15. Lili

2.7K 210 0

Nie wiem ile tak siedziałam, ale zaczeło już zachodzić słońce. Spędziłam w tym parku cały dzień. Jestem załamana, smutna i zła naraz. Mam chęć po prostu siedzieć i płakać z bezsilności. Wyjełam telefon, chcem z kimś porozmawiać, wyżalić się ale do kogo mam zadzwonić? Przeszukiwałam kontakty ale zobaczyłam tam kogoś podpisanego jako "Nieznajomy z Pociągu" czyli Roki.

Jak on wpisał mi swój nuner????

Wtedy przypomniałam sobie jego słowa: "Zawsze możesz na mnie liczyć, gdyby się coś złego działo przyjedź czy zadzwoń." Powiedział zadzwoń ale nie podał mi swojego numeru. Już go wpisał wcześniej.

Długą chwilę się wachałam ale wkońcu wybrałam jego numer i zadzwoniłam. Zaczełam się wachać czy dobrze robie, wkońcu to moje problemy i nikt nie musi ich znać. Po drugim sygnale rozłączyłam się. Schowałam telefon spowrotem do kieszeni. Nie mogłam zadzwonić choć chciałam, ale zbyt bardzo się bałam. Wogóle dlaczego ja do niego zadzwoniłam?!

Chciałam wstać z huśtawki ale rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjełam go z kieszeni i popatrzyłam na wyświetlacz. Dzwoni Roki. I co ja mam teraz zrobić? Po co ja do niego dzwoniłam. Odebrałam telefon i przyłożyłam go do ucha.

- Hej Natalia miło cię słyszeć. - nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co mam powiedzieć - Czy coś się stało? Dlaczego milczysz? - zapytał z troską w głosie.

- Nie nic się nie stało. - wkońcu odpowiedziałam - Po prostu chciałam zobaczyć kto kryje się pod tą nazwą.

Starałam się by mój głos brzmiał zwyczajnie ale to mi nie wychodziło za dobrze.

- Płakałaś?

- Nie. - zaprzeczyłam trochę za szybko.

- Gdzie jesteś?

- Nie ważne.

Szybko się rozłączyłam i wyciszyłam telefon. Co ja zrobiłam. Wstałam z huśtawki, na której uprzednio siedziałam i zaczęłam iść w stronę mojego domu.

Odeszłam kawałek od tego miejsca gdy usłyszałam hałas jakby kroki. Obejrzałam się za siebię ale nikogo tam nie było. Więc szłam dalej ale znów to usłyszałam. Zaczełam iść szybciej. Obejrzałam się znów za siebię i zobaczyłam oczy w krzakach.

Stanełam nagle w miejscu. Nie chciałam się narazić temu stworzeniu. A jak to wilk!
Tak wilk w parku... Sama siebie przewyższam. Przykucnełam na chodniku jakiś metr od zwierzaka. A on zaczął wychodzić zza tych krzaków.

Wtedy ujrzałam pięknego, białego lecz strasznie brudnego i wychudzonego, wysokiego psa - kundelka. Miał gdzieś tak z 80cm wzrostu, piękne pistacjowe oczy, jedno ucho stojące a drugie oklapnięte i różowy nosek. Wyciągnełam rękę przed siebie.

- Hej mały co ty tutaj robisz co? Choć podejdź tu. No chodź. - namawiałam psa.

On powoli i nieufnie podchodził do mnie.

- No chodź nie bój się.

Podszesł i podstawił pysk pod moją rękę.

- Tak dobry piesek. - pogłaskałam pieska po pysku - Jesteś dziewczynką. Nie masz obrąży. Jesteś samotna co?

Nie moge jej tak zostawić.

- Choć malutka pójdziesz ze mną. Od dziś nazywasz się Lili.

Zdjełam chuste którą miałam na sobie i powoli i spokojnie zawiązałam ją na szyji psa tak by się nie przestraszyła. Drógi koniec wzięłam do ręki. Taka smycz. Wstałam i ruszyłam w drogę do domu biorąc ze sobą Lili. Wstąpiłam po drodzę do sklepu i kupiłam jej coś do jedzenia. A ona czekała wiernie pod sklepem. Nie wiązałam jej bo mogłaby się przestraszyć. Poszliśmy razem do domu. Dobrze, że mama spała. Wyjełam jakąś miskę i nałożyłam psu karmy. Od razu zaczeła jeść, widać że jest bardzo głodna. Siedziałam z nią do póki nie zjadła a później poszłyśmy razem do pokoju. Wyjełam jakiś koc i ułożyłam posłanie dla psa.

- No chodź mała połóż się tu. - podeszła i usiadła na kocu.

A ja poszłam przebrać się w łazięce i zamknełam drzwi. Lecz nie dane było mi długo tam posiedzieć bo Lili zaczęła drapać w drzwi i piszczeć. Szybko otworzyłam drzwi i wpóściłam psa do środka. Od razu zaczeła się tulić i lizać mnie po ręce.

- Hej no przecież nie uciekłam.

Nie wiem co się jej stało, bała się że ją zostawię czy coś. Więc zostawiłam ją w środku i szybko się przebrałam. Wyszłam z łazienki położyłam się na łóżku i zaraz po chwili Lili też się na nim położyła. Ciepło, które się z niej wydobywało było tak kojące. Przytuliłam się do niej a ona nie miała nic przeciwko.

- Jutro cię umyjemy skarbie bo śmierdzisz. - zaśmiałam się.

Po chwili zasnełam przytulona do niej.

Szybka i NiebezpiecznaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!