11

8.9K 600 34

   Obudziłam się okryta kołdrą po samą szyję. Ziewnęłam i przewróciłam się na drugi bok. Wtuliłam twarz w miękka poduszkę. Miałam w planach spać dłużej, ale zaczęła mnie boleć głowa. Coraz bardziej i bardziej. Skrzywiłam się na to niewygodne uczucie. Podniosłam się do pozycji siedzącej i podparłam z tyłu na rękach. Na szafce przy łóżku leżała tabletka, a obok niej szklanka wody. Zażyłam tabletkę popijając wodą i z powrotem opadłam na poduszki.
   Drzwi lekko się otworzyły cicho skrzypiąc. Pomyślałabym, że to wiatr, gdyby Esther nie wskoczyła do łóżka. Odchyliłam rąbek kołdry, by mogła położyć się obok mnie. Zwinęła się w kulkę tuż przy mnie. Byłam tak zajęta głaskaniem śpiącej suczki, że nie usłyszałam, kiedy wszedł Jaxon.
- Dzień dobry, mamusiu - zaćwierkał wskakując do łóżka.
- Dzień dobry, mały przystojniaku.
- Tatuś powiedział mi, że jesteś trochę chora - posmutniał. - Kiedy będziesz zdrowa?
   Kac.
- Myślę, że jeszcze dzisiaj.
- To dobrze - przytulił mnie.
- Jest ciocia Cassie albo wujek Louis?
- Wujek Louis zabrał ciocię Cassie do domu, bo też była chora.
- Mhm. A gdzie jest twój tatuś?
- Robi jedzenie dla ciebie, bo my już jedliśmy.
- O mój Boże, to która to jest godzina? - spojrzałam na zegarek. - T-trzynasta?
   Nie mogłam uwierzyć, że spałam tak długo. Dopiero, kiedy chciałam wstać, zorientowałam się, że miałam na sobie jedynie bieliznę.
- Jaxon powiedz tacie, że wstałam i za chwilkę zejdę na śniadanie.
   Na krótkich, pulnych nóżkach wybiegł z pokoju. Zmieniłam bieliznę i ubrałam na siebie zwiewną sukienkę w motylki. Włosy spięłam w kok. Szybko pobiegłam do łazienki i starłam resztki wczorajszego makijażu.
   Marszcząc brwi spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Z całych sił próbowałam sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Niestety, urwał mi się film. Westchnęłam i wyszłam z łazienki.
   Już na schodach mogłam poczuć zapach omletu.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się słabo.
- Dzień dobry, baby girl. Jak się czujesz?
- Jak kupa prawdę mówiąc. Nic nie pamiętam z wczoraj. Urwał mi się film.
   Justin prychnął pod nosem.
- Co? - spytałam cicho.
- Chyba dobrze, że nic nie pamiętasz.
   O mój Boże. Znów próbowałam przywołać wspomnienia. Na marne, bo oczywiście nic z tego nie wyszło.
   Spojrzałam na niego ze strachem, gdy podał mi talerz z omletem.
- Justin - przęłknęłam ślinę - zrobiłam coś... złego?
- Nie, skarbie - zaśmiał się.
- Więc o co chodzi?
- O nic, po prostu troszkę za dużo wypiłaś.
- Proszę, powiedz mi - nalegałam. - Jesteś pewna?
   Obleciał mnie jeszcze większy strach.
- T-tak.
   Chrząknął i spojrzał w sufit zastanawiając się. Uśmiechnął się pod nosem i zamknął oczy.
- Umm, nie jestem pewien czy powinienem-
- BIEBER - syknęłam.
- Ok, ok. No więc Louis pojechał moim samochodem po rzeczy Cass. Swoją drogą Cass najszybciej odpadła i zasnęła na kanapie. Zaniosłem cię do góry i rozebrałem. Byłaś strasznie uparta i chciałaś, żebym się z tobą kochał.
   Zażenowana schowałam twarz w dłonie. Boże, Boże, Boże.
- Zwodziłaś mnie, cholernie dobrze ci to szło. Gdybyś nie była pijana, nie powstrzymywałbym się. Kurwa, nazwałaś mnie tatusiem, a potem nie dawałaś mi spać i wkładałaś ręce w moje bokserki.
- Justin, tak bardzo cię przepraszam!
   Moja twarz przybrała kolor czerwieni. Było mi tak wstyd! Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie masz za co, aniołku. Nie miałbym nic przeciwko, gdybyś to powtó-
- Justin - skarciłam go.
- No co? To mi się na prawdę podobało, szkoda tylko, że musiałem się powstrzymywać.
- Skończ, błagam.
- Nie, to było jak "Justin, błagam zrób mi chociaż minetkę" albo "Tatusiuuu" - mówił piskliwym głosem naśladując mnie.
- Zamknij się!
- A wiesz co było najlepsze? "Chcę poczuć w sobie twojego kutasa" - sparodiował mnie.
- Nie mów już nic więcej - pisnęłam zakrywając swoje zażenowanie.
- Próbowałaś-
- ZAMKNIJ SIĘ, DUPKU - rzuciłam w niego kromką chleba.
- Czekam tylko na "Ochhh, Justin, szybciej, szybciej!"
- Jesteś takim idiotą.
- Ale idiotą z kurewsko dobrym kutasem, co? - uśmiechnął się łobuzersko.
- Justin, jem!
- No, smacznego - prychnął. "Ach, Jay, ale masz dużego".
- RZUCE W CIEBIE TALERZEM, JAK ZARAZ NIE ZAMKNIESZ BUZI.
- Przepraszam, przepraszam!
- Tak na marginesie, to bardzo dobre śniadanie, dziękuję.
- Dostanę buzi?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Nie zasłużyłeś.
- Co?!
- Zdenerwowałeś mnie, ot co.
- Ranisz.
- Wybacz - wzruszyłam ramionami.
   Zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie uśmiechniętego Chaza. Justin spojrzał na mnie zdziwiony. Odebrałam.
- Tak?
- Ari, heeej! Co u ciebie? Jest Justin?
- U mnie w porządku, no jest, a co?
- Nic, tak pytam.
- Ok, Chaz, o co chodzi? Czemu dzwonisz, co byś chciał?
- Po prostu stęskniłem się za przyjaciółką! Czy zawsze jak dzwonie to muszę od razu czegoś od ciebie chcieć?
- No, umm przeważnie to-
- Ok, masz rację. Dzwonie, bo jesteśmy z Chrisem z twoim mieście i-
- O MÓJ BOŻE! - pisnęłam. - CHAZ!
- Rozumiem, że się cieszysz, tak?
- CHOLERNIE! Wpadajcie!
- Nie jesteście zajęci czy coś?
- Nie! Czekamy na was.
- Ok, już jedziemy.
   Zakończyłam połączenie i rzuciłam się Justinowi na szyję. Lekko zszokowany przytulił mnie.
- Co się stało?
- Chłopcy wpadną!
- Jacy... och, serio? A co oni tutaj robią?
- Nie mam pojęcia, ale o mój Boże jestem taka podekscytowana! Tak długo ich nie widziałam.
- Ile dokładniej?
- Dwa miesiące.
- Och, to rzeczywiście kupa czasu - to był sarkazm.
   Wyczytałam z jego twarzy, że on wcale nie był zadowolony z wizyty przyjaciół. Ani trochę. Na jego twarzy pojawił się grymas.
- Misiu - zagruchałam. - Co się dzieje?
- Te dupki mi cię zabiorą - jęknął. - Jay - wtuliłam się w niego - nikt ci mnie nie zabierze. Jestem twoja.
- Cała moja? - trącił nosem moją szyję.
- Cała twoja, tatusiu - wyszeptałam.
   Wstrzymał oddech. Mam cię, pomyślałam.
- Powiedz to jeszcze raz - szepnął zsuwając dłonie na mój tyłek. - Nazwij mnie tatusiem.
- Tatusiu - wsunęłam dłonie pod jego koszulkę.
   Napiął mięśnie brzucha, więc mogłam poczuć jego kaloryferek. Zagryzłam wargę i podniosłam głowę by na niego spojrzeć. Pożerał mnie wzrokiem. Przyciągnął mnie tak blisko, że nasze ciała się stykały ze sobą. Złapał mój pod brudek i pocałował mnie w usta. Pogłebiłam pocałunek.
- Co Jaxon robi? - spytał atakując moje obojczyki ustami.
   Włożył ręce pod moją sukienkę i złapał mnie w talii.
- N-nie wiem - wydyszałam. - Justin, chłopcy jadą, nie możemy- - Jeszcze ich tutaj nie ma.
- Ale zaraz będą!
- No właśnie - zaraz. Jaxon jest u siebie?
- Tak - przechyliłam głowę na bok, by dać mu lepszy dostęp do szyi.
- Dobrze - szepnął i klepnął mnie w uda.
   Podskoczyłam i oplotłam nogi wokół jego pasa. Nawet nie zauważyłam, gdy znaleźliśmy się w pokoju ze starymi meblami (miałam je sprzedać). Położył mnie na stole. Złączył nasze usta, a ja rozpięłam jego rozporek. Zsunął spodnie do kostek, tak samo jak swoje bokserki i moje stringi. Rozsunęłam nogi i podwinęłam sukienkę. Bez ociągania się wszedł we mnie. Schował twarz w moich włosach. Dyszał prosto do mojego ucha. Przęłknęłam ślinę.
- Jay - jęknęłam cicho. - Szybciej.
   Przyśpieszył swoje ruchy. Skrzywiłam się.
- Boli cię? - spytał. - Zwo-
- Nie! Nie zwalniaj, błagam! Jesteś taki duży, tatusiu!
- Kurwa mać, baby girl!
   Objęłam go jak koala. Bliżej siebie chyba już nie mogliśmy być. Jęknęłam wypychając biodra do przodu. Chciałam go poczuć jeszcze bardziej, choć bardziej już nie mogłam.
- Jesteś blisko, maleńka?
   Stęknęłam.
- Bardzo.
- Nigdy nie dochodź bez mojego pozwolenia.
- Mogę? 
- Możesz.
  Doszliśmy w tej samej chwili. Poczułam spełnienie. Pocałował mnie w usta i podciągnął spodnie z bokserkami. Zeskoczyłam ze stołu i również ubrałam swoją bieliznę. Kiedy wychodziliśmy z pokoju, klepnął mnie w tyłek.
- Widzisz? Zdążyliśmy przed ich przyjazdem. To był najlepszy szybki numerek w moim życiu.
   Jak na zawołanie ktoś najpierw zadzwonił dzwonkiem do drzwi, a później zapukał. Zbiegłam ze schodów i otworzyłam drzwi. Zauważyłam szczerzącego się Chaza i Chrisa za nim. Rzuciłam się Chazowi na szyję.
   Chaz nie wiele się zmienił. Trochę schudł przez uczęszczanie na siłowni, ale przypakował. No i miał "kozią bródkę"
- Tęskniłaś? - pocałował mnie w policzek.
- Bardzo - pisnęłam mocno się do niego tuląc.
- Ale wyrosłaś przez te dwa miesiące - poklepał mnie po głowie. - Aye Bieber!
   Kiedy tylko zobaczyłam Chrisa ściągającego buty, rzuciłam się na niego. W porę mnie złapał.
   Chris był obcięty tak samo krótko jak Justin. Możnaby pomyśleć, że się zmówili w tej kwestii. Tak samo jak Chaz, wyrobił sobie kaloryferek i mięśnie. Całkiem niezłe mięśnie.
   I najważniejsze według mnie - charakter. On zmienił się w nim najbardziej. Przestał być zarozumiałym dupkiem. Długo nad tym pracował. MY długo nad tym pracowaliśmy. Razem. Mam na myśli, że przez trzy miesiące po zamknięciu Justina mieszkałam z chłopakami w nowym domu. Tam mieliśmy czas i miejsce na to, by poznać się na nowo. Z początku był oporony co do tego, ale z każdym dniem było coraz lepiej. Zaczęłam dogadywać się z nim nawet lepiej niż z resztą chłopaków. To ogromna zmiana.
- Cześć, mała - zaśmiał się głaszcząc mnie po plecach. - Jak się trzymasz?
- Bardzo dobrze, a ty? - uśmiechnęłam się.
   Postawił mnie na podłodze. Złapałam za jego biceps i ścisnęłam go. Uniosłam brwi nie mogąc wyjść z podziwu.
- Matko, ile ty czasu spędzasz na tej siłowni?
   Szeroko się uśmiechnął ukazując rząd idealnie białych zębów.
- Prawdę mówiąc, to-
   Ktoś chrząknął. Odwróciłam się, by zobaczyć kto to. Chaz stał z głupawym uśmieszkiem, a Justin z założonymi rękoma na piersiach. Jego wzrok tkwił w zdziwionej twarzy Chrisa, by po chwili przerzucić go na mnie. Przeszły mnie ciarki, widząc jego chłodne spojrzenie.
- Nacieszyliście się już sobą? - syknął Bieber.
   Włączył mu się tryb zazdrośnika.
   Żadne z naszej dwójki mu nie odpowiedziało. Chris westchnął. Bawiło go zirytowanie przyjaciela.
- Od kiedy tak dobrze dogadujesz się z MOJĄ dziewczyną? - boleśnie przyciągnął mnie do siebie, nie dając mi szansy na wyrwanie się.
- Od trzech lat - powiedział spokojnie Chris. - Poprawiliśmy relacje między sobą.
- Relację? Ciekawe, bo byłem gotowy wypróbować na tobie mój nowy kastet za obrażenie mojej dziewczyny. A ja dowiaduje się o relacjach między wami? Jakie to relacje?
- Przyjacielskie - odpowiedziałam.
   Ścisnął mój nadgarstek.
- Nie ciebie pytam - warknął.
- Tak jak powiedziała, przyjacielskie, stary. Nie masz się o co martwić.
- Tak? - parsknął. - Wiesz Chris, jest wiele definicji przyjaźni. Nie wiem, którą preferujesz.
- Bro, daj spokój!
- Wujek Chaz! - znikąd pojawił się Jaxon.
   Na całe szczęście, pomyślałam. Miałam nadzieję, że jego obecność rozwieje nie miłą atmosferę. Ale się pomyliłam, bo jego przyjście nic nie zmieniło.
- Jaxon, zostań z wujkami. Ja i mamusia musimy poważnie porozmawiać.

* * *

Niegrzeczni rodzice, cri
Jak ja kocham dramy, ach 😂

  

  















Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!