43

6.1K 523 51

   Nie mogłam zasnąć. Ta noc była bezsenna. W pokoju nie znalazłam zegarka, ale na pewno było bardzo późno. Bezchmurne niebo doskonale podkreślało jasno świecący księżyc wśród gwiazd. Lubiłam ten widok. Był według mnie przepiękny i często nie potrafiłam oderwać oczu od nieba. Poświęcałam dużo czasu na wpatrywanie się nie i rozmyślanie. W tamtej chwili po zobaczebiu najjaśniejszej gwiazdy pomyślałam o Jaxonie. On był moją najjaśniejszą gwiazdą. Moim światłem w tunelu. Powodem, dla którego jeszcze żyłam. Jako matka musiałam zapewnić mu bezpieczeństwo. Nie tutaj był bezpieczny. Nie w miejscu, gdzie odbywały się poważne rozmowy na tematy gangów, gdzie pracował Justin. Nie pośród przestępców. Nie w towarzystwie ojca, który pilnie potrzebował leczenia, bo nie potrafił nad sobą zapanować. Ja mogłabym to znieść, ale dwulatek nie. Nie mógł patrzeć i słyszeć tego wszystkiego. To źle by na niego wpłynęło. Nie oszukujmy się, to źle uczyć dziecka takich rzeczy. Na kogo on by wyrósł gdyby był świadkiem tego całego gówna?

   Dom Justina nie będzie dla niego odpowiednim miejscem, dopóki Justin nie pójdzie na leczenie. Po terapii, mężczyzna będzie w pełni świadom wszystkiego co robi i mówi, będzie kontrolował emocje i swoje zachowanie, pomyślałam, wtedy jego dom będzie dobrym miejscem dla naszego syna.

   Nie możesz nazwać mnie niewdzięczną, bo będę Justinowi i chłopakom dozgonnie wdzięczna za to, że odbili mnie Lucasowi, za to, że znosili moje humorki i pomagali w każdym problemie, zaopiekowali się mną, gdy odchodziłam od zmysłów i oszalałam. Nie możesz też nazwać mnie głupią idiotką, przez pomysł, który właśnie wpadł mi do głowy, bo właśnie tak postąpiłaby każda matka. Każda chce dać swojemu dziecku jak najlepsze życie. Ja również. Musiałam zrealizować plan, który obmyśliłam: uciec. Jak nazwałbyś to, gdyby twój były partner, z którym masz dziecko odurzył cię i wywiózł daleko od domu? Ja nazwałabym to porwaniem. Ty pewnie też. Kiedy jest się porwanym (zabranym gdzieś bez twojej zgody) jest się przerażonym, a w głowie pojawia się mnóstwo pomysłów i planów ucieczki. To jest to, co było w mojej głowie. Ucieczka. Nie miałam zamiaru ranić Justina, gdyby nie Jaxon, zostałabym, bo zależy mi na leczeniu mężczyzny, ale nie wiedziałam, co wpadnie do głowy Bieberowi. Musiałam uchronić syna przed chorymi napadami jego ojca. To chyba oczywiste. Jeśli skrzywdziłby mnie, przeżyłabym to jakoś, ale przecież on potrafił być nieokiełznany, nie wybaczyłabym sobie, gdyby zrobił coś złego mojemu małemu aniołkowi.

   Zapaliłam lampkę na stoliku nocnym przy łóżku, zsunęłam kołdrę ze swojego ciała i wstałam. Wyszukałam w torbie ciepłe ubrania. Noc była za pewne chłodna, a ja musiałam się przygotować na to. Wyszłam z pokoju na skarpetkach, które swoją drogą źle dobrałam. Zaniosłam torbę pod drzwi i weszłam do salonu. Tam na stole leżał mój telefon. Bingo! Zabrałam go i odblokowałam ekran. Miałam mnóstwo nieodczytanych wiadomości.

Cassie: Ari, dlaczego nie odbierasz?

Louis: Stara, wszystko ok z tobą? Długo się nie widzieliśmy.

Louis: Ostatnio mocno nas zlewasz. Wszyscy się o ciebie martwimy.

Louis: Boże, co z tobą?

Harry: Hej, wpadliśmy do ciebie bo na prawdę długo nie dawałaś znaku życia, a nie zastaliśmy cię.

Harry: Gdzie jesteś?

Harry: Kurwa nawet u twoich rodziców byliśmy. Powiedzieli nam, że jesteś z Justinem. To prawda???

Harry: Dokąd on cię znowu zabrał? Napisz chociaż jebaną kropkę, żebyśmy się nie martwili czy ten zjeb nie zrobił ci krzywdy.

Harry: No kurwa mać.

Mama: Gdzie jesteś, kochanie? Cass i chłopcy cię szukali. Martwią się. Ja z resztą też.

Mama: Wszystko ok u ciebie?

   Wysłałam mamie wiadomość, że ja i Jaxon mamy się dobrze i nie musi się martwić.

Ja: Hej Cass, przekaż chłopakom, że u mnie wszystko gra, nie musicie się martwić.

Ja: Spotkamy się, gdy wrócę. Przepraszam, że was ignorowałam, głupio się zachowywałam. Kocham was.

   Zablokowałam ekran telefonu i wsunęłam urządzenie do kieszeni spodni. Po cichu udałam się na górę.
Weszłam do pokoju Jaxona. To, co zobaczyłam totalnie mnie zszokowało. Justin spał z Jaxonem, który wtulał się w ciało ojca. Zabranie go będzie ciężkim wyzwaniem, pomyślałam. Z całych sił starałam się stawiać kroki bezszelestnie. Nie mogłam sobie pozwolić na najmniejszy szmer. Zsunęłam powoli kołdrę z Jaxona i umieściłam dłonie na jego małych biodrach. Wzięłam go na ręce. Udało mi się. Okryłam kołdrą ciało śpiącego Justina. Modliłam się w myślach, żeby się nie obudził. Byłoby po mnie. Przycisnęłam Jaxona do siebie. Wyszłam z pomieszczenia na palcach.

- Mamusiu, dlaczego nie śpimy? - spytał chłopiec przecierając swoje oczy piąstką.

- Śpij, Jaxon - pocałowałam go w głowę i okryłam małym kocem, który wzięłam z salonu.

- Mamusiu - stęknął. - Gdzie jest tatuś.

- Tatuś śpi, ty też idź spać. Nic się nie dzieje, śpij - szepnęłam.

   Podniosłam z podłogi ciężką torbę i zarzuciłam ją sobie na ramię. Podeszłam do drzwi. Przekręciłam klucz w zamku i nacisnęłam na klamkę. Drzwi ani drgnęły. Przeklęłam w głowie. To było nie do uwierzenia. Klucz był już w drzwiach, ale nie dało się nim ich otworzyć? Spojrzałam niżej. No tak, jeszcze dwa spusty. Były dwa klucze. Żaden nie pasował. Denerwowałam się coraz bardziej. Z nerwów zaczęłam oba po kolei wpychać w zamek. Szarpałam kluczami w drzwiach, a one za Chiny nie chciały się otworzyć. Byłam sfrustrowana. Drżały mi dłonie. Zaczynały mnie boleć ręce.

- Kurwa - szepnęłam tak, by Jaxon nie usłyszał (sama ledwo usłyszałam).

   Byłam spocona. Stres przejął nade mną kontrolę. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Wyjść oknem? Szukać klucza? Wrócić do pokoju?

   Odstawiłam torbę na ziemię. Moje ramie było w niebie. Gdyby potrafiło mówić, podziękowałoby mi.

   Stanęłam jak słup soli, słysząc kroki na górze. Zacisnęłam szczękę i szybko sięgnęłam po torbę. Założyłam ją z powrotem na ramię (teraz ono by mnie posłało do piekła, bo jego odpoczynek nie trwał za długo) i weszłam do salonu. Kroki były coraz głośniejsze. Zbliżał się. Był już na schodach. Podbiegłam do okna. Miałam duże szczęście, ponieważ było ono ogromne. Otworzyłam je. Mogłam zmieścić się w nim bezproblemowo. Prawie to zrobiłam, prawie wyszłam na zewnątrz. Wtedy on wszedł do salonu.

* * *

Ari się włączył instynkt przetrwania i macierzyński, uda jej się uciec?


Fix me / jarianaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!