35

6.1K 547 68


- Tatusiu! - zawołał Jaxon piskliwym głosem, wybiegając z domu. - Zostaniesz z nami?

   Pytanie Jaxona wprawiło mnie w złość. Nie powinnam się na niego złościć, bo on niczego nie rozumiał, ale mimo wszystko się wkurzyłam. Odlepiłam swoje ciało od ciała Justina i westchnęłam. Posłałam chłopcu mordercze spojrzenie, ale on je zignorował. Nie ładnie, Jaxo. Mężczyzna wziął dzieciaka na ręce.

- Nie, Jaxo - musnął ustami jego policzek. - Nie zostanę. Nie mogę.

   Podziękowałam w myślach Justinowi i Bogu.

- Dlaczego nie? - na twarzy chłopca pojawił się grymas. - Zawsze odchodzisz.

   Brązowooki mężczyzna wyglądał na rozczarowanego tym, co powiedział jego syn. Zdanie, które wypowiedział mały odebrałam jako przeprosiny za pierwsze pytanie. Opuściły mnie nerwy.

- Przyjadę się z tobą zobaczyć za kilka dni, w porządku? Przywiozę ci prezent.

- Prezent? - ucieszył się.

- Tak, niespodziankę, ale musisz być grzeczny i opiekować się mamusią.

- Zaopiekuję się mamusią - powiedział podekscytowany. - Ale przyjedź szybko, bo mamusia jest smutna.

   Zmarszczył brwi i spojrzał przelotnie na mnie. Chrząknęłam głośno, dając im tym do zrozumienia, że wciąż z nimi byłam i wszystko słyszałam.

- Dasz radę wytrzymać te kilka dni? - spytał syna, szybko zmieniając temat.

   Jaxon energicznie pokiwał głową. Justin mruknął do niego coś w stylu ''dobrze'' i z powrotem przerzucił wzrok na mnie. Stałam podenerwowana z rękoma na piersiach.

   Mężczyzna postawił na ziemię dwulatka i podszedł do mnie. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

- Przytul mnie - mruknął w moje włosy.

   Niepewnie zarzuciłam ręce na jego szyję.

- Justin? - szepnęłam drżącym głosem.

- Tak, aniołku?

- Co będziesz robił po powrocie do domu?

- Zaopiekuję się moją rodziną - szepnął gładząc moje plecy.

   Albo on nie zrozumiał mojego pytania albo ja jego odpowiedzi. Może jedno i drugie.

   Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Mój dom jest tam, gdzie moja kobieta i dziecko - wyjaśnił uśmiechając się słodko.

   Jego słowa sprawiły, że poczułam się, jakbym stanęła w ogniu. Przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Dręczyły mnie cholerne wyrzuty sumienia. Czułam się okropnie.

- Mam na myśli to, kiedy wrócisz do domu chłopaków - mruknęłam.

- Och. Za pewne zajmiemy się interesami, odwiedzimy kilka miejsc, żeby załatwić parę spraw. Trochę tego jest. Nie wiem ile dni nam to zajmie, ale postaram się szybko to skończyć i przyjechać, żeby zająć się tobą i Jaxonem.

- Nie, nie śpiesz się. Dam sobie radę - uśmiechnęłam się słabo.

- Wiem - pogłaskał mnie po policzku. - Jesteś silną kobietą. Po prostu chcę być pewny, że wszystko będzie z tobą w porządku. Skontaktuję się z moimi ludźmi i prześlę ich tutaj jako och-

- Nie, nie trzeba, Justin.

- Kochanie, to nie było pytanie - prychnął. - Nie będą ci w niczym przeszkadzali, nie naruszą twojej prywatności. Będą w pobliżu.

   Westchnęłam.

- To nie potrwa długo.

- Przyjedziesz od razu po załatwieniu tych spraw?

- Jak najszybciej będę mógł - musnął ustami moje czoło. - Zrobię wszystko, żeby być przy mojej kobiecie.

   Przęłknęłam ślinę. On wciąż niczego nie zrozumiał. Był aż tak zdesperowany, aby naprawić ten związek?

- Justin - powiedziałam cicho, próbując brzmieć normalnie - nie chcę sprawić ci przykrości, ale nie mogę być z tobą w bliższych relacjach.

   Zmarszczył brwi.

- Co to znaczy? - spytał.

- Po tym wszystkim nie jestem gotowa, nie czuję się na siłach, wybacz.

- Dobrze, poczekam. Damy sobie z tym wszystkim radę.

- Nie, Justin - zwilżyłam wargi - proszę, nie nastawiaj się na to. Nie wiem, czy kiedykolwiek się tego doczekasz.

- Doczekam. Wiem, że jest ci ciężko, bo mi też jest. Twój ból jest moim bólem. Zaufaj mi tak, jak ja ufam tobie. Wiesz, że cię kocham.

   On mi ufał? Niemożliwe.

- Wiem, ale proszę, zrozum mnie. Nie chcę się teraz wiązać. Muszę odpocząć. Czy... my możemy... zostać... ee... przyjaciółmi?

   Uwaga... Friendzone.

- Przyjaciółmi - powtórzył z zawodem. - Oczywiście.

   Uśmiechnęłam się smutno.

- Mogę cię pocałować ostatni raz?

   Pokręciłam głową.

- Przyjaciele tego nie robią.

   NO WŁAŚNIE, KURWA, PRZYJACIELE SIĘ NIE CAŁUJĄ, krzyczała moja podświadomość, WIĘC FREDO PEWNIE JEST DLA CIEBIE KIMŚ WIĘCEJ, TY DZIWKO.

   Starałam się uciszyć te myśli w mojej głowie, jednak to było jedno z trudniejszych zadań.

- A na przyjacielski uścisk mogę liczyć?

   Uśmiechając się lekko, pokiwałam głową. Zamknął mnie w swoich ramionach a ja wtuliłam twarz w jego tors. Pachniał tak cudownie.

- Nie chcę się z tobą rozstawać.

- Niedługo znowu się zobaczymy - wymusiłam uśmiech.

* * *

Nie mam nic ważnego do napisania, żadnej informacji czy nowości ale chcę wam podziękować za to, że jesteście 💜
  

  

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!