę, że obiję ci ryj - bąknął Louis. - Za późno, twój czas minął.
- Daj spokój, ty nie umiesz się bić, wszyscy to wiemy.
- Harry - syknęła Cass - ogarnij dupę, ok?
   To sali jak bomba wpadła Helena w ręku trzymając swój dzwoniący telefon. Na ekranie napisane było Nieznany.
- Ari, on oddzwania.
- Nie odbieraj - wzruszyłam ramionami.
- Co? Dzwoni do mnie szósty raz. Dlaczego nie chcesz z nim porozmawiać? Bierz to, ja muszę iść, mam dyżur.
   Rzuciła mi swój telefon. Złapałam go zwinnie w ręce. Wciąż wibrował. Wahałam się.
- Kto to? - spytała Cass.
- Justin - szepnęłam nie spuszczając wzroku z ekranu.
- Odbierz.
- Nie odbieraj.
   Louis i Harry spojrzeli na siebie gniewnie. Przeniosłam oczy na Cassie. Wzruszyła ramionami. Dotknęłam palcem ekranu.
- Mamy wyjść? - zapytała.
- Zostańcie, proszę - mój głos zadrżał.
   Harry złapał mnie za rękę.
- Zawsze.
   Ścisnęłam jego rękę i z szybko bijącym sercem odebrałam. Wbiłam wzrok w białą pościel. Usłyszałam szmer i jego zachrypnięty głos.
- Aye - mruknął. - Sean, to ty?
   Zagryzłam wargę. Nie wiedziałam, co powinnam mu powiedzieć: "Hej, tutaj Ari, tęsknię, wrócisz do mnie?" czy może "Hej, to ja, twoja ex, dlaczego odszedłeś?". Komiczne.
   Tyle razy układałam w głowie wszystko, co chciałabym mu powiedzieć, stworzyłam scenariusz tej rozmowy, a kiedy miałam okazję wcielić go w życie, rozłączyłam się w końcu nie mówiąc nic. Po prostu stchórzyłam.
- Dlaczego to zrobiłaś? Rozłączyłaś się - powiedziała moja przyjaciółka.
- Spanikowałam - wydukałam. - Nie potrafię rozmawiać przez telefon o tak ważnych sprawach. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Dzwoniłaś do niego wcześniej, tak? Helena powiedziała, że on oddzwonił. Co mu wtedy powiedziałaś? - spytał Louis.
   Okej, poczułam się jak w komisariacie na zeznaniach.
- Jemu nic - schowałam twarz w dłonie. - Ale za to porozmawiałam sobie z jego dziwką.
- Szybko się pocieszył - mruknął Harry.
   Louis uderzył go w tył głowy.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam - odparł Harry.
- Racja - parsknęłam. - Szybko się pocieszył.
- Ale zaraz - wcięła się Cass - skąd wiesz, że się pieprzyli?
   Opowiedziałam jej o rozmowie z dziewczyną. Chociaż nie miałam ochoty, powiedziałam wszystko ze szczegółami, włączając w to jej cytaty.
- Ździra - stwierdziła - jak się dowiem kim jest, to wydłubie jej oczy.
- Skurwysyn - zaśmiał się Harry. - Jak go spotkam, to urwę mu kutasa. Żałuję, że nie zrobiłem tego, gdy miałem okazję.


* * *

omg, dżasten, serio? dziwki?




Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!