34

6.3K 532 54

   Fredo zabrał Jaxona i jego torbę do domu, gdy tylko wręczyłam mu klucze. Podejrzewałam, że zrobił to specjalnie. Zostawił mnie i Justina samych. Odpięłam pas i wysiadłam. Mężczyzna opierał się o samochód paląc papierosa. I chociaż zdarzało mi się czasem zapalić papierosa (z nerwów lub gdy się bardzo stresowałam), nienawidziłam tego dymu i zapachu. A już w ogóle dymu z papierosów, które on palił.

- Będę mógł przyjechać czasami do Jaxona? - zapytał.

   Pokiwałam głową.

- Ale przed tym mnie uprzedź.

- A do ciebie? Będę mógł przyjechać do ciebie?

   Zdziwiło mnie jego pytanie, chociaż nie powinno. Zmarszczyłam brwi. Próbowałam brzmieć spokojnie.

- Do mnie? Po co?

   Wydawało mi się, że zrozumiał, że to nie jest odpowiedni czas na to, że nie chcę związków. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło.

- Jak to po co? - prychnął i wyrzucił spalonego papierosa, by zdeptać go podeszwą buta. - Chyba coś nas jeszcze łączy, prawda?

   Nie był smutny, zawiedziony czy zdezorientowany. Był wkurzony.

- Jaxon nas łączy. To wszystko - sprostowałam.

- Co? - uśmiechnął się, ale nie widziałam w tym uśmiechu ani cienia szczęścia.

   Teraz to dopiero był wkurzony, smutny, zdezorientowany i zawiedziony. Otworzył usta, ale niczego nie powiedział. Próbował, lecz nic z tego nie wyszło. Przełknął ślinę i przełożył ciężar ciała na prawą nogę. Spojrzał w bok. Zatkało go. Nie miałam na celu go zranić, powiedziałam mu tylko prawdę. No dobra, to nie do końca była prawda, ale chciałam, żeby myślał, że to jednak prawda. Sama w to nie wierzyłam, ale musiałam zrobić wszystko, by on uwierzył.

- T-to wszystko? - rozchylił usta, wpatrując się we mnie uważnie. - Jesteś pewna?

- A wyglądam jakbym nie była pewna? - zadrwiłam z niego.

   Chrząknął, po czym wzruszył ramionami.

- Wyglądasz, jakbyś sama siebie zmuszała to powiedzenia tego. Kłamanie nie idzie ci najlepiej w tej chwili.

   Zaśmiałam się pod nosem, choć w głębi serca nie było mi do śmiechu.

- Myślisz, że kłamię?

- Tak - zwilżył wargi. - Myślę, że kłamiesz.

- Więc nie myśl, bo nie wychodzi ci to - parsknęłam.

- Co z tym wszystkim, co mówiłaś? - spytał cicho, a jego głos się łamał. - Nie wierzę, że to były tylko puste słowa, które nic nie znaczyły.

- Bo nie były - przyznałam.

   Chciałam odejść, bo nie mogłam znieść tego, w jaki sposób na mnie patrzył. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.

- Więc dlaczego-

   Zanim zdążył dokończyć, wyrwałam mu się.

- Bo nie chcę być z tobą!

   W tamtym momencie na prawdę bardzo go zraniłam. Widziałam to w jego oczach. Zacisnął usta w wąską linię i wsunął ręce do kieszeni spodni.

- Nie widzisz jak toksyczny jest nasz związek? Wybacz, był, bo już nie jest. Oboje jesteśmy popierdoleni, ale ty jesteś najbardziej! - wskazałam na niego. - Zniosłabym to, że byłeś w stanie zrobić sobie ze mnie worek treningowy, zniosłabym to, że mi nie ufałeś, zniosłabym wszystkie twoje kłamstwa, ale nie twoje odejście, rozumiesz? Wiesz jak się czułam, kiedy mnie zostawiłeś i poszedłeś w pizdu? Zostałam sama na lodzie po raz drugi. Potrzebowałam cię. Kiedy wróciłeś z więzienia obiecałeś mi, że nigdy więcej mnie nie zostawisz. Obiecałeś, kurwa. A ja jak naiwna idiotka w to uwierzyłam. Wybaczałam ci za każdym razem. Wszystko. Mieszałeś mnie z gównem, zarzucałeś zdrady i upokarzałeś. A ja dawałam ci szansę za szansą, choć już dawno wyczerpałeś swój limit. Wszyscy dookoła powtarzali mi, że jestem głupia wiążąc się z tobą, że mnie oszukasz, wykorzystasz. Mieli rację. Szkoda, że ich nie posłuchałam i dopiero po fakcie zrozumiałam, że na prawdę mieli rację. Nie wiem po co zrobiłeś takie zamieszanie porywając mnie skoro teraz tak po prostu mnie zostawiłeś. Straciłeś na mnie swój cenny czas. Tyle lat na mnie straciłeś. Nie chcę, byś tracił ich więcej. Tak jak chciałeś, ja i Jaxon żyliśmy, jakbyś ty w ogóle nie istniał. Radziliśmy bez ciebie. Tego właśnie oczekiwałeś, prawda? Że zapomnimy o tobie. I kiedy już powoli udawało mi się pogodzić z tym, że ciebie nie ma - byłam bliska płaczu - że nie wrócisz, bo masz ciekawsze rzeczy do robienia, ty wróciłeś. Wróciłeś i teraz jak gdyby nigdy nic, chcesz się ze mną spotykać. To jest chore. Śmieszne i chore. Ty jesteś chory.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!