23

5.9K 444 61

   Spałam jak kamień. Co prawda w ciasnej szafie, przyciśnięta do torsu Fredo, ale jednak było mi całkiem wygodnie.
   Zaraz, co?
   Uniosłam powieki. Nie mogłam zobaczyć czegokolwiek, bo było ciemno jak w dupie. Nerwowo przeskakiwałam oczyma z prawej na lewą stronę ciemności, choć wiedziałam, że nie dostrzegę niczego. Pomacałam drzwiczki szafy i otworzyłam je. Okej, chyba już wiem, dlaczego spaliśmy w szafie. Na całej podłodze rozłożeni byli ludzie. Cóż... w dziwnych pozycjach spali, ale nie mogłam nic na to poradzić. Pośród śpiących, dostrzegłam Chaza. Rozłożony jak na plaży swoją stopę trzymał na szyi jakiejś biednej rudej dziewczyny. Współczułam jej przyjemnych (wyczuj sarkazm) zapaszków zaraz po obudzeniu.
   Fredo się zbudził. Przetarł twarz dłońmi, ziewnął, rozciągnął się (uderzając przy okazji w ściankę szafki głową) i usiadł koło mnie. W tym samym momencie zaczął się uciążliwy ból głowy. Jemu chyba dolegało to samo, bo siedział z grymasem na twarzy.
- Dzień dobry - chrypnął.
- Nie wiem czy taki dobry - westchnęłam.
   Z trudem podniosłam się do pionu. Głowa aż mi pulsowała z bólu. Miałam nadzieję, że nie rozsadzi mi czaszki. Lubiłam swoją czaszkę.
   W kuchni wcale nie wyglądało lepiej niż w salonie. Jakiś czarnoskóry mężczyzna zasnął na blacie kuchennym trzymając rękę dziewczyny, która drzemała sobie na podłodze. Im to dopiero musiało być wygodnie (ponownie wyczuj sarkazm). Otworzyłam jedną z szafek i wyciągnęłam z niej prawie wszystkie puste butelki po piwach, bo właśnie tam, całkiem z tyłu, na końcu w szafce stała moja torebka. Miałam w niej wszystkie ważne przedmioty: portfel, dokumenty, telefon, klucze do domu itp. Schowałam ją za pustymi butelkami do piwa, bo nikomu nie jest potrzebne opróżnione, zwykłe szkło, więc nikt nie miał potrzeby aby tam zaglądać. Wszystko w mojej torebce było na miejscu, nie ruszone. Zażyłam tabletkę na ból głowy popijając wodą z lodówki. Wzięłam też jedną dla przyjaciela, a następnie wpakowałam do torebki wszystkie rzeczy (oprócz telefonu) z powrotem. Popchnęłam ją do końca i zastawiłam butelkami, by była niewidoczna.
   Z zimną wodą, tabletką i telefonem w ręce ruszyłam do salonu. Zatrzymałam się w połowie drogi, gdy sprawdziłam kilka SMSów, które dostałam o trzeciej nad ranem.

Nieznany: Hej Ari, popatrz na to:
Nieznany: [załącznik]

   Na zdjęciu, jakie dostałam od nieznajomego były dwie całujące się osoby. Musiałam dobrze się przyjrzeć, by zrozumieć, kto na nim był. Ja i Fredo. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, czy to nie jest żart, a to zdjęcie nie jest jakąś na prawdę dobrą przeróbką utalentowanej osoby.

Nieznany: Ale z ciebie dziwka 👅

   Zrobiło mi się gorąco. Spociłam się. To nie przez to, że ktoś nazwał mnie dziwką, lecz przez to, że miał rację, a zdjęcie było prawdziwe. Czyli całowałam się z Fredo. Naprawdę. Naprawdę się z nim całowałam. Z najlepszym przyjacielem Justina. Tak bardzo się pogrążyłam... Jaką suką trzeba być, by zrobić takie świństwo! No tak, wystarczy być mną. Zawiodłam się na samej sobie, ugh. Nie wiedziałam, co robić - iść i porozmawiać o tym z Fredo czy  mu nic nie mówić i zapomnieć?
   Idąc do Fredo, by dać mu tabletkę, zderzyłam się z kimś, prawie upadając.
- Ari - mulat w porę mnie złapał - musimy porozmawiać.
   Przęłknęłam ślinę.
- Tak - podałam mu wodę i tabletkę.
   Podziękował cicho i połknął pigułkę popijając wodą. W błyskawicznym tempie znaleźliśmy się w (na szczęście) pustej łazience. To było jedyne miejsce, gdzie nikt nie padł i mogliśmy w spokoju porozmawiać. Usiadłam na desce muszli klozetowej, a Flores oparł się o umywalkę. Wyciągnął telefon i nic nie mówiąc pokazał mi wiadomość, jaką dostał.

Nieznany: Alfredo, jak mogłeś zrobić to Justinowi?
Nieznany: [załącznik]

   Dostał to samo zdjęcie, co ja. Wyglądał na przerażonego i zmieszanego. Podałam mu swój telefon z podobną wiadomością. Podrapał się po karku.
- Ari - schował twarz w dłonie - przepraszam, j-ja-
- To nie powinno się wydarzyć.
- Nie powinno - zgodził się. - Oboje byliśmy pijani.
- Możemy o tym zapomnieć? - spytałam cicho, lekko zmieszana.
- Wydaje mi się, że osoba, która wysłała nam te wiadomości, nie pozwoli nam tak szybko o tym zapomnieć.
- Mam na myśli... nie mówmy o tym nikomu, ok?
- To zostanie tajemnicą, nie martw się. I umm... między nami nic się nie zmieni? Wciąż będziemy przyjaciółmi?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co do tego... Nieznanego, to spróbuję się tym zająć, to znaczy... łatwiej byłoby mi z pomocą naszego technika, ale... - urwał wzdychając.
   Wiedziałam o kim mówił. W ich zespole Justin zajmował się też hakerstwem. Był w tym dobry, co udowodnił na samym początku naszej... dziwnej znajomości.
   Pokiwałam głową.
- Pójdę poszukać Cassie.
   Wyszłam z pomieszczenia i zaczęłam przeszukiwać dom. Po drodze posprzątałam porozrzucane śmieci do wielkiego, czarnego worka. Ciągnęłam go aż na górę po schodach, chociaż był trochę ciężki. Ludzie zaczynali się powoli wybudzać (mało mnie to interesowało czy przeze mnie i brzdękające śmieci). Otworzyłam konpniakiem drzwi do sypialni i kogo zobaczyłam w jednym łóżku bez ubrań? Cassidy Hoover i Chrisa Beadlesa. Uniosłam brwi.
Cassie: Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć tego wysokiego mięśniaka!
Ja: Kogo masz na myśli? Wszyscy są wysocy i umięśnieni.
Cassie: Nie wiem, jak on ma na imię i jak go opisać. Jest cholernie przystojny.
Ja: Powiesz mi na imprezie :)
Cassie: Jestem podekscytowana tym, że go zobaczę, omg.

   Chris. Chodziło jej o Chrisa. Kto by pomyślał, że ona i on... no ja na pewno nie. Prędzej widziałabym ją z Chazem. Pstryknęłam ją w nos. Zaczęła mnie macać po twarzy. Uderzyła mnie w nos.
- Co ty robisz? - warknęłam.
- Zamknij się, wyłączyłam cię - wymamrotała w poduszkę.
   Przewróciłam oczami.
- Cass, wstawaj - jęknęłam.
- Nie mogę, piekę babeczki.
- Nie pieczesz żadnych pierdolonych babeczek - syknęłam. - Lepiej podnieś swoją seksowną dupcie, albo wyciągnę cię z tego łóżka za włosy.
   Cassie niechętnie otworzyła oczy pojękując coś pod nosem. Leniwie się podniosła i usiadła na łóżku. Kiedy zorientowała się, że jest naga, przyciągnęła do siebie więcej kołdry i spanikowana spojrzała za siebie.
- O kurwa - prawie krzyknęła - to on!
- Tak, to Chris - westchnęłam.
- Spałam z nim - pisnęła. - Udało mi się! Ale... dlaczego tego nie pamiętam?
- Bo się upiłaś? - prychnęłam.
- Wiem i żałuje, bo na pewno bylo fajnie, a ja nic nie pamiętam, ech.
   Typowa Cassie.
- Ubieraj się, musimy wypieprzyć te zdychające gówna i tu ogarnąć, bo chce wrócić do domu.
   Blondynka nakładając na siebie swoją wczorajszą bieliznę, przerzuciła wzrok na mój worek. - Wow, co tam masz Święty Mikołaju? - zachichotała. - Byłam grzeczna, dostanę prezent?
   Parsknęłam. Grzeczna?
- Pewnie - wzruszyłam ramionami.
   Skoro tak bardzo chciała...
   Wygrzebałam ze śmieci czyjąś zużytą i zamkniętą prezerwatywę. Rzuciłam nią w dziewczynę.
- Wesołych, kurwa, Świąt.

* * *

Co tu sie wyprawia omg

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!