31. Tomorrow Never Comes

791 53 3

Zmarzłam strasznie. Nie wiedziałam, że aż tak będzie źle ze mną. Może od początku.

Siedziałam w tym ogrodzie, a Lili ocieplała mi ręce. Zaczęło świtać. Założyłam kaptur na głowę i postanowiłam odprowadzić psa do domku. Sama zaczęłam się włóczyć po tych bezkresnych łąkach. Czułam się lepiej. Zimno zawsze pomaga.

Poszłam w kierunku lasku. Może nie był on za duży, ale miał swoją magię. Czułam, że nikogo nie obchodzę. Jednak wiem, że przynajmniej 3 osoby mają mnie na uwadze. Szłam i zaczęłam nucić piosenkę:

So I sit here divided/Więc siedzę tu podzielona
Just talkin to myself/Mówiąc sama do siebie
Was it something that I did/Czy chodzi o coś, co zrobiłam?
Was there somebody else/Czy był ktoś inny?
When a voice from behind me/Kiedy głos zza pleców
That was fighting back tears/Który walczył ze łzami
Sat right down beside me/Usiadł tuż obok mnie
Whispered right in my ear/I wyszeptał mi do ucha
So I've been dying to tell you/Więc bardzo chciałabym Ci powiedzieć

- Co chciałabyś mi powiedzieć?

Przeraził mnie ten głos. Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam Rokiego.

- Co ty tu robisz? - zapytałam.

- Mógłbym spytać o to samo. Wytłumaczysz mi, czemu jesteś sama nad ranem, w mojej bluzie, nie zostawiając mi żadnej informacji, że wychodzisz?

- Ja po prostu musiałam wyjść.

- Ja po prostu też musiałem.

- Zostaw mnie w spokoju.

- Dopiero jak cię znalazłem?

- Daj mi spokój.

- Co się stało?

- Po prostu mam zły dzień.

- To tym bardziej.

- Posłuchaj, chcę zostać sama!

- Jak chcesz! - i poszedł.

Nie chciałam, żeby poszedł. Jednak nie potrafiłam mu powiedzieć, że chcę, by został. Popatrzyłam w stronę gdzie poszedł i chwilę tak stałam. Odwróciłam się czując łzy w oczach. Poszłam dalej, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie sądziłam, że będę się tak czuć. Teraz już odpycham sama ludzi od siebie. Nie jestem do tego przyzwyczajona i robię błędy, których nie jestem nawet w pełni świadoma. Nie musiałam nigdy się zastanawiać co i jak mówić.

Oparłam się plecami o drzewo i osunęłam się po nim.

Po jakiś 2 godzinach poszłam po Lili i wróciłam zamarznięta do internatu z nią. Weszłam do mojego kochanego pokoju 225. I położyłam się na łóżko. Lili wskoczyła za mną i się rozłożyła na całe łóżko. Ona jest śmieszna.

Wstałam z łóżka i przeszukiwałam biurko, aż znalazłam ołówek, gumkę i kartki. Siadłam na obrotowym krześle i zaczęłam rysować na kartce mojego kochanego pieska. Nie jestem żadną malarką, ale to mnie uspokaja.

Kiedy skończyłam swoją pracę, popatrzyłam na nią i powiesiłam na ścianie taśmą klejącą. Postanowiłam wyjść z pokoju i się przejść. Pieska zostawiłam w pokoju. Szłam korytarzem zamyślona. Muszę przeprosić Rokiego. Głupio się zachowałam.

- Hej nowa! - ktoś powiedział.

Odwróciłam się i zobaczyłam typowego bad boya.

- Czego chcesz?

Szybka i NiebezpiecznaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!