39

5.8K 495 47

   Był już późny wieczór, a ja leżałam na kanapie w salonie przykryta kocem. Zgadnij, w co byłam ubrana? Jeśli pomyślałeś o onesie pszczoły, to zgadłeś. Właśnie to miałam na sobie. O wiele za duże onesie. Pociłam się w nim jak świnia.

- Nie chcę tego - burknęłam naburmuszona, gdy poraz drugi Justin próbował wcisnąć we mnie syrop hamujący wymioty.

- Ari - westchnął zirytowany. - Nie każ mi się zdenerwować.

- Przecież ci nie każę - wzruszyłam ramionami.

- Jezu, jesteś taka trudna. Po prostu to weź i będzie po wszystkim.

- Justin, ja się czuję bardzo dobrze, nic mi nie jest.

   Próbowałam podnieść się z kanapy, ale pchnął mnie na nią z powrotem.

- Nigdzie nie idziesz - dotknął mnie palcem wskazującym w czoło.

- Justin, daj spokój - byłam zirytowana - to tylko wymioty, po prostu przez chwilę źle się poczułam, pewnie coś stanęło mi na żołądku. Nie jestem chora.

- Jesteś. I masz to wypić w tej chwili. Nie dam ci spokoju.

   Opadłam na poduszkę, a on podsunął mi koc pod samą szyję i nalał syrop na łyżkę. Czułam się jak mała dziewczynka. W dzieciństwie tata mi tak podawał syrop.

- Otwórz buzię - postukał swoim palcem w mój podbródek.

   Pokręciłam głową.

- Leci samolot! - zaczął udawać że łyżka z syropem jest samolotem.

   Jęknęłam.

- Prosisz się, żebym traktował cię jak dziecko.

   Z grymasem na twarzy otworzyłam usta, a on włożył mi do niej samolot aka łyżkę z syropem. Smak był okropny. Gorzki, fuj.

- Widzisz? Nie było tak źle, prawda?

   Posłałam mu wściekłe spojrzenie.

- Dobra dziewczynka - pogłaskał mnie po policzku.

   Zdziwiłam się, kiedy zsunął ze mnie koc. Nie wiedziałam, co chciał zrobić, więc odruchowo się odsunęłam. On przestraszył się mojego nagłego ruchu bardziej niż ja jego.

- Spokojnie - posłał mi słodki uśmiech. - Zaniosę cię na górę, w porządku?

- O-okej.

   Wsunął jedną rękę pod moje plecy, a drugą umieścił w zgięciu kolan. W ślubnym stylu zaniósł mnie do mojej sypialni. Tak bardzo stęskniłam się za moim dużym, wygodnym łożkiem. Ułożył mnie na miękkich poduszkach i przykrył kołdrą. To było bardzo miłe z jego strony.

- Dziękuję - posłałam mu uśmiech.

- Dobranoc, słodkich snów - zbliżył się, by pocałować mnie w czoło.

- Dobranoc, Justin.

*

- Chcę, żebyś na mnie patrzyła, gdy będę dochodził - warknął. - Chcę widzieć twoją twarz. 

   Usiadłam na łóżku dysząc. Rozejrzałam się po pokoju. Nie było w nim nikogo oprócz mnie. Byłam bezpieczna. To tylko sen. Tylko sen. Westchnęłam przecierając twarz rękoma. Próbowałam się uspokoić. Nienawidzę tych koszmarów.

   Czując, że jestem bliska płaczu, zwinęłam dłoń w pięść zaciskając ją mocno na prześcieradle. Nie rycz, nie rycz, nie rycz. Jesteś dorosłą kobietą, bądź silna - mówiłam do siebie w myślach.

   W pokonaniu strachu i bólu psychicznego nic mi nie pomagało: żadne tabletki, żadne rozmowy i rozrywki. Czegoś mi brakowało, wiedziałam, że czegoś potrzebowałam, by ukoić ból, ale wszystko czego próbowałam okazywało się nie być tym, czego szukałam.

   Przeszłam do łazienki by umyć spoconą twarz. Miałam nadzieję, że zimna, a wręcz lodowata woda mnie rozbudzi i rozwieje wszelkie smutki. Ake to tylko zwykła woda z kranu, tzw. kranówa. Nie daje szczęścia i nie ulecza chorych ludzi. Nie mogła zdziałać dla mnie cudu. Byłam zawiedziona tym, że w żaden sposób mi nie pomogła, choć powinnam się tego spodziewać.

   Gdy wróciłam do pokoju, zauważyłam, że ekran blokady w moim telefonie jest włączony przez powiadomienie na Snapchacie. Nie to mnie jednak zainteresowało. Miałam dwie nieprzeczytane wiadomości. Weszłam w skrzynkę odbiorczą.

Nieznany: Twój chłoptaś dostał już zdjęcie 😈

Nieznany: Ciekawe jak zareaguje na nie rano.

   Wcześniej podejrzewałam, że to Lucas wysyłał do mnie te SMSy. Teraz to było niemożliwe. Kto to, kurwa, był w takim razie?

Ja: Kim jesteś?

   Bałam się reakcji Justina. Nie chciałam, żeby zrobił awanturę, gdy w domu był Jaxon. Głowiłam się nad tym, czy nie powinnam może potajemnie usunąć tego zdjęcia z jego telefonu? Postanowiłam spróbować. Zeszłam na bosych stopach do salonu, starając się zrobić to bezszelestnie. Kiedy podeszłam bliżej, zauważyłam, że spał jak suseł, a jego Iphone leżał na stole. Sięgnęłam po telefon, ale miał założony kod PIN, którego nie znałam. Przeklęłam w myślach.

   Odłożyłam jego telefon na stół trochę za głośno. Poruszył się mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem i otworzył zaspane oczy. Spojrzał na mnie mrużąc je. Przęłknęłam ślinę zestresowana. Co robić? Uciekać?

- H-hej.

- Hej, co ty tutaj robisz? - mruknął z chrypą. - Nie możesz spać?

   Nie wiedząc co robić, kiwnęłam głową i zaczęłam bawić się z nerwów palcami. Podsunął się w głąb kanapy, by zrobić dla mnie miejsce, a następnie uniósł rąbek kołdry. Po chwili wahania, ruszyłam w jego stronę i położyłam się przy nim. Było dosyć ciasno, ale nie niewygodnie. Oplótł rękoma moją talię i przysunął do swojego ciała. Zrobiło mi się gorąco. Jego dotyk nie był nieprzyjemny ale też nie chciałam go na sobie czuć za bardzo. Mimo to, nie zepchnęłam jego rąk.

- Dobranoc, Ari.

- Dobranoc, Justin.

* * *

Good morning guys 🐈





Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!