62

5.3K 484 99

   Kiedy tylko zobaczyłam postać Justina idącą w moim kierunku szybkim krokiem, odetchnęłam z ulgą. Jego chód przerodził się w trucht. Rozłożył ramiona, a ja rzuciłam się w nie. Czułam jak szybko biło jego serce, słyszałam płytki oddech wydobywający się ust, czułam ciepło ciała. To było to, co chciałam słyszeć i czuć. On. Nic nie mówił. Mocno mnie trzymał przy, ale ja nie narzekałam. To mi się podobało, to było przyjemne. Nie minęły nawet dwie godziny, a ja czułam się jakbym nie widziała go parę dni. Dopiero, gdy taki staliśmy na środku korytarza galerii, uświadomiłam sobie, że tęskniłam za nim. Może nie tak bardzo, że aż umierałam, ale cieszyłam się, gdy był przy mnie. Dobrze było go przytulić. Wypuściłam torebki z rąk (tylko kubek kawy wciąż kurczowo trzymałam, bo kawa była na prawdę dobra i nie chciałam jej wylać) i mocno go objęłam. Nie przejęłam się tym, że może znalazłby się jakiś idiota, który próbowałby podkraść torby z zakupami. To się nie liczyło, nie miało znaczenia. Nic nie było dla mnie tak ważne w tamtej chwili jak Justin. Choć minęła już minuta (lub dwie), jego oddech wciąż się nie unormował, serce wciąż biło mu jak oszalałe. Pocałował mnie w głowę. 

- Martwiłem się o ciebie - szepnął.

   To było to, co zdecydowanie chciałaby usłyszeć dziewczyna od swojego chłopaka. Uśmiechnęłam się pod nosem i oderwałam od niego, by pocałować go w usta. To miało być zwykłe cmoknięcie na przywitanie, ale on pogłębił pocałunek. Położyłam dłoń na jego policzku, a on swoją z tyłu mojej głowy. 

- Nigdy więcej nie pozwolę ci na robienie zakupów beze mnie - mruknął, gdy odsunął się ode mnie. Nie spuszczał wzroku od moich ust. - To była katorga dla mnie. Nie wytrzymałem. Mam nadzieję, że masz już wszystko, bo już cię nie puszczę. 

   Chciałam mu powiedzieć, że tak, że mam wszystko i możemy spokojnie wrócić do domu. Chciałam się uśmiechnąć. I zrobiłabym to wszystko, gdyby nie to, że musiałam mu wyznać, co się stało. Złapałam jego rękę i pociągnęłam za sobą. Wziął torby i pośpiesznie podążył za mną. 

- Kochanie, dlaczego idziesz tak szybko? - zapytał. - Co się dzieje?

- Chcę być szybko w domu - odpowiedziałam prędko. 

- Jesteś nerwowa- 

- Porozmawiamy o tym w domu - przerwałam mu. 

   Gwałtownie się zatrzymał, ciągnąć mnie za dłoń, przez co prawię się przewróciłam, ale mnie złapał. Puścił zakupy i wziął moją twarz w dłonie. 

- O co chodzi? Powiedz mi teraz. 

- Jay-

- Teraz, Ari, chcę wiedzieć to teraz. 

- Nie, Jay, lepiej będzie, jeśli- 

- Kurwa, czy ja mówię po chińsku? - warknął.

   Spojrzałam w jego oczy, a strach we mnie narastał. Źrenice mężczyzny znacznie się powiększyły. Nie wiedziałam, czy to dobry czas na ostrą kłótnie (tylko takie miał w zwyczaju) w miejscu publicznym. Puściłam jego rękę oddalając się. Złapał mnie za łokieć, a ja zaczęłam się wyrywać. Nie miałam zamiaru robić przedstawienia dla sporego tłumu gapiów, chciałam tylko przenieść rozmowę na zewnątrz. Miałam nadzieję, że pójdzie za mną, ale on zaczął mnie szarpać. 

- Co ty wyprawiasz, do cholery? - syknął mi w twarz zaciskając palce na moich biednych, obolałych ramionach. 

   Otworzyłam szerzej oczy, uchylając usta w przerażeniu. Poruszałam wargami, chcąc coś powiedzieć, ale nawet nie wiedziałam co powinnam z siebie wydusić. Zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, a ja odruchowo zamknęłam oczy przygotowując się na cios, jaki miał mi zadać. Ku mojemu zdziwieniu, jedyne, co poczułam to jego delikatny dotyk na mojej skroni. Przejechał po niej palcem, a potem zsunął go na mój policzek i wargi. Kiedy przeniosłam swój wzrok zauważyłam, że jego oczy wyglądał normalnie, on cały był normalny. Ściągnęłam dłoń Biebera ze swojej twarzy i mocno go przytuliłam. 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!