51

5.9K 513 137

   Poczułam, jak ktoś mną potrząsa. Podniosłam powieki i zobaczyłam przed sobą zmartwionego Justina. Zorientowałam się, że byłam cała spocona, zapłakana i... naga. Leżałam przykryta kołdrą w sypialni. Wiesz, co to oznaczało? Że to był sen. Nic takiego się nie wydarzyło. Justin nie pobił mnie i nie chciał porzucić. Był przy mnie i wpatrywał się we mnie niespokojny.

- Ari, dobrze się czujesz? - spytał głaszcząc mnie po policzku. - Spałaś jakieś półtorej godziny. Śnił ci się koszmar?

   Pokiwałam głową. Łzy zebrały się w moich oczach. Justin wziął moją twarz w dłonie.

- Skarbie nie płacz. Nic z twojego koszmaru nie jest prawdą. To się nie wydarzyło.

   Po moich policzkach spływały łzy. Nie mogłam tego opanować.

- Ari - zaczął je wycierać. - Jesteś tutaj bezpieczna, nikt nie zrobi ci krzywdy, słyszysz? Spójrz na mnie.

Naszła mnie myśl, że byłoby lepiej, gdybym mu powiedziała o ciąży. Śnił mi się ten koszmar, bo czułam okropne wyrzuty sumienia. Okłamywałam go, a on na to nie zasłużył. Starał się być dla mnie dobry. Nie doceniałam tego.

- Kocham cię, Justin - powiedziałam przez łzy.

   Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. Pocałował mnie w czoło.

- Wiem, maleńka. Ja też bardzo mocno cię kocham. Nie zapominaj o tym nigdy.

   Wtuliłam twarz w jego tors. Potrzebowałam tego. Żeby mnie przytulił i powiedział, że mnie kocha.

- Obiecaj, że mnie nigdy nie zostawisz - załkałam. - Nawet jeśli będziesz zły na mnie.

- Obiecuję, Baby girl.

   Mogłam się uśmiechnąć. Miałam powody. On był tym powodem.

- Nie płacz już, kochanie - wyszeptał całując mnie w skroń. - Nie masz się czego bać, nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.

   Uspokoiłam się. Przestałam płakać. Głaskał mnie po głowie, bawił się moimi włosami i nucił nieznane mi melodie. Westchnęłam bawiąc się jego nieśmiertelnikiem.

- Jesteś głodna? Zrobiłem obiad.

   Odsunęłam się od niego by spojrzeć mu w oczy. Nie dowierzałam. Zrobił obiad. Poważnie.

- Co? - uśmiechnął się.

- Dziękuję - pocałowałam go w policzek i sięgnęłam po majtki.

   Ubrałam bieliznę i wyszłam z łóżka. Justin zagwizdał. Zmroziłam go wzrokiem. Leżał rozłożony na łóżku z rękoma pod głową. Szukałam swoich spodni po całym pokoju.

- Justin, gdzie są moje spodnie? - spytałam rozglądając się.

- Nie wiem, ale mam nadzieję, że nie znajdziesz ich szybko. Wolę jak jesteś w samych majtkach i staniku.

   Przewróciłam oczami, na co się zaśmiał.

- No dobra, wiem gdzie są twoje spodnie - westchnął. - Ale ci nie powiem.

- Justin - jęknęłam zirytowana - to nie jest zabawne.

- Jest! - zachichotał.

   Boże, jego chichot sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęłam. Jak ktoś mógł być tak idealnym?

- Widzisz? Sama się śmiejesz!

- Przestań! Mówię poważnie, gdzie one są, Justin?

   Uśmiechał się jak idiota. Musiał zagryźć pięść, żeby się nie roześmiać. Sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam nią w niego. Złapał ją zręcznie i odłożył.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!