63

6K 445 94

   Po powrocie do domu rozpakowałam zakupy i schowałam je do swojej szafki. Bieliznę wcisnęłam na samo dno szuflady. Mało brakowało, aby ją zauważył. Dosłownie parę sekund później wszedł do sypialni. Jego wzrok padł na puste torby. Uniósł brew i uśmiechnął się. 

- Wiesz, że prędzej czy później dowiem się, co kupiłaś, prawda? - podszedł do mnie i pocałował w nos. 

- Sama ci pokażę. 

- Nie mogę się doczekać - objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. 

   Zarzuciłam ręce na jego szyję, opuszkami palców gładząc kark mężczyzny. Wtuliłam się w tors ukochanego i westchnęłam. Mogłabym zasnąć w jego ramionach. Zaciągnęłam się zapachem należącym do niego. Najpiękniejsza woń jaką kiedykolwiek czułam. Serio. Wszystko byłoby w porządku, między nami byłoby idealnie, gdyby nie to, że coś było nie tak. Znowu. Zesztywniał i puścił mnie. Zdziwiona podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Jego szczęka była zaciśnięta. To był charakterystyczny znak jego wkurzenia, po nim mogłam poznać, że nie jest dobrze. Wpatrywał się w jeden punkt. 

- C-coś nie tak, Jay? 

   Wyminął mnie, trącając swoim ramieniem. Wziął z komody kubek po kawie i obrócił w dłoniach. W oczy rzuciły mi się czarne, koślawe litery tuż obok nazwy kawiarni. Pismo z pewnością należało do Iana. Przyjrzałam się temu, co tam nabazgrał - Zadzwoń, jeśli będziesz miała czas i chęci, to mój numer, ślicznotko ;) Spojrzał najpierw na plastikowy kubek, a później na mnie. Jak mogłam tego nie zauważyć? Albo jak mogłam być taka głupia i nie wyrzucić tego śmiecia do kosza od razu po wypiciu? Mentalnie dałam sobie liścia w twarz. Justin zgniótł plastik w dłoni i rzucił mi pod nogi. Wyszedł trzaskając drzwiami. Nie mogłam uwierzyć, że jakiś gówniany śmieć zepsuł moje relacje z Justinem. To był pieprzony kubek. Kopnęłam plastik i wyszłam za mężczyzną. Zbiegłam po schodach i zauważyłam, że Bieber ubierał buty. 

- Gdzie idziesz? - zapytałam marszcząc brwi. 

- Ten skurwiel chyba nie wie z kim zadarł - warknął. 

- Jay, daj spokój - westchnęłam.

- Jakiś frajer próbuje mi cię zabrać, a ja mam odpuścić? Chyba żartujesz. 

   Wstał i sięgał po kurtkę, ale podbiegłam do niego i mu ją zabrałam. 

- Co ty, kurwa, robisz? 

- Nigdzie nie pojedziesz - powiedziałam spokojnie. 

- Nie będziesz mi mówiła, co mam robić! - prychnął. - Masz pięć sekund, żeby mi oddać tą pierdoloną kurtkę, albo sam ją sobie wezmę. 

- Justin, odpuść - powiedziałam spokojnie. 

- Czy ty wciąż mówisz mi, co mam robić czy się przesłyszałem? - syknął. 

   Nie miałam zamiaru go denerwować, ani prowokować, więc mówiłam spokojnym głosem. Kłótnia zrujnowałaby to, co budowaliśmy. Zrujnowałaby nasz spokój. Nie mogłam na to pozwolić.

- Przestań zachowywać się, jakbyś był nie wiadomo kim i chociaż raz zrób to, o co cię proszę. To, że tam pojedziesz i obijesz mu mordę, nic ci nie da. Narobisz sobie niepotrzebnych kłopotów. Odpuść, Justin, proszę. On nie jest tego wart. 

   Zrezygnowany oparł się o ścianę i zsunął buty ze stóp. Uśmiechnęłam się pod nosem i zawiesiłam jego kurtkę na wieszaku. Podeszłam do niego by pocałować go w usta. 

- Dziękuję - szepnęłam. 

- Obiecaj, że do niego nie zadzwonisz - odszepnął patrząc na mnie ze smutkiem. 

Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!