37

5.7K 494 97

- Hej - mruknął. - Nie chciałaś ze mną pisać, więc zadzwoniłem.

   Westchnęłam.

- Rozmawiać podczas jazdy też nie wolno - oświadczyłam.

- Daj spokój, zaraz będę na miejscu.  Poza tym chciałem usłyszeć twój głos.

   Uśmiechnęłam się pod nosem, a po chwili skarciłam się za tę reakcję.

- Co tam u Jaxona?

- Często pyta o ciebie, nie może się doczekać, żeby cię zobaczyć. Jest podekscytowany.

- Ja też nie mogę się doczekać. Chciałbym mieć go już w ramionach. Tęsknię za nim. Mogę przyjechać pojutrze?

- Pewnie.

   Dziwnie się poczułam, miałam mdłości, więc wstałam i poszłam do kuchni, żeby napić się wody.

   Naszła mnie myśl, że to byłoby przecież bez sensu, gdyby Justin przebył taką długą drogę aby zobaczyć się z synem na kilka godzin i znów wracał tyle kilometrów tego samego dnia. Mógłby zostać parę dni.

   Z zamyśleń wyrwał mnie jego donośny głos.

- Ari!

   Wzdrygnęłam się.

- Przepraszam, zamyśliłam się.

- Wołam cię i wołam, a ty nic. Mocno się zawiesiłaś. Co się dzieje?

- Nic, po prostu myślałam.

- O czym?

- O wszystkim - prychnęłam.

- Och, czyli o mnie też? I jakie wnioski? Jestem przystojny? Uroczy? Se-

- Nie, właściwie to nie o tym myślałam. Po prostu... uważam, że to byłoby totalnie bez sensu, gdybyś przejechał tyle kilometrów po to, by zobaczyć Jaxona tylko na kilka godzin. Doszłam do wniosku, że może byłoby lepiej gdybyś został... na trochę dłużej. Jeśli chcesz.

- Na prawdę? Mogę?

   Przewróciłam oczami szczerząc się jak idiotka. Chrząknęłam chcąc spoważnieć.

- Nie pytałabym, gdybyś nie mógł. Poza tym Jaxon będzie szczęśliwy.

- Jestem... wow. Jestem zaskoczony. To znaczy nie zrozum mnie źle, cieszę się, że będę mógł zostać dłużej żeby spędzić czas z Jaxonem. Jestem w szoku. To na prawdę dużo dla mnie znaczy. Dziękuję.

- Nie dziękuj mi, po prostu przyjedź.

- Cholera, nie mogę się doczekać.

   Przetarłam twarz dłońmi, wciąż okropnie się czułam. Oparłam się rękoma o blat kuchenny.

- Dojechałem do domu. Jestem cały i zdrowy, widzisz? Mogę pisać i rozmawiać przez telefon, zawsze to robiłem.

   Jego głupota chyba wypaliła mu mózg.

- Justin, oddzwonie za pięć minut, ok? - powiedziałam szybko. 

- Ok.

   Rozlaczyłam się i rzuciłam biegiem do łazienki. Telefon wypadł mi z kieszeni na zimne, białe kafelki. Nie dbałam o to. Podniosłam deskę muszli klozetowej i zwymiotowałam do niej. Zakręciło mi się w głowie. Zacisnęłam  palce na brzegach muszli. Zwróciłam wszystko co jadłam tego dnia. Usłyszałam wibracje, ale nie ruszyłam się, aby coś z tym zrobić. Nie miałam czasu. Zerknęłam tylko na ekran. Justin. Nie pokoił się, bo nie dość, że dzwonił, to wysyłał mnóstwo wiadomości. Chyba minęło więcej niż pięć minut.

   Zwracałam zawartość żołądka bardzo długo. Sama się dziwiłam, że to mogło tyle trwać. Cóż. Bieber się nie poddawał, był nieugięty i wciąż próbował skontaktować się ze mną. Nadszedł moment, kiedy spokojnie mogłam odsunąć się od muszli i spuścić wodę. Byłam zmęczona. Przetarłam czoło i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam ekran.

Justin: Minęło pięć minut, a nawet więcej, dlaczego nie odbierasz?

Justin: Co ty tam robisz?

Justin: Ej, martwie się.

Justin: Ari, wszystko ok? Napisz cokolwiek bo odchodzę od zmysłów.

Justin: Miałaś zadzwonić za pięć minut, minęło dziesięć, co ty robisz o tej porze?

Justin: Kurwa mać, odbierz ten jebany telefon!

Justin: Kropkę chociaż napisz!

Justin: Zaraz coś rozniosę!

Justin: Co się z tobą dzieje?

Justin: Ja pierdolę, Ari! Kurwa no!

   Skrzywiłam się. Było więcej tego, ale nie zdążyłam przeczytać, bo na ekranie pojawiło się jego zdjęcie. Nacjedzenie - zieloną słuchawkę.

- Nareszcie! - odetchnął. - Co ty do cholery robiłaś?

- Przepraszam, j-ja... ja... robiłam sobie jedzenie.

   Kiepsko mi wyszło to kłamstwo. Byłam pewna, że się na nie nie na bierze. Tylko największy debil świata by w to uwierzył. Nawet nie brzmiałam przekonująco. Ani pewnie. 

- Ari - jęknął - oszczędź mi nerwów proszę, bo i tak jestem już wkurzony.

   Nie miałam pomysłów na kłamstwo. Zacięłam się

- Halo?

- No przecież ci mówię, że robiłam sobie jedzenie - mruknęłam.

- Na prawdę myślisz, że jestem takim idiotą, żeby w to uwierzyć? Po prostu mi powiedz, jak było na prawdę, bo martwię się. Nie chcę się kłócić.

   Gdybym powiedziała muzmęczona - prawdę robiłam, martwiłby się jeszcze bardziej.

- Ari - westchnął - na prawdę możesz mi zaufać. W każdej sprawie. Jestem tu dla ciebie, nie zapominaj o tym. Boję się o ciebie. Wszystko okej? Nic ci nie jest?

- Tak, Justin. Wszystko okej - powiedziała próbując brzmieć pewnie, ale wyszło całkiem inaczej: mój głos drżał jakbym miała się rozpłakać.

   Nawet to zauważył.

- Nie przekonałaś mnie, wiesz? Jesteś kiepska w kłamaniu.

- Jestem zmęczona - mruknęłam. - Muszę kończyć.

- Zaczekaj! - zawołał szybko, bojąc, że się rozłączę. - Przysięgnij, że jest w porządku z tobą.

   Przęłknęłam ślinę.

- Dobranoc, Justin - powiedziałam zanim się rozłączyłam.

   Położyłam telefon na komodę. Miałam nadzieję, że to tylko jakieś zatrucie, które szybko przejdzie.

* * *

Polecicie mi jakieś mega straszne horrory?

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!