54

6.3K 529 89

Następne cztery dni Justin był spokojny. Zbyt spokojny. I to nie był normalny spokój, który jest wyznacznikiem szczęścia, dobrych relacji i kupy różnych innych pozytywnych rzeczy. Był cichy. Był pełen ciszy, ale nie takiej jaką znałam. Ta cisza mnie raniła. Milczał za bardzo. Wolałam, żeby na mnie krzyczał i wyzywał, ale nie, żeby nic nie mówił. Często próbowałam prowadzić z nim dłuższą rozmowę, ale odchodził. Kładł się do łóżka w sypialni i przesypiał cały dzień, zupełnie jak ja, kiedy miałam doła. Nie odbierał od nikogo telefonów. Nawet nie jadł tyle co zwykle, jadł o wiele mniej niż ja. Na twarzy też nie wyglądał najlepiej. Nie przypominał człowieka, a jego wrak. Był blady, wymizerniały. Jego oczy nie były pełne szczęścia jak kiedyś. Sine. Wzrok miał pusty i nieobecny. Patrzył na mnie, ale nie wiem, czy rozumiał, że widzi mnie, czy w ogóle mnie widział. Chodził powoli, lekko zgarbiony, a dłonie mu się trzęsły za każdym razem, gdy coś w nich trzymał. Chyba nawet nie zareagowałby, gdybym wyszła z domu bez słowa.

To mnie bolało, bo nie wiedziałam, jak mu pomóc, unikał rozmów ze mną i bardzo rzadko łapałam z nim kontakt wzrokowy. Próbowałam się do niego zbliżyć, ale nie dałam rady. Nie dopuszczał mnie do siebie. Izolował się. Ignorował nawet Jaxona, który czuł się przez to odrzucony i kilka razy płakał. Myślałam, że rozmowy z Susan mu pomogą, ale tak nie było. On wcale nie czuł się lepiej. Nie było tego po nim widać. Cierpiałam razem z nim.

Usłyszałam jego kroki. Wszedł do łazienki. Podniosłam się do pozycji siedzącej na łóżku. Chwilę później pojawił usłyszałam, że coś upadło na kafelki w pomieszczeniu, gdzie przebywał. Przestraszyłam się, że coś mogło mu się stać, może znów się zdenerwował nie wiadomo na co.

Drzwi do łazienki były przymknięte. Kusiło mnie by podejrzeć przez szparę, co robił. Podeszłam więc bliżej. Schylił się po mydło, które spadło na podłogę, a następnie otworzył szafkę i wygrzebał z niej coś. To była jakaś buteleczka z tabletkami. Nie widziałam jej nigdy na oczy, więc nie wiedziałam, na co były te lekarstwa. Położył ją na brzegu umywalki. Wyglądał niepokojąco. Westchnął i przełknął ślinę. Otworzył buteleczkę, wysypał całą jej zawartość na otwartą dłoń, by za chwilę zacisnąć ją w pięść. Byłam niespokojna. To nie wyglądało za dobrze. Nie wiedziałam do czego zmierzał, dopóki łza nie spłynęła po jego policzku z blizną. Wszystko zrozumiałam.

To działo się jak we filmie ze zwolnionym tempem. Otworzyłam szerzej drzwi i wpadłam do pomieszczenia, aby pchnąć go na ścianę, w efekcie czego cała garść tabletek rozsypała się po kafelkach na podłodze. Nie byłam pewna, czy chciałam go uderzyć w twarz, czy może pocałować. Rozmyślałam nad sposobem przywrócenia mu zdrowego rozsądku.

- Co ty wyprawiasz?! - mój głos drżał.

   Nie odpowiedział, nie otworzył nawet ust. Nie chciał odpowiedzieć. Ułożyłam dłonie na klatce piersiowej mężczyzny. Czułam jak szybko biło jego serce. Moje pracowało w tym samym tempie. Zamknął oczy. Spod jego powiek popłynęło kilka łez.

- Justin - wyszeptałam. - Co ty chciałeś...

   Przerwałam, bo mój głos się łamał. Za każdym razem, gdy pomyślałam, że mogłabym go stracić, zbierały mi się łzy w oczach. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego.

- Przepraszam - wyszeptał nie otwierając oczu.

   To bolało. Bolało mnie to, że on cierpiał.

- Jay, spójrz na mnie - poprosiłam cicho. - Otwórz oczy i popatrz na mnie.

    Ułożyłam obie dłonie na jego policzkach. Starłam słoną ciecz z twarzy mężczyzny. Nienawidziłam tego widoku. Nienawidziłam, gdy był taki rozbity. Bezbronny i przerażony. Zagubiony.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!