40

5.7K 520 178

Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Przetarłam oczy i ściągnęłam z siebie kołdrę. Kiedy przypomniałam sobie dlaczego spałam na kanapie z Justinem, wyskoczyłam z niej jak poparzona. Wbiegłam do kuchni. Justin zbierał odłamki szkła ze szklanki i wyrzucał je do śmietnika. Jaxon jadł płatki, przyglądając się ojcu. Kiedy brązowooki mnie zauważył uśmiechnął się delikatnie. Wyglądał na spokojnego, co spowodowało, że moje nerwy odeszły w zapomnienie, ale nie da się ukryć, że byłam zdziwiona.

- Dzień dobry - wrzucił ostatni odłamek do kosza. - Przepraszam, zbiłem szklankę. Nie chciałem cię obudzić.

- Nic się nie stało. Wszystko ok, Justin?

Pokiwał głową, a uśmiech nie schodził mu z ust. Dopiero teraz zauważyłam, że to nie był jego naturalny uśmiech. Nie tak się zwykle uśmiechał. Był jakiś inny. Trochę jak obłąkany, nienormalny lub psychiczny. Tak, tak wyglądał - jak psychopata.

Usiadłam przy stole, a mężczyzna podsunął w moją stronę talerz z kanapkami. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Miałam ciarki. Przerażał mnie.

- A ty nie jesz? - zapytałam niepewnie.

Pokręcił głową i usiadł naprzeciwko mnie. Zerknęłam na kanapki. Między nami panowała dziwna atmosfera. Jedzenie wyglądało normalnie, jednak i tak byłam podejrzliwa. Karciłam się za brak zaufania w stosunku do niego, ale nie potrafiłam postępować inaczej. Miałam zabrać się za spożywanie śniadania, ale zauważyłam jak drżą mu dłonie. Zaniepokoiłam się.

- Justin - mruknęłam - na pewno dobrze się czujesz?

Znów pokiwał głową. Wyszczerzył się. Moje zaniepokojenie wzrosło. Jadłam kanapki przygotowane przez niego, chociaż nie miałam apetytu.

Bałam się, że może jednak zobaczył to zdjęcie i dlatego tak dziwnie wyglądał.

- Co cię tak bawi? - odezwałam się bez namiętnie.

Wzruszył ramionami.

- Po prostu... cieszę się, że mogę być tutaj z wami.

Brzmiał dziwnie. Jego głos drżał. Na prawdę nie był sobą. Z każdą minutą martwiłam się o niego coraz bardziej.

Patrzył na mnie, jakby czegoś wyczekiwał. Stukał palcami w stół. Zerknął na chłopca.

- Zjadłeś, Jaxo?

Mały przytaknął i powoli wstał z krzesła. Nie dosięgał do zlewu, więc Justin wziął od niego pustą miseczkę. Schylił się do syna i szepnął mu coś na ucho. Chłopiec uśmiechnął się, a potem wyszedł z kuchni. Nie wiedziałam, co myśleć o tym wszystkim.

- Jak się czujesz? - zapytał wracając na swoje miejsce.

- Bardzo dobrze, a ty?

- Też - uśmiechnął się dziwnie.

Nie odrywał ode mnie oczu. Przypatrywał mi się jak zabytkowi w Muzeum. Podparł głowę na ręce. To robiło się denerwujące.

- Dlaczego tak na mnie patrzysz?

- Przeszkadza ci to?

- Trochę mnie tym krępujesz.

- Przepraszam.

Spożywałam ostatnią kanapkę, gdy dziwnie się poczułam. Zrobiło mi się słabo, przed oczami miałam jakieś plamki, mroczki. Obraz zaczął mi się rozmazywać.

- Ari, co się dzieje?

Położyłam rękę na czole. Nie miałam nawet siły mówić. Ledwo poruszałam ustami. Widziałam jak Justin wstał od stołu i podszedł do mnie. Wziął mnie na ręce. Dalej niczego nie pamiętam, bo mimowolnie zamknęłam oczy i porwał mnie błogi sen.

*

Ziewnęłam i rozciągnęłam się. Ku mojemu zdziwieniu leżałam w sypialni w swoim wielkim łóżku. Przytuliłam się do miękkich poduszek. Uśmiechnęłam się pod nosem. Było mi tutaj lepiej niż na kanapie. Na dźwięk otwieranych drzwi, podniosłam głowę. Zauważyłam Justina stojącego w progu z jakąś szmatką i płynem w butelce. Zdziwiłam się.

- Cześć, jak się czujesz?

- Bywało lepiej. Co się tak właściwie stało?

- Zemdlałaś.

Mój wzrok zatrzymał się na szmatce. Byłam ciekawa po co mu ona. Chyba wyczytał to z mojej twarzy.

- Sprzątałem - wyjaśnił.

Otworzyłam oczy szerzej.

- Co robiłeś?

- Sprzątałem - powtórzył chichocząc.

Jego chichot był taki uroczy, że się zaśmiałam. Lubiłam, gdy to robił.

- Przyszedłem wytrzeć kurze.

- O-okej. Dziękuję, Justin.

- Za co?

- Za to, że sprzątasz i się mną zaopiekowałeś.

Nie odpowiedział, ale kąciki jego ust poniosły się lekko ku górze. Widać było, że był dumny z siebie. Nalał bezbarwnej cieczy na szmatkę, a butelkę położył na parapecie. Zsunęłam kołdrę z siebie i usiadłam na łóżku tyłem do mężczyzny. Wstałam i podeszłam do szafy, chcąc się ubrać. Nie wiedziałam co wybrać i przez dłuższą chwilę tak stałam dopóki nie poczułam na swojej twarzy szmatki nasiąkniętej okropnym zapachem. Chciałam ją ściągnąć ze swojej twarzy, ale prędzej moje oczy mimowolnie się zamknęły, a mnie przywitał mrok.

* * *
Co tu się wyprawia????????????

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!