02

8.6K 608 134

Dwa dni. Siedziałam w domu, w napięciu przez następne dwa, cholerne dni. Nie mogłam spać, jeść, czytać, ani oglądać telewizji. Dlaczego? Dlatego:

Dziewczyno, jestem gotowy, jeśli ty jesteś gotowa teraz.
Czy kiedykolwiek tak będzie?
Jeśli z tym jesteś, wtedy ja z tym jestem teraz,
aby zaakceptować całą odpowiedzialność.
Zszedłbym z drogi,
aby żyć słowami, które mówisz.
Nie chce być taki sam.

Może potrafiłabyś mnie zmienić.

Może mogłabyś być światłem,
które otwiera moje oczy.
Spraw, aby wszystkie moje błędy były poprawne
zmień mnie, zmień mnie.

Nie walcz ogniem z ogniem,
kiedy krzyczę, mów ciszej.
Zrozumienie i cierpliwość.
Poczuj ból, z którym mam do czynienia.
Bądź spokojem.
Pomóż mi usytuować moje myśli.
Zaryzykuj.
Zrób zmianę w moim życiu.

Może potrafiłabyś mnie zmienić.

Rwałam sobie włosy z głowy, dumając kim on jest. Jaka historia lubi się powtarzać i kogo mam zmienić? W swoim życiu przeszłam przez wiele gówien. Nieprzyjemne sytuacje, zakochanie, szaleństwo, płacz, dziecko i samotność. Kto mnie męczy? Kto chce się na mnie zemścić przywracając mi wspomnienia? I kto mnie prześladuje? Znowu.

Witaj Mój Mały Aniołku,
żałuję, że nie mogę przyśpieszyć czasu do momentu, w którym cię spotykam. Tak bardzo za tobą tęsknię, że aż boli. Nie masz pojęcia, jak ciężko mi bez ciebie. Brakuje mi twoich ramion, czułego dotyku. Umieram tutaj powoli. Nie chcę umierać samotnie. Nikt nie chce tak umierać.
Wiem, że tylko ty możesz wyleczyć mnie ze depresji, tylko ty możesz mi pomóc.
Idę po ciebie, moja Afrodyto. Przygotuj się, bo nadchodzę.

A co, jeśli to-
- Mamusiu! - usłyszałam piskliwy głos dobiegający z pokoju obok.
Odsunęłam od siebie stos kopert i listów, by wstać od biurka. Pośród czterech beżowych ścian stało drewniane łóżko średniej wielkości. Pod kołdrą ze Spider-manem natomiast leżał dwuletni chłopiec o pulchnych policzkach i brązowych oczach. Wpatrywał się nimi we mnie z niepokojem.
Usiadłam przy małej istotce na brzegu łóżka. Złapał mnie za rękę.
- Co się stało, skarbie? - zapytałam cicho.
- Nie mogę spać. Czy mogłabyś przeczytać mi bajkę?
Podeszłam do półki z książkami.
- Jaką bajkę sobie życzysz, łobuzie?
- Dziadek Do Orzechów! - pisnął radośnie.
Usiadłam przy nim, westchnęłam otwierając książeczkę na stronie, gdzie zaczynała się opowieść i zaczęłam czytać. Jego oddech stawał się powoli spokojny, a oczy się zamykały. Wsłuchując się w mój głos, udało mu się nareszcie zasnąć. Nie dobrnęłam nawet do końca historii, a on już drzemał w najlepsze. Odłożyłam książkę na miejsce i gasząc po drodze światło, cicho wyszłam z pokoju.
Za oknem się ściemniło. Burza była coraz bliżej, co zwiastowały chmury i grzmoty. Najgorsza pogoda jaka morze być? Burza. Od dziecka tego nienawidziłam. Kto lubi bać się, że uderzy w niego piorun? Ja na pewno nie.
Zasłoniłam wszystkie okna w domu, by nie oglądać tego strasznego widoku. Dałabym radę znieść okropne grzmoty dochodzące z zewnątrz, ale nie błyskawice przecinające z trzaskiem niebo. Od tego wszystkiego wolałam straszne upały, przez które ciężko było oddychać albo niezwykle mroźną zimę i śnieg po kolana (swoją drogą nigdy nie miałam okazji na żywo zobaczyć śniegu, bo na Florydzie w zimę go nie było). Podsumowując: mam 21 lat i wciąż boję się burzy.
Ścienny zegar w salonie wskazywał godzinę dwudziestą trzecią, a ja siedziałam przed telewizorem oglądając jakiś durny film. Próbowałam odciągnąć myśli od anonimowych listów, zajadając się miętową czekoladą. Kilka razy chciałam zadzwonić lub napisać do któregoś z przyjaciół, ale bałam się ponownej konfrontacji z nadawcą widomości. A tak mnie kusiło by powiedzieć o tym wszystkim Cassie.
Ściskałam w dłoni pilot, chcąc przełączyć na inny kanał, ale niespodziewanie urządzenie wygasło. Zmarszczyłam brwi. Sięgnęłam po telefon. On również padł. Światło w kuchni, zarówno jak i w salonie migotało. Nie, błagam nie, pomyślałam. Doskoczyłam do szuflady w kuchni i wygrzebałam z niej latarkę, nim światło zgasło.
Zrobiło się ciemno jak w dupie. Postukałam w latarkę, bo nie działała nawet, gdy wcisnęłam przycisk uruchamiający. Miałak ochotę porządnie walnąć tym gównem o stół. Dlaczego przestało działać akurat w takiej chwili? Chciałam szukać nowych baterii, ale robienie tego na oślep było głupim pomysłem.
Z szybko bijącym sercem, opierając się o ścianę, udałam się do góry. Stanęłam za schodami, gdy do moich uszu dotarł dziwny dźwięk. To było coś jak... otwieranie drzwi kluczem. Głośne, charakterystyczne brzdęknięcie. Po sekundzie dopiero zorientowałam się, że ktoś na prawdę otwierał drzwi do mojego domu. Najbardziej niepokoił mnie jednak fakt, że miałam tylko jedne klucze.
Potężny grzmot, zmusił mnie do wzdrygnięcia się. Oparłam się o ścianę. Powoli przesuwałam się w stronę drzwi do pokoju synka. Dłonie drżały mi ze strachu.
Dźwięk otwieranych i zamykanych na kilka spustów drzwi. Co jest do cholery, krzyknęła moja oburzona podświadomość. Ktoś wszedł do mojego domu jak do siebie. A potem... kroki. Zdecydowane, pewne kroki. Do kroków człowieka dołączyły kroki psa. Esther biegała po salonie w tę i z powrotem. Nie wydała z siebie nawet piśnięcia. Zaczęłam w duchu panikować, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Przeklęta ciemność.
Trzask. To była błyskawica, która na dwie sekundy rozświetliła salon przez zasłony. Zdołałam zobaczyć zakapturzoną postać, przy której stała Esther, radośnie merdając ogonkiem. Co było nie tak z tym psem? Czy ona nie rozumiała, co się dzieje? Zdecydowanie nie nadawała się na psa obronnego.
Na korytarzu oddzielającym pokoje nie byłam w stanie znaleźć czegoś, czym mogłabym się obronić. Po omacku szukałam klamki do pokoju mojego małego chłopca. Rama klamki była lekko poluzowana w drzwiach, więc byłabym w stanie odróżnić ją od innych w tych egipskich ciemnościach.
Niestety nie zdołałam do niej dotrzeć. Prędzej dogoniły mnie szybkie i głośne kroki.

* * *
Moi drodzy,
Prolog był zwiastunem tego, co dla was przygotowałam, więc nie musieliście go zrozumieć 😀 A co do pierwszego rozdziału - następne wszystko wam wyjaśnią. 😋

NO TO KTO MA OCHOTE NA NOCNY MARATON XDDD

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!