73

5K 452 115

 - Nie skrzywdzę cię, obiecuję - szepnął głaszcząc mnie po ręce. - Wiem, że to trudne, ale musisz mi zaufać. Popatrz na mnie, Ari.

Podniosłam głowę i zobaczyłam jego czerwone, podpuchnięte od płaczu oczy. Wziął moją twarz w dłonie.

- Przysięgam na swoje życie, że nikt więcej nie dotknie, rozumiesz? Nie pozwolę, by ktokolwiek położył na tobie swoje ręce bez twojej zgody. Przysięgam, baby girl.

   Moje dłonie zacisnęły się na uchwycie pistoletu. Kurczowo trzymałam go w drżącej dłoni, wymierzając lufę w potylicę łysola. Przeniosłam palec wskazujący na spust. Wystarczyło, żebym go nacisnęła i byłoby już po wszystkim. Miałabym już to z głowy i nie musiałabym się o nic martwić. Powstrzymywało mnie to, że nigdy nie strzelałam do człowieka. W ogóle nie strzelałam z pistoletu, kompletnie się na tym nie znałam. Bałam się. Kto by się nie bał?

   Rusz palcem, to tak nie wiele, a uchroni cię przed śmiercią. 

   On ma rodzinę. 

   Przyszedł tutaj, by cię porwać, to wróg! 

   Pod koniec dnia przestaje być gangsterem i wraca do najbliższych, tak samo jak Justin. 

   Naciśnij ten pierdolony spust, zanim on zrobi to pierwszy.

   Nawet nie zauważyłam, kiedy przestał wpatrywać się w obraz martwej natury przed sobą. Odepchnęłam na bok myśl o tym, że jak normalny człowiek oprócz brudnej roboty może mieć jakieś pasje i zainteresowania (intensywnie przyglądał się dziełu oprawionymi w białą, drewnianą ramę). Jego wzrok utkwiony był we mnie. Z kieszeni powoli wysuwał broń, myśląc, że skoro patrzę mu prosto w oczy, to tego nie widzę. 

   Suprise, dziwko. Ja widzę każdy twój ruch.

   Nim zdołałam cokolwiek zrobić, on już celował we mnie. Zacisnął szczękę powoli się zbliżając. Z każdym jego krokiem cofałam się. W końcu moje plecy zetknęły się ze ścianą. Nie będę ukrywała - nie chciałam nikogo zabijać, bo to nie ludzkie, jednakże sytuacja mnie do tego zmusiła. 

- Odłóż broń - nakazał grubym, surowym głosem. 

   Nie zareagowałam na jego rozkaz. Nie był moim szefem, by mówić mi, co mam robić. W zasadzie to nikim dla mnie nie był. To, że myślał, iż mogłabym go posłuchać, rozbawiło mnie. Powstrzymanie się od prychnięcia w tamtej chwili było niemożliwe.

- Nie zawaham się do ciebie strzelić! - warknął. 

   Uśmiechnęłam się. Dotarło do mnie, że to niemal niemożliwe, bym uszła z tego cało, bym uciekła. Zrozumiałam, że prawdopodobnie i tak zginę. Ale lepiej zginąć walcząc, niż się po prostu poddać. Dlatego próbowałam. Bo co miałam do stracenia?

- Ja również - wyszeptałam i pociągnęłam za spust. 

   W ułamku sekundy nabój przeleciał przez jego głowę. Trafiłam w sam środek czoła. Jak to zrobiłam? Nie mam zielonego pojęcia, to na zawsze pozostanie zagadką mojego życia. Nie przemyślałam tego, po prostu strzeliłam i tyle. To było zwykłe (nie)szczęście. 

   Krew mężczyzny znajdowała się dosłownie wszędzie: na ścianach, na podłodze, na meblach, na obrazie, w który tak intensywnie się wpatrywał, na nim, a także na mnie. Oddychałam głośno, próbując opanować drżenie ciała. Szok ogarnął mnie od stóp do głowy. Stałam w miejscu jak słup soli, nie mogąc się ruszyć. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Moje oczy były szeroko otwarte, a usta lekko rozchylone.

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!