Rozdział 11

3.1K 203 2

Wyszliśmy z gabinetu dyrektorki, trochę tak dziwnie jest być tutaj. Jeszcze jakieś kilka dni temu nie sądziłam, że ktoś mógłby mnie tu przyciągnąć a teraz? Teraz to ja sama tu przyszłam.

- No całkiem nieźle. Nie sądziłam, że tak może zacząć się mój dzień. - powiedziałam.

- Ej no nie jest tak źle. Mogło być gorzej. Mogłaś jeszcze zostać z Rokim w jednym pomieszczeniu. Ten to dopiero potrafi być. - Olga zrobiła przerażoną minę a my się zaśmiałyśmy.

- Ale ten chłopak nie wydaje się aż taki zły. - przecież był nawet miły o co im chodzi?

- Trzeba go poznać gdy jest szkoła. To straszny kapuś. I jest arogancki.

- Aż tak z nim źle??

- No ale gorzej jest gdy go nie posłuchasz to posiedzisz sobie u pani dyrektor długi czas. No wiesz nasza koza wygląda inaczej. U nas siedzi się z dyrektorką w jednym pokoju całe godziny.

- Uuuu to nie fajnie.

Nagle w pokoju rozlega się pukanie. Weronoka mówi takie miłe prosze i wchodzi nie kto inny niż dyrektorka.

- No tak Nikol nie mam dobrych wiadomości. Możliwy odjazd z tąd jest dopiero jutro rano. Bardzo mi przykro i usprawiedliwie cię u twojego dyrektora.

- Aha to w takim razie muszę tutaj zostać na noc.

- Niestety tak. - ekstra Herman mnie żywcem zje.

- No dobrze.

- Dowidzenia dziewczynki.

- Dowidzenia panno Rose.

Dyrektorka wychodzi. No i co teraz nie mam przy sobie nic a muszę tu zostać. Patrze na Olge a ona wygląda jakby zaraz miała wybuchnąć ze śmiechu.

- Będzie party. - wybuchła wkońcu i mnie przytuliła.

W co ja się wpakowałam. Po tym jakże super początku pomyślałam o tym czy ka przypadkiem nie śpię. Bo jakby ktoś rano powiedziałby, że utknę w pociągu z najlepszymi przyjaciółkami to bym go wyśmiała.

Ja: Stefan możesz się zająć mamą dzisiaj??

Stefan to mój i mamy dobry znajomy. Ma może 40 pare lat. Mimo, że jest prawnikiem to pomaga mi zaopiekować się mamą. Wie, że potrzebuje pomocy w tym i właśnie dlatego go lubię.

Stefan: A co się stało? Wszystko w porządku? Nic ci nie jest?

Ja: Nie nic mi nie jest ale utknęłam na noc gdzieś. No i poprostu nie mam szansy wrócić aż do jutra.

Stefan: Jasne przyjde do niej. Tylko powinienem pytać gdzie jesteś i co się stało?

Ja: Opowiem ci jak wrócę :)

Stefan: Ok niech będzie już niemogę się doczekać.

On jest dla mnie jak ojciec. Nie wspomniałam wcześniej ale gdy potrzebuję rady to jego drzwi są zawsze dla mnie otwarte.

Tego dnia jeszcze raz byłam u dyrektorki naprawdę nie chciałam by ona dzwoniła do Hermana ale musi. Byłam tylko zanieść numer i to wszystko.

Byłam tam sama bez dziewczyn w drodze powrotnej do pokoju tak sobie pomyślałam, że nawet fajnie wysło. Mogę zostać z Olgą i Weroniką trochę dłużej niż planowałam.

Po 10 minutach czuje wibracje telefonu. Wyciągam go z kieszeni no nie kto inny jak Herman.

- Co się u ciebie dzieje do cholery?! Wiesz ile przez to stracimy?! Mamy dzień w plecy! Miały być treningi i co?! - wyszłam na korytarz.

- Wiesz dobrze, że to nie moja wina. I odrobię to jakoś. Dalej jestem najlepsza pamietaj.

- Dobra wiesz co mam nadzieję, że wygrasz. Szkoła z innego województwa rzuciła nam wyzwanie. Jak nie wygrasz wylatujesz rozumiesz.

- Tak rozumiem. - rozłaczyłam się.

Lepiej być nie mogło. Jutro wielki wyścig od którego zależy moja przyszłość.

Wracam do pokoju do dziewczyn powiedziały, że porzyczą mi piżame. Będę mogła u nich przenocować przynajmniej taki plus tej sytuacj.

*
Obudziłam się cała zlana potem. Znów śnił mi się koszmar. Patrzę na zegarek 3:57 nie zasne już. Dobrze że nie obudziłam nikogo. Postanowiłam się trochę przejść po tym internacie bo znam tylko drogę do dyrektorki.
Mimo że w piżamie. Ale idę. Narazie same pokoje i nic ciekawego.

Po pewnym czasie znalazłam nawet ciekawe drzwi wiem, nie powinnam tam wchodzić ale ciekawiło mnie co jest za drzwiami do których idzie się po schodkach w dół.
Powoli schodzę schodek po schodku i jestem przy drzwiach. Otwieram je i moim oczom ukazuje się garaż. Dobra myślałam, że będzie tu coś ciekawszego. Gdy tak się rozglądałam moją uwagę przyciągneło jedno auto. Było zakryte folią. Podeszłam do niego, zdięłam folie i nie wierzę własnym oczom.

Tu stoi samochód, który moja mama sprzedała dawno temu. To jest Nissan mojego taty. Skąd on tu się wziął. Łzy zaczeły mi kapać na podłogę. Wspomnienia które tak bolały wracają.

X

Przepraszam was za to ludzie ale mój telefon żyje własnym życiem. Opublikował mi ten rozdział tak o i jeszcze z błędami. Nie wiem o co chodzi, ale naprawiłam już ten rozdział.

Szybka i NiebezpiecznaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!