44

5.9K 518 34

- Co ty robisz? - rozległ się jego cichy, zaspany głos.

   Zmieszana przerzuciłam wzrok z jego twarzy na zewnątrz. Przycinęłam drobne ciałko synka do piersi.

- Wychodzę - oświadczyłam lodowatym tonem, próbując brzmieć pewnie.

   Justin przetarł twarz ręką i zaśmiał się cicho.

- Co robisz?

- Wychodzę. Jesteś głuchy?

   Zrobił krok do przodu, a ja natychmiast się cofnęłam. Jaxon poruszył się i westchnął przez sen. Pocałowałam go w głowę.

- Daj spokój, Ari. Jest późno. Wracaj spać.

- Sam sobie wracaj - warknęłam.

- Cholera, dziewczyno, mówię poważnie. Zanieś Jaxona na górę i wracaj do siebie.

- Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać? - prychnęłam i usiadłam na parapecie, gotowa przejść na drugą stronę.

- Cóż... Justinem Bieberem? - bąknął z sarkazmem.

- Więc musisz wiedzieć, Justinie Bieberze... że możesz mi naskoczyć.

   Przewrócił oczami.

- Udam, że tego nie słyszałem, bo nie chcę się zdenerwować, to nie jest dobra pora. Robię się coraz bardziej niecierpliwy, ponieważ ty wciąż nie jesteś w swoim pokoju.

   Zaśmiałabym się, ale nie chciałam obudzić Jaxona.

- Nie jesteś moim ojcem.

- Ale Jaxona tak. Zrób to, o co proszę chociaż ze względu na niego. Jest zmęczony, psujesz mu sen. Wolałby leżeć w swoim łóżku.

- Wolałby być w swoim domu.

- Nieważne. Nie wiemy, gdzie wolałby być, ale wiemy, że potrzebuje spokojnego snu. Zapewnij mu to i zanieść go do łóżka, albo ja to zrobię. Ale wtedy się bardzo wkurzę.

   Parsknęłam i przełożyłam drugą nogę. Ześlizgnęłam się powoli na trawę. Moją twarz musnął chłodny wiaterek. Rozejrzałam się i zauważyłam bramę. Skierowałam swój szybki chód w tamtą stronę. Zorientowałam się, że nie miałam torby przy sobie. Przeklęłam bezgłośnie i szarpnęłam za  klamkę bramy. Zamknięta. Czy to żart? Czemu nic nie może iść tak, jakbym chciała? Los stawiał mi w kółko kłody pod nogi. To irytujące. Zastanawiałam się nad przejściem przez płot, ale był za duży, a poza tym na samej górze był podłączony do prądu.

   Chciałam iść szukać innego wyjścia z tego miejsca, kiedy poczułam, że Jaxon wyślizguje z moich rąk. Podniosłam głowę i zauważyłam twarz Justina. Zabrał go ode mnie. Wyciągnęłam ręce w jego stronę. Mężczyzna szarpnął mnie za łokieć i pociągnął do domu. W drodze wyrywałam mu się. 

- Puść mnie! - syknęłam.

- Ciszej - skarcił mnie surowym tonem.

   Doszliśmy do środka. Brązowooki zamknął drzwi na trzy spusty. Klucz schował do kieszeni dresów. Złapał mnie za nadgarstek, więc powłuczyłam się za nim schodami na górę. Patrzyłam, jak kładł moje maleństwo do łóżka. Chciałam je stamtąd zabrać. Kusiło mnie. Wyszedł z pokoju i popchnął mnie do sypialni. Zamknął za sobą drzwi.

- Co ty wyprawiasz? - warknął.

   Wyraz twarzy mężczyzny znaczył o wysokim stopniu jego zdenerwowania. Zaciskał pięści. Miałam ciarki.

- Próbowałam się stąd wynieść, gdybyś się jeszcze nie domyślił.

- Dobrze, ale dlaczego?

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!