08

9.3K 609 46

Cassie: Jesteśmy w drodzeee, aaa nie mogę się doczekać, żeby cię zobaczyć!
Cassie: Stęskniłam się, OMG.
Cassie: CVZSFZXZSFXNG
Ja: Xsxjcsbxgbsbs!

   Zaśmiałam się pod nosem. Tak, "xsjcrncdnd" to zdecydowanie nasz język. Zablokowałam ekran telefonu i pobiegłam na górę. Justin siedział w pokoju z Jaxonem, bawili się samochodzikami.
- Jay?
- Tak, skarbie? - podniósł głowę.
- Są w drodze.
   Mężczyzna wyraźnie się spiął. Westchnął i usiadł na łóżku. Zajęłam miejsce obok niego i ułożyłam ręke na jego plecach.
- Wszystko w porządku?
- Nie - mruknął. - Nie chcę, żeby tu przyjeżdżali.
   Pogłaskałam go po plecach.
- Po prostu bądź miły i ignoruj zaczepki. Oni nie są źli, Justin.
- Już to widzę - zaśmiał się kpiąco - ja się do nich uśmiecham jak idiota, a Harry rzuca się na mnie z toporkiem mówiąc, że jestem kryminalistą, więc obetnie mi jaja.
- Harry też potrafi być nerwowy. Louis jest bardzo spokojny, więc jest duża szansa, że się dogadacie, ale - chrząknęłam - jest gejem.
- Jest co? - prychnął rozbawiony.
- Jest gejem.
- Louis jest gejem?
- Tak. Od roku. Ma chłopaka.
- O kurwa - uniósł brwi.
- Nie obrażaj go przez to, jasne? Każdy ma prawo do szczęścia. Miłość to miłość.
- Luz - westchnął. - Spróbuję go tolerować. Może mi nie wyjść, bo nie lubię gejów.
- On będzie miły dla ciebie, a ty dla niego. I na odwrót.
- Czaję.
- I... Justin, proszę cię, zostań sobą, ok? Nie daj gniewu przejąć kontroli. Dla mnie.
- Dla ciebie wszystko.
   Spojrzał na mnie z miłością. Kąciki moich ust uniosły się delikatnie ku górze. Przysunęłam się do niego, by dać mu buziaka. To miało być proste cmoknięcie, ale on złapał mnie za tył głowy i pogłębił pocałunek. Wplótł palce w moje włosy, a ja przeniosłam dłoń na jego policzek.
- Fuj, co wy robicie?
   Natychmiast odskoczyłam od mężczyzny. Położyłam dłoń na sercu i szybko oblałam się rumieńcem. Boże, to było tak żenujące. Zupełnie zapomniałam, że nasz synek był z nami w pokoju. Wpadka.
- Dajemy sobie buzi, Jaxon. Tak robią ludzie, którzy się kochają - powiedział Justin.
- Czy to boli?
- Nie, to sprawia przyjemność, ale ty jesteś na to za malutki.
- A kiedy będę wystarczająco duży?
- Jaxon, pogadamy o tym jak podrośniesz.
- Muszę czekać na to tak dłuuuugo - jęknął.
- Doczekasz się - upewniłam go. - Przyjdzie ciocia Cass i wujkowie.
- Wujek Harry i wujek Louis?
- Tak, kochanie. Zostaniesz w pokoju, dobrze? - pokiwał głową.
   Pocałowałam synka w czoło i zeszłam na dół słysząc dzwonek do drzwi. Nigdy nie denerwowałam się na spotkanie z przyjaciółmi, ale to co innego, kiedy trzeba ich przekonać do kogoś, kogo nienawidzą. Z szybko bijącym sercem otworzyłam drzwi. Nie zdążyłam się przywitać z nimi, bo Cass od razu rzuciła mi się na szyję, całując moje policzki.
- Boże, jak się za tobą stęskniłam ty głupia suko! - pisnęła.
- Cześć, staraaa - Louis przyciągnął mnie do siebie.
- Cze... Lou, nowa fryzura? - uniosłam brwi.
   Miał włosy obcięte z boku, a resztę postawione do góry na żel. - Nowiuteńka. Jak wyglądam?
- Superaśnie - prychnęłam.
- Ty też całkiem spoko - machnął na mnie ręką. - Przynieśliśmy procentyyyy!
- Co? Louis! Jaxon jest w domu!
- Jaxon szybko pójdzie spać - wzruszył ramionami i przeszedł do salonu w ręce trzymając siatkę z piwami.
   Harry wygrzebał z bagażnika dwie reklamówki. W jednej były alkohole, a w drugiej ciastka, chipsy i napoje.
- Witaj, ślicznotko - pocałował mnie w policzek. - Zapowiada się imprezka.
   Ściągnął buty i udał się do kuchni, gdzie Cass czekała na niego, by rozpakować siatki. Loczek miał włosy spięte w koczka. A szkoda, bo lubiłam zaplatać mu warkoczyki.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi, co planujecie? - zbeształam ich. - Zrobiłabym zakupy, lepiej bym się ubrała.
- Wyglądasz dobrze - powiedział Louis wchodząc do kuchni.
- Bardzo dobrze - zgodził się Harry.
- Seksowna mamuśka - Cassie poruszyła brwiami.
- Jesteście nienormalni, myślałam, że to będzie zwykła kawa.
- Tak, ale pomyśleliśmy, że nie wiadomo, kiedy znów będziemy mogli zobaczyć się w całym składzie. No wiesz, każdy z nas chodzi do pracy.
- A więc niespodzianka, imprezka! - klasnął w dłonie Louis.
   Jak zwykle miał dobry humor.
   Cass wzięła się razem ze mną za rozpakowywanie ciastek i chipsów. Faceci zanieśli napoje do salonu. Cały czas trzęsły mi się dłonie i poraz drugi prawie zbiłam jedną z misek na chipsy. Widziałam, że moja przyjaciółka mi się przyglądała.
- Ari, wszystko gra? Trzęsiesz się. Denerwujesz się czymś?
   Westchnęłam.
- Tak, ale porozmawiamy o tym jak skończymy, ok?
- Ok, to coś strasznego?
- Umm, nie wiem, czy tak to mogę określić.
- Jestem lekko podenerwowana. Błagam powiedz, że nie jesteś śmiertelnie chora czy coś!
- Spokojnie, Cass - zaśmiałam się nerwowo. - Jestem zdrowa.
- Uff - odetchnęła z ulgą. - To jakaś nowina? Dobra? Zła?
- Dowiesz się tego za chwilę, Cass. I mówiłam ci, nie wiem jak określić tę sytuację. Dla mnie jest w pewien sposób dobra, nie wiem jak wy to odbierzecie.
- Ok.
   Zanieśliśmy jedzenie do salonu. Louis i Harry byli tak zajęci rozmową, że nie zauważyli, kiedy weszłyśmy. Cass podała mi piwo. Otworzyłam je otwieraczem i nalałam sobie do szklanki. Dłonie wciąż strasznie mi drżały.
- Masz Parkinsona? - spytał Harry z uśmiechem.
- Moja babcia ma - przyjaciel zmroził go wzrokiem.
- Och, przepraszam, stary - poklepał go po ramieniu.
- Nie rób sobie żartów z takich chorób - burknął Lou.
- No przepraszam, nie gniewaj się.
- Wybaczam ci.
- Dzięki, ale jesteś łaskawy.
   Wzięłam łyk piwa. Orzeźwienie uderzyło w moje ciało.
- Słuchajcie, dupki - Cass syknęła przerywając ich rozmowę. - Ari chce nam coś powiedzieć.
   Wszyscy skupili na mnie swoją uwagę. Poczułam, że robi mi się gorąco. Nie przepadałam za byciem w centrum uwagi. A właśnie w tamtej chwili był taki moment - kiedy trzy pary oczu wlepiły we mnie wzrok.
   Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chyba zapomniałam języka w buzi. Ilekroć próbowałam coś z siebie wydobyć, brzmiało to mniej więcej jak "j-ja... chcia-a... łam umm... ". Zwykłe mruczenie pod nosem będące nie do zrozumienia. Katastrofa.
   Nerwowo bawiłam się palcami. Wzięłam głęboki wdech.
   Co mam powiedzieć?
   Co mam zrobić?
   Kurwa.
   Głęboki wdech i wydech drugi raz. Oblizałam usta.
- Chciałabym tylko powiedzieć, że... ciężko jest walczyć z uczuciami. Proszę was tylko o spokój i zrozumienie.
   Gapili się na mnie zdziwieni. Wzięłam łyk piwa, odstawiłam je i wstałam. Poszłam na górę, zostawiając ich w lekkim szoku. Po drodze słyszałam jeszcze ich szeptanie między sobą.
   Weszłam do pokoju Jaxona. Justin i mały chłopiec rysowali przy biurku. Przysięgam, widok Justina z Jaxonem zawsze mnie poruszał. On tak bardzo się starał.
   Połaskotałam obu chłopców po karku. Jaxon poruszył się niespokojnie na kolanach taty, który tylko spojrzał na mnie przez ramię. Uśmiechnął się i ułożył usta w "dzióbek". Pocałowałam go krótko.
- Chodź ze mną - szepnęłam.
- Pójdę z tobą wszędzie - odszepnął. - Gdzie tylko zechcesz.
   Powiedział coś synkowi na ucho, cmoknął w policzek i ściągnął z kolan. Mały wdrapał się na krzesło, gdy mężczyzna z niego wstał.
- Co obiecałeś mu tym razem? - prychnęłam cicho.
- Powiedziałem mu, że go kocham - powiedział mi na ucho.
   O Boże, moje serce.
- Ale nie bądź zazdrosna, ciebie też bardzo kocham - dodał po chwili.
   Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Złapałam go za rękę splatając nasze palce ze sobą. Jego duża dłoń tak bardzo pasowała do mojej małej.
- Postaraj się - ścisnęłam ją.
- Teraz uwaga, będę frajerem - zakpił.
- Justin - westchnęłam. - Nie daj się sprowokować. Odpuszczą, jeśli zobaczą, że cię to nie rusza.
   Pociągnęłam go za rękę. Moje serce biło tak szybko, jakby miało wyskoczyć mi z klatki piersiowej. Wolnym krokiem schodziliśmy ze schodów. Ponownie ścisnęłam jego dłoń. W końcu weszliśmy do salonu.
   Trzy głowy obróciły się w naszą stronę. Cassidy otworzyła usta, Louis uniósł brwi, a Harry zacisnął szczękę. Spojrzałam na Justina. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Loczek mu przerwał.
- Ari, co ten chuj tutaj robi?!
- Harry - Cass pociągnęła go za rąbek koszulki. - Usiądź!
- Zostaw mnie - syknął do niej, a potem zwrócił się do mnie. - Nie wierzę, że go tutaj przyprowadziłaś! On... on cały czas był w tym domu!
- Byłem - zgodził się spokojnie Justin. - I nie sprawiałem ci problemu, więc w czym teraz przeszkadzam?
   Harry zaśmiał się, choć nie był rozbawiony. To brzmiało strasznie. Miałam ciarki.
- Życiem, koleś - zakpił. - Tacy ludzie jak powinni gnić w piekle!
- Harry! - pisnęłam.
- Wybacz, Ari - zabrał swój telefon ze stołu. - Kocham cię jak siostrę, dobrze tym wiesz, ale nie mam zamiaru siedzieć tutaj w towarzystwie mordercy.
   Podszedł do mnie i pocałował mój policzek.
- Uważaj na siebie. A wy - zwrócił się do Louisa i Cass - jedziecie czy zostajecie?
   Dwójka spojrzała po sobie. Żadne z nich się nie odezwało.
- Spoko - warknął. - Rozumiem. Wracacie do domu sami. Cześć.
   Wyszedł trzaskając drzwiami, a wiatr musnął moją twarz, rozwiewając włosy. Justin je przygładził. Posłałam mu uśmiech. Louis chrząknął.
- Lubisz piwo malinowe? - spytał Justina.
- Lubię - mruknął i wziął od niego butelkę. - Dzięki.
- Louis! - syknęła Cass.
- No co? - szepnął.
   Justin usiadł obok Louisa, który podał mu otwieracz do piwa. Ja siedziałam przy Cassie naprzeciwko ich.
- M-masz przy sobie... broń? - wymamrotał cicho.
   Mężczyzna spojrzał na mnie unosząc brwi. A więc nie tylko mnie rozbawiło pytanie Louisa.
- A co? - prychnął Jay.
- Nic, tak tylko pytam.
- Nie mam broni przy sobie - wzruszył ramionami. - Żałuję, przydałaby się na Harry'ego.
   Cassie ścisnęła moją dłoń, a chłopak spojrzał na Justina ze strachem.
- Justin - warknęłam.
- Tylko żartowałem.
   Napił się piwa i spojrzał na Cass, która dygotała ze strachu. Wbiła mi paznokcie w rękę.
- Cass - szepnęłam. - To boli.
- O mój Boże - oderwała się ode mnie. - Przepraszam, Ari.
- Cassie, wszystko ok? - spytał Louis.
- Tak - westchnęła. - Możesz pójść ze mną do łazienki?
- Jasne - mruknęłam.

* * *
OMG, Obsession ma 100 tyś wyświetleń! Dziękuję! 🔥
  

* * * OMG, Obsession ma 100 tyś wyświetleń! Dziękuję! 🔥  

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

  





Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!