20. Aha...

2.5K 176 6

Lekcje już dawno się zaczęły więc omine na szczęście wścipskie spojrzenia uczniów. Usiadłam na ławce przed gabinetem dyrektorki. Rokiego nie było nigdzie. Pewnie poszedł na lekcje. Drzwi otwierają się a z pokoju wychodzi dyrektorka.

- Co się stało? - zapytała i usiadła obok mnie.

- Nic.

- No ale przecież widzę, że coś jest nie tak.

- Naprawdę jest dobrze. - sztucznie się uśmiechnęłam.

- Dobrze w takim razie czemu nie jesteś w szkole?

- No przecież w niej siedzę.

- Chodzi o twoją szkołę.

- Bo mam wolne.

- Znam Hermana na tyle by wiedzieć, że nigdy nie daje swym podopiecznym wolnego.

- Widzi pani mi dał. A teraz przepraszam ale musze iść. - miałam dość rozmowy.

Wstałam i poszłam sobie nawet się nie odzywając. Wyszłam ze szkoły kierując się... no gdzieś na pewno. Po prostu szłam przed siebie. Narazie może to mało ile się dowiedziałam i nie było to zbyt smutne ale takie rozdrapywanie starych ran boli. Nie lubię rozmawiać o ojcu i innych tego typu rzeczach z nim związanych. Ale musiałam się czegoś przynajmniej dowiedzieć.

Doszłam do krawędzi tej wielkiej wyspy, na której mieści się szkoła. Usiadłam na ziemi zwieszając nogi do przepaści. Na samym dole była wielka rwąca rzeka. Ciekawe. Nie sadziłam, że kiedyś będę tutaj. A jak już jestem to dowiaduje się wielu różnych rzeczy.

***

Patrzę cały czas w dół na tą rzekę kiedy ktoś się dosiadł koło mnie. Nawet nie podniosłam głowy bo wiem kto to może być.

- I co dowiedziałaś się czegoś?

- Tak. Jednak tu się uczył. A później nawet był nauczycielem. Fajnie o tym się dowiedzieć po tak długim czasie. - uśmiechnełam się.

- Hej. Może chcesz się przejść? Bo w końcu nie zdążyliśmy tego zrobić.

Faktycznie mieliśmy się przejść ale wtedy. Zobaczyłam puchar i przyjechaliśmy tu. Podniosłam głowę i popatrzyłam się na niego.

- Jasne.

On wstał i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam jego rękę, a on pomógł mi wstać.

- Pokażę Ci piękne miejsce. - uśmiechnął się.

- Dobrze? - zdziwiłam się.

On się tylko zaśmiał i chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie w całkiem nieznaną mi strone. No nie żebym znała tu wszystko ale niektóre miejsca już poznałam. Szliśmy tak z jakieś 10 minut aż w oddali pojawiło się coś co mnie zdziwiło. Był to bowiem wielki ogród. Gdy podeszliśmy bliżej można było zobaczyć kwiaty w najróżniejszym kolorze. I małe drzewka. Coś pięknego.

Roki poszedł w głąb tego zakatka ciągnąć mnie za sobą. Nie mogłam się napatrzeć jakie to miejsce było wyjątkowe.

- Podoba ci się? - zapytał gdy szliśmy dalej w głąb kwiatów.

- Jest cudownie. - odpowiedziałam z uśmiechem - Ile tu jest odmian kwiatów?

- Ponad 200 rodzajów.

- Łał... A róże?

- Są tam.

Wskazał palcem miejsce, a ja z uśmiechem poszłam w to miejsce. Były tam prawie wszystkie kolory. Ciemny róż, jasny róż, czerwony, pomarańcz, cremowy a nawet były jakieś w ciapki. Ale nie było moich ulubionych.

- Któraś ci się podoba?

- Wszystkie są ładne.

- Ale...

- Ale nie ma moich ulubionych.

- Pomyślmy... mam czerwone, różowe, pomarańczowe i wszystkie kolory. Albo marzysz o tęczowej albo czarnej.

Powiedział siadając na ławce, a ja siadłam koło niego i się zaśmiałam.

- Tak marzę o tęczowej. Jedyne czego pragnę to taka róża. Za nią wszystko zrobię. - powiedziałam uśmiechnięta.

- Wszystko tak? - zapytał i poruszył brwiami.

- Przestań! - powiedziałam i popchałam go ręką tak, że spadł z ławki do tyłu.

Roześmiałam się a on udawał obrażonego. Wstałam i poszłam pooglądać dalej kwiaty. Podeszłam do róż i dotknęłam jednej z nich. Jest malutka i czerwona. Niby taka pospolita, a jednak piękna. Taka delikatna.

- Kto wpadł na to? - zapytałam Rokiego który podszedł do mnie i patrzył się na to co robie.

- Ale na co?

- Na to żeby zrobić takie miejsce... gdzieś.

- Nooo... Ja.

- Naprawdę? - oderwałam wzrok od różyczki i popatrzyłam się na chłopaka.

- Tak. Mało osób wie o tym miejscu. Bo to jedyne miejsce gdzie mogę usiąść i spokojnie pomyśleć, posiedzieć i inne takie.

Chciałam coś powiedzieć ale piskliwy głosik mi bezczelnie przeszkodził.

- Roki!!! - powiedziała dziewczyna typowy plastik z uśmiechem i podbiegła do chłopaka wybijając się w jego usta.

Ja odwróciła wzrok na róże, którą wcześniej się bawiłam. Gdy ta dwójka odezwała się od siebie Roki popatrzył na mnie.

- Natalia to jest Laura moja dziewczyna. Laura to jest moja przyjaciółka Natalia. - no i po co ja zmieniam imię skoro on je rozpowiada na prawo i lewo.

- Gdzieś ty się podziewał? Byłam u ciebie, a tam cie nie było.

- Byłem pomóc Natali. Chce wstąpić do naszej szkoły i potrzebowała pomocy.

Co?!?!

- Czekaj ja... - chciałam coś powiedzieć lecz znów mi przerwała ta blondynka.

- Oh to świetnie. Pasujesz do tej szkoły. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem.

- Poroznawiamy później Natalia o tym a teraz chodź do szkoły.

- Eh... no okej.

☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Umarłam i jestem w niebie ♡♡♡♡♡♡♡
Ponad 16 tysiecy wyświetleń to marzenie. I dziękuję za komentarze to bardzo motywuje do pracy.
Kocham was po prostu ;*

Szybka i NiebezpiecznaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!