22

6.3K 495 122

   W powietrzu unosił się zapach  papierosów. Jak na imprezę w takim domku, przyjechało mnóstwo osób. Prawie każdy przyniósł ze sobą jakiś alkohol. W sumie to dobrze, bo urodzinowy melanż Cass wypalił i ludzie bawili się lepiej niż przypuszczałyśmy, dlatego przydało się więcej %.
   Muzyka grała tak głośno, że czułam, jakby coś miało rozsadzić mi klatkę piersiową. Chyba stałam zbyt blisko głośników. Ściskając w dłoni czerwony kubek z sokiem, obserwowałam tańczący tłum. Ludzie świetnie się bawili, tańcząc z uniesionymi nad głową rękoma. Głośno wykrzykiwali słowa piosenki i poskakiwali do góry. Mój wzrok spoczął na Harry'm i Klarze, którzy szaleli ze swoimi kubkami w ręce. Trochę dalej jakaś blond laska twerkowała, ocierając się o krocze nieznanego mi bruneta. Była mocno wstawiona, ale równie pijanemu kolesiowi nie przeszkadzało, że od czasu do czasu traciła równowagę. Zadowolony klepał i szczypał ją po pośladku. Prychnęłam i przerzuciłam wzrok z powrotem na kręcącą biodrami Klarę. Uśmiechała się, gdy Harry całował ją po szyi i pieścił odkryty brzuch dłońmi. Musiałam odejść.
   Zgubiłam Cassidy i zgubiłam Fredo. Oprócz tego Chris, który jeszcze całkiem nie dawno próbował namówić mnie do wspólnego tańca, obejmował jakąś szatynkę z włosami do tyłka. Chaz i Ryan palili w kuchni rozmawiając z... Cass!
   Widząc ją, odrzuciłam gdzieś na podłogę swój pusty, plastikowy kubek i szybko przecisnęłam się przez tłum ludzi. Ciężko było mi przedostać się do drugiego pomieszczenia, ale jakoś mi się udało. Zapach potu dotarł do moich nozdrzy, powodując grymas na twarzy. Poprawiłam sukienkę i weszłam do kuchni. O, Fredo tam nawet był. Wszyscy wyglądali na rozbawionych. Wszyscy oprócz mnie.
- Hej, kochana! - pisnęła Cass i podbiegła do mnie - Jak się bawisz?
- Cudownie - warknęłam, a mój głos był przesiąknięty sarkazmem.
- Co jest? - napiła się swojego piwa.
- Gdzie jest Louis?
- Louis, um...
   Nie musiała kończyć, sama go zauważyłam. Z miejsca, w którym stałam, dokładnie widziałam obściskującego się z jakimś chłopakiem Louisa. Gavin. Gavin był z Louisem, Louis był z Gavinem. Miłość miłością, ale najlepiej ze wszystkich ludzi na świecie tańczyło mi się z Louisem. Potrzebowałam Tomlinsona ale najwidoczniej nie tak bardzo jak Gavin, który namiętnie całował mojego przyjaciela. Chociaż tegi chciałam - nie mogłam przerwać im tej uroczej chwili.
   Zrezygnowana oparłam się o kuchenny blat między Ryanem, a Chazem. Fredo otworzył i podał mi piwo z lodówki. Spojrzałam na pijaną Cass, która tańczyła obok nas podśpiewując cicho.
- Dalej, Chad, zatańcz ze mną - pociągnęła za rękę chłopaka stojącego obok mnie.
   Chłopcy parsknęli śmiechem.
- Jestem Chaz - westchnął.
- Wszystko jedno - machnęła dłonią.
   Porwała Chaza i kilka sekund później całkowicie zniknęli nam z oczu.
- A wy? Jak się bawicie - spytałam.
- Super.
- Świetnie.
   Ich głosy były przesiąknięte sarkazmem tak, jak mój wcześniej.
- Nie pójdziecie poszukać żadnych lasek do tańca? - szturchnęłam Ryana. - Myślałam, że zawsze to robicie na imprezach.
   Ryan się skrzywił.
- Nie mam ochoty na taniec. Wolałbym kogoś bzyknąć.
- Tamta dziewczyna tańczy sama, jest kompletnie pijana, ale chyba ci nie odmówi - prychnęłam skinąwszy podbródkiem na czerwonowłosą dziewczynę w za krótkiej spódniczce.
- Mam nadzieję, że nie, bo nie przeleciałem nikogo od... dwóch tygodni - wybełkotał.
   Wcisnął mi do ręki swoje wypite do połowy piwo, poprawił włosy i kiwając się trochę, opuścił kuchnię. Odstawiłam jego butelkę na blat i napiłam się ze swojej. Ryan był już trochę pijany, ale to nie zatrzymało przed zaciągnięciem tak samo pijanej panienki do łóżka. Miałam tylko nadzieję, że zabrał ze sobą gumki.
   Odwróciłam się, aby zobaczyć jak tam Fredo. Nijak, przeszukiwał lodówkę pełną chłodnego piwa. Wyciągnął dwie butelki i zaczął opróżniać pierwszą. Uderzyłam go w ramie. - A ty?
- Co ja?
- Nie idziesz szukać laski do bzykania?
- A wyglądam jakbym szedł szukać? - burknął.
- Nie, ale wyglądasz jak kot srający na pustyni - warknęłam do pijanego mulata.
- I dobrze, bo tak właśnie się czuję - westchnął.
- Idź chociaż potańczyć!
   Skończyłam swoje piwo, więc zabrałam się za piwo Ryana.
- Nie chcę!
- Ok, ale dlaczego krzyczysz?!
- Bo ty krzyczysz!
- Przepraszam!
- Wybaczam!
   Między nami nastała cisza. Muzyka wciąż głośno grała, a mi wciąż dudniło w klatce piersiowej, ale oczywiście mam na myśli inną ciszę. Fredo się nie odezwał.
- Co to było? - bąknęłam.
- Nie wiem, chcesz tańczyć?
- Mówiłeś, że-
- Idziesz czy nie?
- No idę.
   Zostawiając piwo Ryana, poszłam za Fredo, którego kroki były niezwykle szybkie. W głośnikach rozbrzmiewała piosenka The Chainsmokers, Closer. Złapał mnie za rękę i obrócił tak, że stałam tyłem do niego.
   W salonie było tyle ludzi i tak wszyscy się gnietli, że połowa przeniosła się na dwór. Nam to nie przeszkadzało. Dotarł do mnie zapach papierosów, potu i marihuany. Na parapecie jednego z okien siedziało trzech chłopaków, którzy palili trawkę.
- Hey, I was doing just fine just before I met you
I drank too much and that’s an issue but I’m okay - zaśpiewał Fredo do mojego ucha łapiąc mnie w pasie.
   Uśmiechnęłam się i ułożyłam swoje dłonie na jego. Zaczęłam kręcić biodrami do rytmu muzyki.
- Hey, you tell your friends it was nice to meet them
But I hope I never see them again! - wykryczałam.
   Jeszcze jedna zwrotka, ale nie znałam tekstu. Fredo znał go doskonale, więc śpiewał. Ja tylko tańczyłam. Czekałam na refren.
   Wszyscy unieśliśmy ręce w górę równo podskakując i śpiewając chórem:
- So baby pull me closer in the backseat of your Rover
That I know you can’t afford
Bite that tattoo on your shoulder
Pull the sheets right off the corner
Of the mattress that you stole
From your roommate back in Boulder
We ain’t ever getting older!
   Skakałam krzycząc na całe gardło. Czułam jak alkohol powoli daje o sobie znać, ale to nie był dobry czas na zamartwianie się tym. To był czas na taniec. Na szaleństwo.
- We ain’t ever getting older
We ain’t ever getting older!
   Zwrotkę Halsey akurat znałam, dlatego mogłam śpiewać razem z Fredo. Wczułam się w rytm, tak bardzo, że zamknęłam oczy zapominając o całym świecie. Miałam gdzieś to, co działo się wokół mnie. Po prostu dobrze się bawiłam. Miałam ochotę wykrzyczeć to wszystkim ludziom na świecie. To był właśnie moment, w którym czułam, że jestem pijana. Chcąc wyznać Fredo, jak cudownie się czuję, odwróciłam się do niego, ale uśmiech zszedł mi z ust, gdy zauważyłam jego wzrok.
   Zrobiło się poważnie. Przęłknęłam ślinę. Moje oczy przeskakiwały z jego oczu na usta i tak w kółko. Do momentu, gdy to przerwał. Przerwał pocałunkiem. Uderzyło we mnie dziwne, przyjemne ciepło. Zarzuciłam ręce na jego szyję, a on przyciągnął mnie do siebie za biodra. Pocałunek był delikatny, ale przyjemny i długi. Tak dobrze całował, że nie chciałam robić przerwy, by nabrać powietrza. On chyba też nie, bo nie przestawał mnie całować. Głaskałam jego kark palcami, a on jęknął w moje usta i zsunął dłonie na mój tyłek. Ścisnął go. Uśmiechnęłam się przez pocałunek. Miałam ochotę wziąć go tu i teraz. Niestety przerwano nam. Muzyka przestała lecieć z głośników, zrobiło się cicho, a wszyscy rozglądali się dookoła w zdziwieniu. Chris wskoczył na stół z roześmianą i pijaną w cztery dupy Cass, oznajmiając, że zaśpiewamy solenizantce Happy Birthday.

* * *

Uuu... Fredo 😂
Pewnie jesteście smutni bo szkoła się zaczęła, chcecie mini maraton na pocieszenie?
   





  

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!