32. Rich Love With You or Heavy Life Alone

694 57 13

  Uspokoiłam się już. Nie wiem, ile miałam taką histerię i ile zajęło mi dojście do spokoju. Czułam, jakby ciężar spadł ze mnie.

- Pokażesz mi rączki? - wiedziałam, o co chodzi.

- Proszę. - lekko się uśmiechnęłam.

Popatrzył chwile, uśmiechnął się i położył na łóżku.

- To, co robimy w ostatni dzień wolnego?

- Film? - powiedziałam zachrypniętym głosem.

- Jasne. Może "Do Dechy"?

- Z chęcią. - położyłam się z nim na łóżku.

Oglądaliśmy tę komedię, była bardzo śmieszna i ten dziadek rozwalał system. Co chwile się śmiałam i chłopak tak samo.

Muszę spędzić ten ostatni dzień wolnego przy nim. Tylko tego mi trzeba.

- Ej Roki? Zostaniesz moim naleśnikiem?

- Jasne, a ty moją Nutellą?

- No to oczywiste.

Patrzyliśmy poważnie na siebie, aż wybuchliśmy śmiechem.

- Naleśniku chodź się ścigać!

- Gdzie? Teraz?

- A czemu nie?

- Może wieczorem? Są wyścigi jak zawsze. Co ty na to?

- Świetnie! - aż wstałam i podskoczyłam.

Brakuje mi wyścigów i tych ich klimatów. A to jest to, co kocham. Wzięłam od chłopaka laptop i włączyłam 'Rich Love' — One Republic. I poszłam do kuchni i zaczęłam robić herbatę, tańcząc przy tym. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę na taką piosenkę, takie zachowanie i na herbatę.

- Chcesz herbaty?

- Jasne. - uśmiechnął się.

Zaczęłam sobie podśpiewywać.

- Ooh, broke as a bottle of wine/ Ooh, rozbiłem się jak butelka po winie

Ooh, but drink with you all damn night/ Ooh, ale piłem z Tobą całą pieprzoną noc

Ooh, I'm not trying to trade love/ Ooh, nie staram się przehandlować miłości

Cause if we don't find money/ Bo jeśli nie znajdziemy pieniędzy

Then what we got honey is just enough/Wtedy wszystko, co mamy, kochanie, nam wystarczy

We got some rich love /Mamy trochę cudownej miłości

- Ty wiesz co śpiewasz? - uśmiechnął się i podszedł do mnie.

- Wiem.
- odpowiedziałam z uśmiechem.

Zbliżył się do mnie tak blisko, że jego twarz była centymetry od mojej. Patrzył mi się w oczy, a ja w jego. Ta chwila była spokojna, nie było negatywnych emocji ani napięcia. Była błogość, która mogłaby trwać wiecznie. Coraz bardziej się zbliżał, a ja nie miałam nic przeciw temu.


Nagle słyszę gwizd dobiegający od czajnika, odwracam się, schylam się pod ręką Rokiego, który trzymał ją na blacie i idę wyłączyć gaz. Gdy już to zrobiłam, zalałam herbatę, posłodziłam i siadłam do stołu. Chłopak stał tam i patrzył się na mnie.

- Siadasz, czy mam wypić też twoją herbatę?

- Siadam, siadam. - siadł naprzeciwko mnie.

Nie chcę siebie ani jego okłamywać. Ten chłopak jest kimś dla mnie. Chciałabym tego by to, co działo się przed chwilą, doszło do końca. I jestem już tego pewna, to co czuje.

- Roki? Musimy porozmawiać.

Chłopak zrobił dziwną minę, ale przytaknął. Siadł koło mnie. Chciałam zacząć, próbowałam, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Popatrzyłam mu w oczy i chciałam powiedzieć. Ale on chyba zrozumiał, o co mi chodzi. Zbliżył się i szepnął mi do ucha.

- Wybacz, już nie będę tak nachalny w stosunku do ciebie. Trzeba było powiedzieć, że chcesz we mnie tylko przyjaciela.

Wstał i wyszedł. A ja nie mogłam się otrząsnąć z tego.

- Roki, ale mi nie o to chodziło! - wykrzyczałam, lecz jego dawno w pokoju nie było.

Wstałam szybko, włożyłam buty i wybiegłam go szukać.

- Roki?! - na korytarzu też go nie było.

Wybiegłam na dwór, usłyszałam tylko ryk silnika i widziałam, jak odjeżdżał motorem gdzieś. Poszłam z powrotem do środka. Czego wszystko, co robię, musi kończyć się źle?

- Hej nowa! - odwróciłam się w stronę tego głosu.

- Hej Bartek. Co tu robisz?

- A podświadomie myślałem, że cię spotkam. Co się stało?

- Nic.

- Nie kłam mi tu. Mów.

- Chciałam Rokiemu powiedzieć co naprawdę czuje, on to źle zinterpretował. I wyszedł, pojechał gdzieś.

- Oj mała nie przejmuj się tym. Przyjedzie, to pogadacie.

- Ale ja chcę teraz.
- rozpłakałam się.

On mnie przytulił i gładził po plecach.

- Nie płacz. Znajdziesz go, może miał jakieś plany?

- Wieczorem miał gdzieś się wybrać, ale nie wiem, czy się tam pojawi.

- Warto spróbować. A teraz już nie płacz.

- Tak wiem, ale mi smutno.

- Już ciiiii....

- A jak nie będzie chciał ze mną rozmawiać?

- To ja mu wjebie w tą jego dupę i będzie chciał.
- zaśmiałam się.

Otarłam oczy i podziękowałam. Chodziłam jeszcze trochę z Bartkiem, aż musiał iść do kolegów, bo był umówiony. Wróciłam do pokoju Rokiego, wzięłam klucze, zamknęłam go. Schowałam klucze do kieszeni i poszłam do mojego pokoju. Lili się bardzo ucieszyła i podbiegła do mnie, ja ją przytuliłam. Wzięłam ją na dwór. I jak wróciłyśmy, to dałam jej do miski karmę.

- Zjedz malutka, ja muszę iść gdzieś. Będziesz grzeczna? - popatrzyła na mnie i wróciła do jedzenia.

Wyszłam, zamykając drzwi. Skierowałam się do garażu. Jak już tam byłam otworzyłam skrzynkę z kluczami i wzięłam klucze do mojej czarnulki. Postanowiłam tam jechać i mu wszystko wyjaśnić.

Jechałam szybko by dojechać na to stare lotnisko. Miałam na sobie skórę i kask, więc jestem bezpieczna. Pamiętałam jeszcze tę trasę, więc jakimś cudem dojechałam. Dużo ludzi. A nawet bardzo dużo. Wszędzie było słychać ryk silników. Ja szukałam tylko tego jednego jedynego. Tego, który jest mi teraz potrzebny. Słychać z głośników: " A teraz nasz mistrz zmierzy się z początkującym. To już wynik przesądzony". Stanęłam motorem tak, bym mogła obserwować ich.

Ruszyli i słychać tylko głośmy ryk. Widziałam, jak Roki daje młodemu niezły wycisk. I jak każdy by się spodziewał, Roki wygrał ten wyścig. Wszyscy wiwatowali, a ja wyłączyłam czarnulkę i podeszłam do chłopaka. Musiałam przepychać się przez tłum, ale w końcu do niego dotarłam. Przytuliłam chłopaka, on zdziwiony nie wiedział, co ma zrobić.

- Roki musimy porozmawiać. - powiedziałam tak, by tylko on słyszał.

- To ty?

- Tak ja. Jedź ze mną.

- Dobrze.

Wsiadłam na czarnulkę i pojechałam przed siebie, a Roki za mną. Gdy już byliśmy wystarczająco daleko, to zatrzymałam motocykl. Zgasiłam maszynę. Siadłam na ziemi. Roki zrobił to samo. Zdjęłam kask i odwróciłam się do niego. Zdjęłam jego kask, bo widocznie nie miał zamiaru sam go zdjąć.

- Roki nie chodziło mi o to, co myślałeś...

- Tak jasne wybacz, że tak zrobiłem, ale ja czuje co innego do ciebie.

- Ja też.

- I dlatego uciekasz co chwile?

- Ty nic nie rozumiesz...

- A może rozumiem za wiele, co?


Nie wiedziałam już co mam mówić, więc muszę zrobić coś, by mi uwierzył. Zbliżyłam się do niego, siadłam mu na nogach.

- Słuchaj, ja naprawdę czuję coś więcej.

Roki wbił się swoimi ustami w moje. Całował mnie powoli i delikatnie. A ja oddałam pocałunek.  

Szybka i NiebezpiecznaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!