59

6.5K 480 144

   Po szczerej rozmowie z przyjaciółką odetchnęłam z ulgą. Mogłam żyć spokojnie, bo wiedziałam, że między nami wszystko było dobrze. Jedyne, czego mi brakowało to rozmowy z chłopakami. Za nimi też strasznie tęskniłam, ale Cassie obiecała opowiedzieć im o naszym spotkaniu i wyjaśnić wszystkie sprawy. 

   Zauważyłam, że Cassidy lubiła mówić o Chrisie. Ba, uwielbiała to. Sposób w jaki się uśmiechała przy wymawianiu jego imienia lub opisywaniu jego zachowania był uroczy. Ona cała była urocza. Rumieniła się i zawstydzała nawet przy mnie. Pierwszy raz widziałam, żeby była tak zakochana w chłopaku. Cieszyłam się jej szczęściem, ale czasem nawet jeśli nie chciałam, myślami wracałam do przeszłości i moich napiętych stosunków z nim. Owszem, Beadles zmienił się przez trzy następne lata nie do poznania i od tamtego czasu ani razu nie pokłóciliśmy się tak bardzo jak kiedyś, nie wyzwał mnie i nie próbował uderzyć. Nawet nie krzyczał. Momentami zastanawiałam się, czy on cały przeszedł taką metamorfozę i dorósł emocjonalnie, czy chciał polepszyć nasze relacje. Po prostu martwiłam się, czy nie skrzywi mojej przyjaciółki. To nie to, że mu nie ufam, miałam chwilę wahania. Nie powiedziałam o tym Cassie, bo nie chciałam, żeby się na mnie wkurzyła, zestresowała lub przestraszyła. Nie wiedziałam, jak zareaguje, więc nie odezwałam się na ten temat ani słowem. Tak było lepiej. Dopiero co odnowiłyśmy kontakt ze sobą, więc gdybym to wszystko zepsuła, nie wybaczyłabym sobie tego. 

   Zeszłyśmy razem na dół do salonu, po drodze rozmawiając o głupotach. Blondynka zatrzymała się w progu, a ja wpadłam na nią. Zdziwiona zajrzałam przez jej ramię. Przy stole siedzieli nie tylko nasi chłopcy, ale i kilku nowych, których obie nie znałyśmy. Trzech mężczyzn (chłopcy do nich dołączyli) przekręcili swoje głowy w naszą stronę wywiercając wzrokiem wypalając dziurę w skórze. Cała trójka wyglądała niezbyt przyjaźnie. Jeden miał na swojej łysej głowie tatuaż, ale nie wiedziałam, co to było, jakieś znaczki, których znaczenia nie znałam. Drugi nosił czerwone soczewki, a trzeci... był zwykły bez znaków szczególnych. Podsumowując: wyglądali groźnie.  Cass złapała mnie mocno za dłoń. 

- Nie wspominaliście, że macie tutaj takie piękne kobiety - odezwał się facet z tatuażem, po czym wstał z miejsca i podszedł do nas powoli. 

   Moja przyjaciółka cofnęła się o krok, wchodząc mi na stopę, przez co się skrzywiłam. Złapałam ją w pasie, by poczuła, że nie dam jej skrzywdzić. Przesunęłam ją i stanęłam przed nią. 

- Witam piękne panie - podał mi swoją dłoń. - Jestem Joshua. 

   Ukradkiem zerknęłam przez jego ramię na Ryana, który schował twarz w dłonie. Fredo wyglądał na zniesmaczonego, a Chris otwierał usta. Mina Chaza wyrażała lekkie przerażenie. Nie zauważyłam tam Justina. Wyciągnęłam przed siebie drżącą dłoń, a on złapał ją, nachylił się i pocałował moje kostki. Przełknęłam ślinę. Patrzyłam na niego nieufnie, natomiast on gapił się na mnie z pożądaniem. 

- Przestawicie mi się? - jego ręka zbliżyła się do mojej twarzy, ale odsunęłam głowę. 

   Niezadowolony spuścił rękę. 

- Ariana - powiedziałam oschle. 

- Cassie - szepnęła moja przyjaciółka. 

- Och, Cassie - uśmiechnął się. - Nie chowaj się, kochanie, nie zrobię ci krzywdy. 

   Nie zareagowała na jego słowa. Nie ruszyła się z miejsca. Nie chciałam by patrzył na mnie swoim wygłodniałym wzrokiem, więc spuściłam głowę. Lustrował nas obie wzrokiem. Musiałam to przeczekać. 

- Chłopcy, jesteście szczęściarzami, że możecie przebywać w towarzystwie tych cudownych istot, kiedy tylko chcecie. Na pewno nie będziecie chcieli... dobić targu? 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!