— Oczywiście, Panie. Zrobię, co tylko rozkażesz, Panie. A czy mam także sprzątać jak dzisiaj, Panie?
— Głównie w waszym pokoju, łazience, mojej sypialni i biurze. Resztą niech zajmują się chwilowo inni niewolnicy. Dopóki tu są. Ty służysz bardziej do czegoś innego.
— Tak, Panie.
— Ja wychodzę do ogrodu. Idź się umyć. Jak chcesz, to możesz też teraz odpocząć.
— W jaki sposób, Panie?
— Nie wiem. Włącz sobie jakiś film albo poczytaj książkę.
— Bardzo dziękuję za twą łaskawość, mój Panie. Jeśli pozwolisz, to czy mógłbym ci towarzyszyć, gdy już się wykąpię?
W sumie... dlaczego by nie?
— Możesz. Może na coś się jeszcze przydasz. To idź szybko, a ja na ciebie tu poczekam. — Niewolnik opuścił pomieszczenie, on jeszcze na chwilę zagłębił się w dokumentach. Po jakimś kwadransie piesek był w gabinecie z powrotem. — Weź tę karafkę i szklankę. — Wskazał na minibarek pod jedną ze ścian gabinetu, wstając na dobre od biurka. Chciał się napić w ogrodzie i poobserwować trochę swojego nieposłusznego niewolnika. Kto wie, może wpadnie na jakiś pomysł przyszłych zabaw z nim?
Szybko znalazł się na zewnątrz. Kilku jego ludzi skinęło mu głową w geście szacunku, widząc go. Zignorował to i ruszył ku ulubionej części tego ogrodu, ku stawowi, nad którym pyszniła się figlarna altanka z wieloma wygodnymi miejscami do siedzenia, ba, nawet do leżenia.
— Postaw to na stole — polecił niewolnikowi, który przyszedł za nim, mając na myśli karafkę z alkoholem i szklankę. — Właściwie to nalej mi. — Chłopaczek niezwłocznie wykonał rozkaz i podał mu trunek na klęczkach.
Napił się nieco. Całkiem, całkiem...
— Klęczysz tu, dopóki nie wrócę — rzucił do Risha i ze szklanką w dłoni poszedł z oddali popatrzeć sobie na rozglądającego się z zachwytem po ogrodzie drugiego zwierzaczka.
Nastolatkowi bardzo podobała się rozmaitość drzew, krzewów, kwiatów i małej architektury ogrodowej. Musiał przyznać mu rację, było się czym zachwycać, nawet teraz gdy znaczna część flory jeszcze się nie rozwinęła po zimie.
— Szefie... — zaczepił go jeden z ochroniarzy patrolujący teren wokół rezydencji — ten szczeniak może się tu tak pałętać? Może go spacyfikować? Jeszcze coś zniszczy albo...
— Nie ma takiej potrzeby. Chwilowo nie przejawia zapędów destrukcyjnych. Tylko ogląda. Pozwalam mu na to. Miejcie jednak na niego cały czas oko. Gdy mnie nie będzie tym bardziej. Gdyby próbował uciec... Przekaż innym, aby mu pozwolili. Znajdę go. Zresztą wątpię, aby zdołał się oddalić na znaczną odległość.
— Jasne, szefie.
— Przekaż komuś w pobliżu, żeby za jakieś dziesięć minut przysłał go do altany nad stawem.
Ochroniarz wyjął krótkofalówkę i przekazał jego polecenie innemu mężczyźnie w bliższej odległości od chłopaka. Oddalił się od niego, znów przypatrując się dzieciakowi. Meandrując wśród dobrze utrzymanej roślinności, zbliżył się do swej zabaweczki. Geo nie zauważył go jeszcze.
Aniołek dziwnie tu pasował. Był jak trafiony mebel, który idealnie wkomponował się we wnętrze. Bez niego czuło się jakąś taką dziwną pustkę, swego rodzaju dysharmonię, z nim, wszystko się zamykało, stanowiło zamknięty krąg perfekcji. Uśmiechnął się pod nosem, popijając małymi łykami alkohol.
YOU ARE READING
Slave Academy. Yaoi (18+)
FantasyOkładkę stworzyła wspaniała: Shadow_river Młody chłopak, George, trafia do Akademii, w której tresowani są niewolnicy seksualni. Wie, że nie uda mu się uciec, jedyne, co mu pozostaje, to ulec, dać się wytresować i sprzedać. Jedynym jego celem jest o...
~~~~45.~~~~
Start from the beginning
