29

5.7K 542 128

- Ona musi być tutaj! - ktoś krzyknął. - Otwórzcie te drzwi, do kurwy!

   Głośny i surowy ton głosu nieznanego mi mężczyzny sprawił, że się skuliłam i przybliżyłam ściany. I chociaż pchałam się w nią, nie mogłam być już bliżej niej. Przełknęłam ślinę. Trzęsłam się nie tylko z zimna, ale i ze strachu. Zaczęli uderzać w drzwi, nie przestawali krzyczeć mojego imienia. Prosili, żebym im otworzyła. Ale ja nie umiałam, a poza tym i tak bym tego nie zrobiła. Strzał. Wzdrygnęłam się i uderzyłam głową w metalową ramę łóżka. Potarłam obolałe miejsce, nie odrywając wzroku od skrawka drzwi, którego widziałam. One się otworzyły. Drzwi. Ktoś wszedł. Widziałam buty z marki adidasa. Całe czarne. Zakryłam usta dłonią.

- To tutaj - zmarszczyłam brwi, próbując rozpoznać głos. - To ten pokój.

   To był Ryan. Moje serce zabiło szybciej. Zmrużyłam oczy. Do środka weszło więcej osób. Ciemnozielone nike, czerwone nike, czarne pumy i... białe adidasy. Było jeszcze wiele innych, ale te najbardziej rzucały mi się w oczy. Sposób w jaki te stopy stąpały. Mnóstwo głosów przerywających ciszę, sprawiały, że ogłupiałam i nie potrafiłam ich odróżnić od siebie. Zakryłam uszy dłońmi.

- Jestem pewien, że to tutaj. Nagrywał to wszystko tutaj, kurwa - warknął Ry. - Powinna tutaj być!

   Słyszysz, jaki chłodny jest ton jego głosu? Zamierza zrobić wszystko to, co zrobił Lucas. Nie odzywaj się.

- Nikogo tutaj nie ma - odezwał się jakiś chłopak. 

   Chaz. Rozpoznałam głos Chaza. Ktoś szybkim krokiem podszedł do łóżka.

- Tutaj są jej ubrania - mruknął... Fredo.

   Przeraziłam się. Był niebezpiecznie blisko mnie. Trzęsły mi się dłonie. Z resztą nie tylko one. Fredo usiadł na łóżku. Obok niego miejsce zajął Chaz. Usłyszałam szloch. Który z nich płakał?

- Jack, szukajcie dalej - powiedział Ryan. - Przeszukajcie ten pierdolony budynek jeszcze raz. Jeśli jej nie znajdziecie, to zróbcie to ponownie. Tak długo, aż ją znajdziecie, rozumiesz? Ona tutaj jest na pewno. Musi tutaj być.

   Z pomieszczenia wyszło około pięć osób. Zostały trzy.

- Znajdziemy ją - odezwał się Ryan klepiąc kogoś po ramieniu. - Obiecuję ci to, stary.

- A jeśli... jeśli jest już za późno?

   Ten głos sprawił, że zesztywniałam. To on. Był tutaj. Stał kilka metrów ode mnie. Justin. Justin pierdolony Bieber.

   Nienawidzisz go, pamiętasz? Jest chujem bez serca. Pamiętaj, że pieprzy dziwki w burdelach. Ty nie jesteś wyjątkowa. Jesteś jedną z nich.

   Zmarszczyłam brwi.

   Nie możesz się teraz odezwać, nie ważne, jak bardzo będziesz tego chciała. Znajdzie cię, wmówi ci, że cię kocha, a potem znowu wykorzysta. Zrobi to tak, jak zawsze. Owinie cię wokół palca. Ale ty się nie możesz nabrać na jego czułe słówka. On gra. Jest dobrym aktorem. 

   Racja, zgodziłam się w myślach.

   To łóżko jest wielkie, dwuosobowe, nie zauważą cię, jeśli nie wydasz z siebie żadnego dźwięku. Nie pomyśleliby, że schowasz się pod łóżkiem. Milcz.  

   Justin w swoich białych adidasach usiadł na łóżku. Pociągnął nosem.

- Jeśli przyjechaliśmy za późno, jeśli on już to zrobił, to nigdy sobie tego nie wybaczę. Nigdy nie pogodzę się z tym, że jej nie ma, rozumiecie?

   Słyszysz to? Mówiłam, że jesteś już dla nich martwa. Przynajmniej dla niego.

- Nie mów tak - odezwał się Chaz. - Ona żyje, słyszysz, Justin? Jest silna, zaraz ją znajdziemy.

- Chcę ją z powrotem - zapłakał. - Chcę ją przytulić. Zabiję się, jeśli ten skurwysyn mi ją odebrał. Zastrzelę się, przysięgam.

- Przestań tak mówić, kurwa - syknął Ryan. - Znajdziemy ją, słyszysz? Znajdziemy, kurwa. I będzie żywa.

- Ja-a sobie bez niej nie poradzę, Ryan. To nie tak miało wyglądać, do kurwy. To wszystko miało być inaczej. Ona miała być bezpieczna. Miała być szczęśliwa. A zamiast tego... ja nawet...

   Nie dokończył, bo zaczął płakać. Ja też byłam blisko rozpłakania się. Ignorowałam głos w głowie, który kazał mi go nienawidzić. Słyszałam go jak przez mgłę, bo bardziej skupiłam się na słowach Justina.

- Mam nadzieję, że ten skurwiel gnije już w piekle - zaszlochał. 

- Na pewno tak jest, bro - mruknął Chaz.

- Żałuję, że nie mógł zginąć z moich rąk okropną śmiercią. Zapewniłbym mu takie cierpienie, jakiego by sobie nie wyobraził. On... ten chuj...

- Justin, uspokój się - warknął Ryan. - Nic jej nie jest!

- Skąd to wiesz, kurwa? Może teraz gdzieś leży i się wykrwawia, a ja nie mogę nic zrobić, bo nie wiem gdzie jest. Mój mały aniołek!

- Płacząc, nie poprawisz całej tej sytuacji. Weź się w garść.

- Zamknij się, Ryan - burknął Bieber. - Nie wiesz jak to jest stracić jedyną osobę, która obdarzyła  cię bezwarunkową miłością. Nikt nigdy nie chciał mnie pokochać, nikt nigdy mnie nie rozumiał. Dopiero ona, moja mała baby girl, dała mi miłość. Ale ja największy skurwysyn tego świata tego nigdy nie doceniłem. Krzywdziłem ją na każdym kroku, nawet teraz, gdy odszedłem od niej, by to zmienić, wszystko zjebałem. Znowu. Zawsze wszystko robię źle. Jestem taki do dupy.

- Posłuchaj mnie, frajerze - warknął Ryan stając na przeciwko niego. - Przestań płakać, ona nie chciałaby, żebyś płakał. Teraz na pewno chciałaby, żebyś ruszył swoje dupsko i zaczął jej szukać, bo ona cię potrzebuje. Obiecuję ci, że znajdziemy Ari, obiecuję, że będzie żywa. Słyszysz mnie? Obiecuję.

   Justin pociągnął nosem i wstał. Wyszedł z pomieszczenia, a za nim jak cienie, powlekli się Chaz i Ryan. Zostawili drzwi otwarte. Kiedy nie słyszałam już niczego i nikogo, upewniłam się, że nikogo nie ma w pobliżu, wygramoliłam się spod łóżka. Przeszukałam cały pokój w poszukiwaniu reszty moich ubrań. Nigdzie nie znalazłam swoich spodni, tylko rozdartą bluzkę, która już mi się nie mogła przydać. Starłam łzy z policzków i wzięłam do ręki pistolet, który ktoś zostawił na łóżku.

   Co za fant. Przyda ci się w tej chwili.

   Zmarszczyłam brwi.

- Do czego? - spytałam szeptem.

   Do ukojenia bólu, idiotko. Domyśl się, kupo gówna. 

   Uśmiechnęłam się pod nosem. Ścisnęłam w dłoni pistolet i usiadłam w rogu pomieszczenia. Zwinęłam się w kulkę. Dotknęłam zimnej lufy palcem wskazującym. Był odbezpieczony. Gotowy.

   Wszystko jest w porządku. Teraz może być tylko lepiej. Musisz być odważna, dasz radę to zrobić. To proste. Nie zaboli. Jeśli pociągniesz za spust szybko, niczego nie poczujesz.  

- Obiecujesz? 

   Obiecuję.

* * *

No i proszę bardzo, jest Justin. Załamany i przygnębiony, ale jest. Co z Ari? Myślicie, że pociągnie za spust? 💀




Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!