66

5.4K 451 55

   Ktoś pukał do drzwi. Silne ręce Justina opuściły moje ciało. Szepnął mi na ucho, że zaraz wróci i mam nie ruszać się z miejsca. Wyszedł z łazienki, zostawiając mnie w pomieszczeniu samą. Ja - jak to ja - byłam ciekawa tego, co się dzieje. Nie potrafiłam tak stać bezczynnie. Musiałam wiedzieć, co się dzieje. Kiedy jego kroki ucichły, wyszłam zamykając za sobą cicho drzwi. Do moich uszu dotarły głosy: jeden należał do mojego mężczyzny, a drugi do... nie wiem, do kogo należał, bo nie znałam go. Podeszłam bliżej i wyjrzałam na nich zza rogu. Bieber stał tyłem do mnie. Drzwi były otwarte na oścież, a w progu stał facet w czarnych okularach i garniturze tego samego koloru. Był łysy. Domyśliłam się, że był to jego pracownik. Prawie wszyscy jego pracownicy właśnie tak wyglądali. Zastanawiałam się, czy ich odróżniał, bo z tego co było mi wiadomo - było ich bardzo dużo. Dla Biebera pracowało mnóstwo ludzi. Nie mówili za cicho, ale też nie za głośno, dlatego udało mi się trochę podsłuchać. Ja - idealny szpieg z wprawą - wytężyłam słuch. 

- Były bardzo drogie, ale podobno warte swojej ceny. Rozmawiałem o nich z Michaelem, to najlepsze, jakie udało mu się załatwić. Nie dostał ich w aptece ale ma znajomości. 

- W porządku - mruknął Justin. - A wiadomo coś w sprawie tego popierdolonego kolesia? Mam go już dosyć i działa mi na nerwy. 

- Niewiele. Facet dobrze się ukrywa. John i Greg pracują nad znalezieniem jego adresu IP, ale nic z tego. Podejrzewam, że również działałeś w tej sprawie i niczego nie odkryłeś, szefie. On jest cwany, zabezpieczył wszystkie swoje serwery. Wyszukanie go w tym momencie graniczy z cudem. 

- Jasna cholera. Jest pieprzonym zagrożeniem dla mojej rodziny, a ja nie potrafię go zdemaskować. Nie wiem nawet kim jest. To znaczy mam pewne podejrzenia, ale... są też wątpliwości. Przekaż chłopakom, żeby sprężali tyłki, bo czasu jest naprawdę nie wiele. On wciąż do niej pisze i coś planuje. 

- Oczywiście. 

- Och, jeszcze jedno. Za... dwie godziny chcę widzieć pod swoją bramą piętnastu ludzi. Zdaję się na ciebie. Wybieraj mądrze, Olsen. Masz moje zaufanie. Jasne?

- Jasne jak słońce, szefie. Wybiorę najlepszych ludzi. Za dwie godziny będą tutaj czekali na twoje polecenia. 

- Świetnie. To wszystko, nic więcej nie mam ci do powiedzenia. 

   Oparłam się plecami o ścianę, słysząc jak żegna się ze swoim pracownikiem. Kiedy dotarły do mnie jego głośne kroki, otrząsnęłam się. Było już za późno, wpadłam. Próbowałam odejść, ale zablokował mi drogę swoim ciałem. Ułożył ręce po obu stronach mojej głowy. Nachylił się nade mną i wyszeptał: 

- Nieładnie jest podsłuchiwać. 

- W-wiem, przepraszam - spuściłam głowę. 

   Wziął moją twarz w dłonie i mocno wbił się w moje usta. Nie spodziewałam się tego z jego strony, lecz z chęcią oddałam pocałunek. Wsunęłam palce w jego włosy i lekko pociągnęłam za nie, na co warknął nisko. Wsunął rękę pod moją spódniczkę i klepnął mnie w tyłek, dając mi znak, abym oplotła nogi wokół jego pasa. Zrobiłam to bez wahania. Przyciskając moje ciało do ściany, naparł swoim kroczem na moje. Jęknęłam cicho. 

- Już mi stanął - wysapał. - Jesteś tak kurewsko gorąca, Baby girl. 

   Jego dłonie powędrowały pod mój crop top do zapięcia stanika, ale odezwałam się, zanim zdążył go rozpiąć.

- Justin, nie możemy teraz. Dopiero się wykąpaliśmy - zachichotałam cicho. 

- Pieprzyć to - warknął w moją skórę szyi. - Wykąpiemy się jeszcze raz. 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!