74

4.8K 440 134

   Nie minęło nawet pięć minut, a ja się czułam, jakby minęły godziny. Ten czas znowu dłużył się niemiłosiernie. Mówią, że tak jest, gdy się na kogoś czeka. Rzeczywiście. 

   Kucając pod ścianą, zdążyłam dokładnie obejrzeć, pobawić się, obmacać broń, którą cały czas kurczowo trzymałam i ani na chwilę nie spuściłam z oczu. Mój umysł był wciąż otwarty, a słuch wytężony. Przetwarzałam każde zdanie padnięte z ich ust. Wciąż nie przestawali rozmawiać. Niektóre tematy, na jakie sobie gawędzili to zwykłe gówna typu jakieś zlecenia narkotykowe. 

   W końcu jednak nadeszła moja długo oczekiwana chwila: cisza. To było jak szansa od Boga. Rozeszli się, by mnie szukać. Kilku facetów wciąż przenosiło broń z piwnicy na górę, ale gdy żaden z nich nie wychodził, dostałam się do zabitego wcześniej przeze mnie łysola. Obmacałam go trochę, szukając u niego telefonu. Nie znalazłam go. Jedyne, co miał w kieszeniach to paczka papierosów, zapalniczka i gumy miętowe (pozwoliłam sobie wziąć kilka, on by ich i tak nie zjadł, bo nie żyje). Bezszelestnie (na skarpetkach) wymknęłam się na górę. Stamtąd dochodziły głosy i kroki, lecz nie przejęłam się tym. Na palcach weszłam do jednego z pokoi. Był już przeszukiwany, bo lampa, która stała w rogu została przewrócona. Łóżko wcześniej zaścielone zastałam w kompletnym bałaganie. Kołdra znajdywała się na drugim końcu pomieszczenia, a poduszki były rozrzucone na podłodze. 

   Przypomniał mi się dzień, w którym weszłam do pokoju synka, a on bawił się ze swoim tatą w żołnierzy. Właśnie tak wyglądał pokój. Najpierw zastałam go w kompletnym bałaganie (jak po trzęsieniu ziemi), a potem zamienił się on w pole bitwy. Nie popierałam pomysłu zabawy w wojsko z Jaxonem, który nie miał nawet pięciu lat, żeby choć w najmniejszym stopniu zrozumieć, kim jest żołnierz. 

   Po obu stronach pomieszczenia znajdywały się ich bunkry zbudowane z poduszek. Celowali w siebie w nawzajem plastikowymi pistoletami (kiedy nacisnęło się za spust, strasznie hałasowały). 

   Co, gdybym zrobiła to samo? 

   Przymknęłam drzwi do połowy, zebrałam poduszki w jedno miejsce i ułożyłam z nich fortece. Usadowiłam się w mojej bazie. Było widać tylko połowę mojej głowy, ale czułam się tam bezpieczniej niż na dole jakąś chwilę temu. Ułożyłam broń na poduszkach, celując lufą w drzwi. Byłam zmuszona kiedyś w końcu strzelić. I przygotowałam się na to jak nigdy. No dobra, wcale się nie przygotowałam. Na to nie da się być gotowym, nie, jeśli jest się mną (nie polecam). Następnym i ostatnim krokiem mojego planu było zwabienie ich tutaj. Miałam nadzieję, że będą wchodzili po kolei jak do kasy w sklepie, bo inaczej nie nadążyłabym z wycelowaniem. Nie oszukujmy się - nie byłam dobrym snajperem. Śmieszne, wcale nim nie byłam. Ja nawet nie potrafiłam strzelać. No ale mniejsza o to. Ważne, że się starałam, nie? Liczą się chęci. 

   Wycelowałam w szafkę. Modliłam się, aby mój plan wypalił. Trochę było mi szkoda mebla, no ale nie przesadzajmy - to tylko głupie drewno. Justin ma tyle kasy, że mógłby się w niej kąpać, więc nic się nie stanie, jeśli zniszczę jeden mebel dla swojego bezpieczeństwa, pomyślałam. Wzięłam głęboki wdech i wydech, przygotowując się do akcji. Zwilżyłam usta językiem i pociągnęłam za spust. Trochę mną wstrząsnęło, więc zacisnęłam palce na uchwycie mocniej. Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc głośne i szybkie kroki. Nie mogłam po tym dźwięku wywnioskować ile osób nadchodzi, ale byłam na nich gotowa. W domu nie pałaszowało za wielu mężczyzn. Minęła chwila, zanim pojawili się w progu. Dwójka. Kolejni łysole. Oni muszą tak wyglądać? Jak rozróżniają się nawzajem? Prychnęłam pod nosem, przyciągając ich wzrok. Błyskawicznie wyciągnęli swoje pistolety, ale zanim we mnie wycelowali, jeden z nich dostał w kolano. 

- KURWA! - krzyknął. 

   Nie patrząc już na poranionego, który osunął się z bólu na podłogę, wymierzyłam lufę w brzuch jego kumpla. Nie trafiłam. Drżały mi ręce przez co spudłowałam. 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!