20

7.1K 511 102

   Obudziłam się, czując czyjś ciężar na sobie. Uniosłam powieki i zobaczyłam Jaxona siedzącego na moim brzuchu. Uśmiechał się szeroko wlepiając we mnie swoje duże, brązowe oczy.
- Cześć mamusiu.
- Dzień dobry, łobuzie - pocałowałam jego policzek.
   Przetarłam twarz dłońmi i zerknęłam na przyjaciela śpiącego obok. Nie chciałam go budzić, więc wzięłam synka na ręce i zeszłam z nim do kuchni.
- Pewnie jest głodny, hm?
- Tak.
   Prychnęłam cicho. Zrobiłam chłopcu na śniadanie płatki z mlekiem. Kiedy spożywał pierwszy posiłek tego dnia, ja postanowiłam się ogarnąć. Poszłam do łazienki, by wziąć szybki, rozbudzający prysznic, umyć zęby i zrobić coś z włosami. Nie za bardzo wiedziałam co, więc pozostawiłam je rozpuszczone. 
   Włączyłam chłopcu bajki w telewizji i przygotowałam szybkie śniadanie dla przyjaciela. Miałam nadzieję, że nie pogniewa się, jeśli dostanie płatki tak jak Jaxon.
   Telefon leżący na stole w kuchni zaczął wibrować informując mnie o nowej wiadomości.

Cassie: Hej stara, właśnie sobie o kimś przypomniałam.
Cassie: Zgadnij o kim!
Ja: Nie wiem, oświeć mnie.
Cassie: Jesteś słaba w Kalamburach, eh.
Ja: Nawet nie dałaś mi wskazówki, więc nie nazywajmy tego Kalamburami.
Ja: Po prostu napisz mi, o co chodzi, lol.
Cassie: Pamiętasz tych przystojniaków, którzy przyszli cię odwiedzić w szpitalu?
Cassie: Chcę ich na mojej imprezie.
Cassie: Nie muszą przynosić prezentów. Mają po prostu być.
Ja: Jesteś pewna?
Cassie: Tak, dlaczego pytasz? Masz jakieś duże wątpliwości co do nich?
Ja: Nie, to moi przyjaciele, ale poznałam ich przez Justina, to jest gang, Cass.
Cassie: Czekaj, nie rozumiem?
Ja: Oni są gangiem, głupia blondynko! Justin, Chaz, Ryan, Fredo i Chris tworzą gang!
Cassie: Ok, czaję już.
Cassie: To nieistotne.
Cassie: Po prostu powiedz, żeby przyszli bez broni. Są ciachami, ale nie chcę, żeby odstraszyli resztę gości spluwami.
Ja: Nie boisz się ich?
Cassie: A ty się ich boisz?
Ja: Nie.
Cassie: Więc ja też nie.
Ja: Ok, jak chcesz.
Cassie: Zrobisz to dla mnie?
Ja: Jasne, zapytam ich.
Cassie: ZSJXSJSJIVSXX
Ja: vjjvhdhj

   Odłożyłam telefon na stół i pobiegłam na górę do sypialni. Fredo wciąż spał wtulony w poduszkę. Wyglądał słodko. Uśmiechając się pod nosem usiadłam z brzegu łóżka. Lekko poklepałam go po ramieniu, jednak to nie przyniosło efektu. Potrząsnęłam nim.
- Fredo - mruknęłam.
   Nic. Spał jak cholerny kamień. Nawet szczypianie nie pomogło. Po prostu zepchnął moją ręke wzdychając i wrócił do snu. Musiałam więc wcielić w życie plan ostateczny.
- Jeśli to nie pomoże, to prześpisz całe swoje życie - powiedziałam pod nosem.
   Jedną ręką zakryłam jego usta, a drugą nos tak, że nie mógł oddychać. Natychmiast otworzył oczy i zepchnął moje dłonie ze swojej twarzy. Wybuchnęłam śmiechem, widząc jego przerażoną minę.
- Co cię tak śmieszy, huh? - prychnął siadając na łóżku.
- Twoja mina.
- Prawie mnie udusiłaś!
- Nie mogłam cię obudzić - wzruszyłam ramionami wciąż uśmiechając się.
- Mogłaś wylać na mnie szklankę wody, to by wystarczyło.
- A potem powiedziałbyś, że próbowałam cię utopić - parsknęłam rozbawiona. - Zrobiłam ci płatki na śniadanie, może być?
- Jasne, zjem wszystko, co przygotujesz. Jestem cholernie głodny.
- W porządku, ale najpierw - zlustrowałam go wzrokiem - się ubierz. Czuję się nie komfortowo, kiedy jesteś przy mnie w samych bokserkach.
- W nocy nie narzekałaś - poruszył brwiami.
   Uderzyłam go w ramie.
- Bo w nocy spałam.
   Wyszłam z sypialni, by mógł się ubrać. Zajrzałam do salonu, gdzie Jaxon oglądał bajki. Usiadłam obok niego, szybko się do mnie przytulił. Wpatrywałam się w ekran przez dobre dziesięć minut. Nigdy nie jest się za starym na bajki, szczególnie gdy są tak zabawne, że nie można oderwać od nich oczu.
   Do moich uszu dotarł dźwięk szurającego krzesła, co oznaczało, że Fredo był już w kuchni. Pocałowałam synka w czoło i podniosłam się z miejsca. Usiadłam naprzeciwko jedzącego płatki przyjaciela.
- Smacznego - mruknęłam.
- Dzięki.
- Co robisz w przyszłą sobotę? To znaczy, co wy wszyscy robicie?
- Kto?
- Jak to kto? Ty, Chaz, Ryan i Chris.
- Nie wiem - wzruszył ramionami. - Dlaczego pytasz?
- Cassie zaprosiła was na urodzinową domówkę. Zależy jej na tym, żebyście przyszli.
- To twoja przyjaciółka, tak?
- Tak.
- Skąd nas zna, że-
- Widziała was w szpitalu i stwierdziła, że skoro się ze mną przyjaźnicie, to możecie wpaść.
- Ok, ale to jej urodziny, więc wypadałoby kupić jej prezent, nie? Ja jej nie znam za bardzo i-
- Fredo - zaśmiałam się. - Ona nie chce od was prezentów, chce żebyście przyszli i tyle.
- No nie wiem - westchnął.
- To zróbmy tak - klasnęłam w dłonie. - Pojedziemy dzisiaj do galerii kupić dla niej prezent. Będzie od nas wszystkich, jeśli to cię uspokoi.
- Podoba mi się ten pomysł.
- Świetnie.
- Napiszę do chłopaków.
   Wyciągnął swój telefon, by napisać wiadomość, a ja zabrałam jego pustą miskę i umyłam w zlewie.
- Wpadniemy na tę domówkę Cass - pocałował mnie w policzek. - Dziękuję za śniadanie.
   Mimowolnie się uśmiechnęłam. Kiedy Fredo poszedł do Jaxona by oglądać z nim bajki, wzięłam do rąk swój telefon, aby napisać wiadomość.

Ja: Pojawią się na twojej imprezie.
Cassie: Aaa kurwa, dziękuję!!!
Ja: Do usług :)
Cassie: Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć tego wysokiego mięśniaka!
Ja: Kogo masz na myśli? Wszyscy są wysocy i umięśnieni.
Cassie: Nie wiem, jak on ma na imię i jak go opisać. Jest cholernie przystojny.
Ja: Powiesz mi na imprezie :)
Cassie: Jestem podekscytowana tym, że go zobaczę, omg.

   Zaśmiałam się pod nosem i zablokowałam ekran. Poszłam do salonu. Fredo trzymał Jaxona na kolanach i oglądał z nim jakąś kreskówkę.
- Chłopcy - zawołałam - ubierajcie się!
   Fredo niechętnie wyłączył telewizor. Jaxon wydał z siebie pomruk niezadowolenia. Zignorowałam to i ubrałam buty. Strasznie się ociągali, ubierali buty ślimaczym tempem. Serio, żółw zrobiłby to szybciej. Wyszłam z domu jako ostatnia, bo musiałam zamknąć dom.
   Fredo wciąż miał to swoje piękne autko, które kupił trzy lata temu. I wciąż wyglądało jak nowiutke. Było bez skazy. To, jak o nie dbał rzucało się w oczy. W środku pachniało o było czyściutko. Jak nie używane.
   Dojechaliśmy na parking pod galerią w dziesięć minut. Na zewnątrz (jak i wewnątrz) kręciło się mnóstwo ludzi. Były wyprzedaże i wszędzie ogromne kolejki. Dodatkowo wszyscy się przepychali. Wkurzona wzięłam Jaxona na ręce, nie chcąc by został staranowany przez to bydło.
- Co za ludzie - warknęłam - nie mają mózgu, czy co?
- Nie ma tutaj miejsca, gdzie nie byłoby tłumów - westchnął Fredo. - Nienawidzę, gdy jest tak dużo ludzi.
- Nie tylko ty - mruknęłam.
   Udało nam się dostać do sklepu z takimi różnymi pierdułkami dekorującymi dom. Ramki, zdjęcia, wazony, figurki, świeczki i inne gówna. Nie znalazłam tam nic dla Cass. Takie zabaweczki nie były dla niej.
   Musiałam oddać Jaxona w ręce przyjaciela, bo moje zaczynały drętwieć. Mój synek nie był gruby, ale też nie należał do tych lekkich dzieciaczków, a ja potrzebowałam mieć wolne ręce.
   Zajrzaliśmy już do czterech sklepów, w których liczyłam, że znajdę dla niej jakiś prezent, ale nic z tego. Postanowiłam, że wejdę do sklepu CK. Fredo i Jaxon poszli kupić sobie lody, a ja w tym czasie spacerowałam po sklepie. Szłam wolnym krokiem przeglądając ubrania. Nie wpadło mi w oko nic specjalnego, więc zaczęłam oglądać bieliznę.
   Uśmiechnęłam się pod nosem i wzięłam do rąk ładny, biały, damski komplet. Sprawdziłam czy rozmiar się zgadza i ruszyłam do kasy. Położyłam komplet na ladę, czekając, aż ktoś podejdzie, by mnie obsłużyć. Westchnęłam, stukając paznokciami w ladę. Jak można pozwolić tak długo czekać klientowi? Robiłam się coraz bardziej niecierpliwa. Widziałam jak z zaplecza szybkim krokiem wyszedł chłopak. Był przystojnym brunetem o zielonych oczach. Gdy nasz wzrok się spotkał, zrozumiał o co chodzi i podbiegł do lady.
- Dzień dobry - uśmiechnął się i zaczął kasować produkt.
- Dzień dobry - mruknęłam.
   Wpatrywałam się w swoje paznokcie, czując na sobie jego spojrzenie. Uniosłam głowę. Mogłam zobaczyć, jak gapił się na mnie wygłodniałym wzrokiem przygryzając dolną wargę. Chrząknęłam.
- 400$ - oblizał usta.
   Zapłaciłam mu gotówką, na co wydał mi paragon. Podając mi papierek wraz z resztą pieniędzy, na ułamek sekundy złapał moją rękę. Zmarszczyłam brwi i zmrosiłam chłopaka wzrokiem. Co za dziwny człowiek.
- Dlaczego tak dziwnie na mnie patrzysz, kochanie?
   Skrzywiłam się na słowa bruneta.
- Nie mów tak do mnie - warknęłam chowając pieniądze.
   Pośpiesznie wpakowałam siatkę do torebki i odeszłam szybkim krokiem. Przy wyjściu usłyszałam jego śmiech:
- Chciałbym cię kiedyś zobaczyć w tej seksownej bieliźnie, kochanie!
   Zatrzymałam się, odwróciłam w jego stronę i z uśmiechem pokazałam środkowego palca chłopakowi za ladą. Lekko zdziwiony uniósł brwi. Nie zwracając już na niego uwagi opuściłam sklep. Teraz tylko musiałam kupić jakiś ładny papier, by móc zapakować pudełko z bielizną CK dla przyjaciółki. Wiedziałam, że lubi zielony kolor, więc właśnie taki wybrałam w sklepie papierniczym, który znajdował się obok.
   Nie musiałam długo szukać chłopców, bo właśnie szli w moją stronę, jedząc lody. Fredo wręczył mi loda miętowowego z posypką czekoladową, choć go o to nie prosiłam.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Wiedziałeś, że to mój ulubiony smak czy zgadywałeś?
- Wiedziałem, przecież jadłaś takiego samego, kiedy byliśmy z chłopakami w mieście, umm... kilka miesięcy temu.
- No właśnie, kilka miesięcy temu - prychnęłam i złapałam Jaxona za rękę. - Dziwię się, że zapamiętałeś. Wow.
   Fredo rozbawiony wzruszył tylko ramionami. Wyszliśmy z galerii i skierowaliśmy się do samochodu.
- Co jej kupiłaś? - zapytał Flores.
- Bieliznę Calvina Kleina - odpowiedziałam. - Podobno jest bardzo wygodna. Może później sobie też kupię. Dzisiaj nie miałam głowy na to.
   Byłam zmęczona zakupami. Nigdy jakoś za nimi nie przepadałam. Dziewczyny zazwyczaj to lubią, ale ja... nie bardzo.

* * *

Lubię ich razem. Fredo i Ari to świetne połączenie według mnie. Może coś z tego będzie. 👫





Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!