Mógłby mi chociaż pozwolić się ubrać. To nie. Zmarznie mi dupa — pomyślał, lecz raczej taka możliwość nie istniała, bo w rezydencji było ciepło.

Patyczaki szybko mu się znudziły. Przeszedł więc do kolejnej zabawy. W skojarzenia. Zaczął pisać: Wampir, krew, odbyt, ruchanie, penis, obciąganie.

Kurwa. Co ja piszę? Zepsuł mi mózg! Dobra! Skup się. Potrafisz w normalne skojarzenia.

Napisał: Mleko, biały, sperma, penis, klęczenie, obciąganie.

W dupę jeża! On mnie zepsuł! Nie do chuja wacława! Tak nie będzie!

Zaczął raz jeszcze, skupiając maksymalnie szare komórki, ściskając mocno długopis: Rezydencja, niewolnicy, wampir, dupek, nienawiść, seks.

Kurwa! Ja pierdolę! Dość tego! Nie bawię się w to! Ta gra jest pojebana!

Cisnął ze złością długopis na drugi koniec pomieszczenia, aż ten odbił się od ściany, brudząc ją delikatnie na niebiesko. A raczej nie ją, a jakiś obraz, który na niej wisiał. Piękna niebieska kropka odbiła się na czole jakiegoś półnagiego mężczyzny. Podszedł do obrazu.

Czy tu nie może być jednej rzeczy niezwiązanej z ruchaniem? Nawet na obrazach musi mieć niewyżyty skurwiel nagie ciała chłopców? Oblech...

Podniósł długopis i zmazał palcem niebieską kropkę. A tak mu się przynajmniej zdawało. Rozmazał ją. Potarł więc mocniej. Rozmazał jeszcze bardziej.

— A mam cię w dupie! I tak ten obraz jest ohydny!

Wrócił na krzesło, myśląc, że nie ma mowy, aby wysiedział tu do osiemnastej. Minęła raptem pewnie z godzina, a on już miał dość.

— Spokojnie. Coś zaraz wymyślisz. Wystarczy pomyśleć, a nie będziesz się nudził — mamrotał cicho pod nosem.

Nic ponad kartkę nie wymyślił. Nadal znajdowało się na niej sporo miejsca, więc postanowił wykorzystać ją całkowicie, nim zajmie się czymś innym.

Tylko co narysować?

Kółko. Coś wyglądającego jak nos. Drugie kółko.

— Mmm....penis. Jak kreatywnie. No brawo. Rozwijasz się — skomentował sarkastycznie swe własne dzieło. Namalował drugiego penisa. A potem trzeciego. Czwartego i jeszcze jednego. Dopiero gdy cała kartka pokryła się fajfusami, zaprzestał marnowania tuszu w długopisie. Na jedynym wolnym fragmencie napisał kilka przypadkowych liczb oscylujących w granicach trzydziestu tysięcy, że niby policzył ziarna.

Niespodziewanie ogarnęła go wściekłość.

Chcesz debilu, żebym liczył to gówno? Proszę bardzo, pokażę ci kutasie na ziarnku grochu, gdzie mam twoje rozkazy.

Podszedł do wiader, wyciągnął z bokserek męskość i nasikał do każdego z nich.

Ugotuj sobie zupkę pawiania dupo! Moczo-coś-tam albo inne siko-gówno!

Kopnął ze złości jedno wiadro. Przewróciło się. Zawartość wysypała do ponad połowy. I dobrze!

Spojrzał na to, co oprócz mieszanki ziaren się z niego wysypało.

Kutasy! Odcięte kutasy! Świr! Pomocy kurwa!

Cofnął się o kilka kroków. Co prawda określił wampira mianem kutasa na ziarnku grochu, ale teraz to określenie nabierało zupełnie innego wydźwięku.

Idę stąd! Pierdolę! Nie będę w jednym pokoju z odciętymi kutasami! Nie popierdoliło mnie jeszcze!

Kompletnie nie przejmując się konsekwencjami, opuścił owalne pomieszczenie. Nie myślał nad tym, ale było to najniższe piętro jednej z wież.

Ledwo oddalił się nieco od odciętych penisów, a natknął się na jakiegoś nieznanego mu niewolnika, który spojrzał na niego dziwnie. Nie skomentował tego w żaden sposób, tylko poszedł dalej, w swoją stronę.

Pewnie zaraz na mnie nakabluje, jak ten mały...

Nawet nie zdążył o nim pomyśleć, gdy właśnie na niego wpadł. Dosłownie. Nie zauważył go, jak ten z pietyzmem czyścił ramę jakiegoś obrazu, robiąc to tak delikatnie, jakby była z nie wiadomo czego.

— Kurwa! Mogłeś wydać jakiś dźwięk, a nie się tu czaisz! Co ty właściwie robisz?

Cisza.

— Aha. Czyli nie odzywasz się do mnie. No i bardzo dobrze. Ja też do ciebie nie zamierzam! — poinformował go ze złością i poszedł przed siebie. Natrafił na jakiś kameralny salonik z kominkiem. Podobało mu się tu. Na środku znajdowały się dwa wielkie skórzane fotele, a pomiędzy nimi stolik kawowy. Przysiadł na jednym z nich.

Podskoczył, gdy coś wbiło mu się w tyłek. Były to pazury kota, na którym usiadł. Sierściuch miał futro w kolorze tapicerki, więc w pierwszej chwili go nie zauważył. Wielkie tłuste kocisko prychnęło na niego złowrogo i zjeżyło sierść.

— No już ty mała cholero! Nie widziałem cię! Usiądę na drugim!

Usiadł na wolnym fotelu, upewniając się, że nie ma tam drugiego kota. Nie było.

— Jak się wabisz? Gruba świnia? Parchata ropucha? Mściwa pipa?

Kot spojrzał na niego z obrzydzeniem pomieszanym z politowaniem. Odwrócił się następnie i zwinąwszy w kłębek, zasnął.

— Leniwy sierściuch — skomentował i wstał, rozglądając się po ładnym saloniku.

Szczególnie zainteresowała go pewna witryna z przyciemnianymi szybami. Podszedł do niej i cofnął z obrzydzeniem. Stały w niej dziesiątki wielkich słojów z odciętymi częściami, jak się domyślał, ludzkiego ciała. Ledwo powstrzymał odruch wymiotny.

Nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na stojak z pogrzebaczami, robiąc krok w tył.

— Ała! — wydarł się i pomasował nogę. Stwierdził, że łażenie bez znajomości, co gdzie jest, nie było dobrym pomysłem. Jeszcze natknie się na jakąś kolekcję ludzkich szkieletów i się zesra ze strachu. Stwierdził, że pójdzie do kuchni do chłopaków. Drogę już znał.

To chyba rozsądne. Może w czymś im pomogę. To lepszy pomysł niż nic nierobienie i szwendanie się bez sensu.

Oczywiście ten pomysł nie był zbyt dobry, bo w kuchni nie zastał ani jednego niewolnika, a wampira, który popijał coś czerwonego z ozdobnej szklanki.

Slave Academy. Yaoi (18+)Where stories live. Discover now