- Wiesz co? Jesteś najlepszą osobą jaką znam. – on płacze? Przytula mnie i szepcze do ucha – Nie chcę tego dziecka, nie chcę żadnego rodzeństwa, ale postaram się być najlepszym bratem, jakiego mogło by mieć. Wiem, że i tak ciebie będzie bardziej kochać, ale zrobię to dla ciebie.. dla nas.

Tym razem moje oczy robią się szkliste. Nie wiem, co tu właśnie zaszło, ale jestem szczęśliwa. Przynajmniej tyle dobrego. Moje serce pęka, ale zarazem się cieszy.

- Jesteś tego pewna? – stoję przed lustrem w łazience i maluję się kosmetykami, które jednak tu zostały. Miałam też ciuchy w szafie, w które się przebrałam. Ubrana w czarne dresowe spodnie, białą koszulkę i pomalowana delikatnie czuję się strasznie. Ledwo wytuszowałam rzęsy, ponieważ ręka mi się do tej pory trzęsie.

- Nie jestem. – odpowiadam zgodnie z prawdą. Nie jestem na nic gotowa, ale robię to dla niego, nie dla siebie. Powtarzam sobie, że będzie dobrze, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Zawsze znajdowaliśmy rozwiązanie, ale to nie jest taka prosta sprawa. Boję się, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.

- Zawiozę cię. – mówi.

- Nie. – kiwam głową, a po chwili biorąc kluczyki do auta Philipa schodzę na dół.

Moje włosy od razu po wyjściu zaczęły wirować w powietrzu. Jest wiatr, ale przyjemny. Otwieram auto i ruszam w stronę mojego obecnego, czy też starego mieszkania. Obstawiam to drugie. Po parunastu minutach parkuję pod blokiem. Nie wjeżdżam do podziemnego parkingu. Podchodząc pod drzwi wejściowe wstukuję kod i kieruję się do windy. Wpisuję następny rząd cyfr i maszyna rusza w górę. Wchodzę do mieszkania. Widzę rozwalone rzeczy na podłodze. Rozglądam się.

- Will? Jesteś tu? – krzyczę, ale nie widzę go, ani nie słyszę. Podchodzę pod kanapę i zauważam pod telewizorem rozbity telefon. Podnoszę go i odkładam na stół. Porozrzucane poduszki i przedmioty również odkładam i idę do wszystkich pomieszczeń. Nigdzie go jednak nie ma. Zostaje tylko jedno miejsce. Znowu wpisuję kod w windzie i po paru sekundach widzę pełno kwiatów oraz piękny widok ulic Los Angeles. Ruszam dwa kroki do przodu i staję w miejscu. Will leży pomiędzy roślinami. Na jego twarz padają promienie słońca. Podchodzę bliżej i wyciągam rzecz, spod jego dłoni. Obracam ramkę i mam ochotę wybiec z płaczem. Szkło jest popękane, a moja twarz jest podrapana. Nie potrzebnie się malowałam, wiedziałam, że to się tak skończy. Zaczynam płakać. Łzy spadają na zdjęcie uśmiechniętych się osób. Kochających, chcących dla siebie wszystkiego, co najlepsze.

- Julia? – wzdrygam się . On się podnosi i przeciera twarz rękoma. Wygląda teraz jak bobas, wstający z drzemki – Co ty tu robisz? – pyta się. Ja nic nie mówiąc oddaje mu ramkę. Spogląda na nią, a jego oczy robią się większe.

- Już wszystko rozumiem. Pozwól, że zabiorę swoje rzeczy. Przynajmniej część. – mówię.

- Co! – podskakuję, ponieważ krzyknął mi prosto do ucha.

- Nie chcesz mnie znać, rozumiem. Moja twarz już swoje wycierpiała. – odwracam się do drzwi.

- Stój. – chwyta mnie za łokieć, a po chwili czuję jego słodkie wargi na moich. Odwzajemniam pocałunek i zatapiam się w nim. Nie wiem ile ta chwila trwała, ale ten pocałunek był inny niż wszystkie. Po tym mocno mnie przytula, jakby bał się, że odejdę. Chciałam, ale teraz nie wiem, co robić. – Kocham cię i nie pozwolę ci odejść. Zdjęcie widocznie potłukło się w nocy, w końcu beton robi swoje. – uśmiechnął się, ale to nie jest prawdziwy uśmiech.

- Przepraszam. – to słowo definitywnie musiałam powiedzieć jako pierwsze.

- Ty? Nie masz za co. Ja zachowałem się jak głupek. Powinienem od razu do ciebie pojechać. Powiedzieć ci, jak bardzo cię kocham. – całuje mnie po raz kolejny.

- Chcę ci wszystko wyjaśnić. – mówię.

- Nie chcę. – przeczy – To znaczy chcę, ale nie teraz. Pozwól mi się tobą nacieszyć. Naprawdę chujowo się czuję i tylko ty powodujesz uśmiech na mojej twarzy. Uwierz, że nikt mi ciebie nie zastąpi. Nie chcę żebyś wyjeżdżała, nie chcę cię stracić. Chcę cię dla mnie, na zawsze.

- Ja też, ale musze ci to powiedzieć, bo nie mogę dalej cię okłamywać...

- To nie ty mnie okłamywałaś tylko oni. To moja rodzina ukrywała wszystko. Ja mam dziecko! – podnosi i obraca mnie. Zaczynamy się oboje śmiać, aż wywracamy się na twardy beton. – Obiecuję ci, że nikt i nic cię nie zastąpi. Pamiętam, że powiedziałaś, że akceptujesz to i domyślam się, że chodzi o dziecko. Dlatego cię kocham. Zrobię wszystko, abyśmy tworzyli wspaniałą rodzinę. Będę się starał o opiekę częściową, przynajmniej chcę go, ją, nie wiem poznać. – uśmiecham się. Mówi z takim głębokim uczuciem.

- Kocham cię. – mówię mu to prosto w oczy.

- Dziękuję, że jesteś. – nagle przerywa i zaczyna szukać czegoś w kieszeni spodni. Odnajduje małe czerwone pudełeczko. – Może i miało to wyglądać inaczej, może i to nie jest wymarzona chwila, ale wiem jedno. Kocham cię, a ty kochasz mnie. Zawsze i wszędzie będziemy razem. Dlatego kocie. – uklęka, a ja zatykam twarz dłonią. – Wyjdziesz za mnie? – pyta, a ja skaczę na niego i wbijam się w jego usta. Kiwam głową, bo tylko na to mnie stać. Wyciąga z pudełeczka piękny, srebrny pierścionek z kryształem i nakłada mi go na palec.

- Tak! – krzyczę pod koniec i zatapiam się ponownie w jego ustach.

Nigdy bym nie powiedziała, że oświadczyny przyjmę na dachu, w dresach i w rozmazanym makijażu. Nigdy bym nie powiedziała, że dzień zaczęty od wielkiej depresji będzie najlepszym dniem w moim życiu do tej pory. Tym bardziej jeszcze parę lat temu nigdy nie powiedziałabym, że będę z takim chłopakiem.

Hmm Spodziewaliście się? Jak myślicie, co się stanie w najbliższym czasie?
Dziękuję za przeczytanie, wszystkie gwiazdki i komentarze.
Buziaki 😘
Kingsiaz ❤️

Two faces   - Zakończone Where stories live. Discover now