Prolog

261 21 2
                                        

   Bolało.

Rana w moim brzuchu ciągle, się powiększała, krew nie przestawała z niej wypływać.

Słyszałam przestraszony głos wujka Aarona.

- Boli... pomóż...mi- nie jestem pewna, czy te słowa nawet opuściły moje usta.

Traciłam coraz więcej energii, ręce, które przyciskałam do brzucha, zaczęły opadać bezsilnie na piaszczystą ziemię.

Kolejny głos, nie rozpoznałam jednak wypowiadanych przez niego słów, ale rozpoznałam posiadacza.

Wujek Gabriel. Wujek Gabriel... zaczął krzyczeć.

Skrzywiłam się z bólu i wydałam cichy pisk, czując, że unoszę się w górę i lecę kilkadziesiąt metrów w głąb morza, tak jakby ktoś mną rzucił. Ze strachu otworzyłam oczy, napotykając pod sobą bezkres błękitu, ciągnącego się znacznie dalej niż byłam w stanie to zauważyć.

Przecięłam tafle wody i przez ułamek sekundy czułam się wolna, żadne zasady nie istniały. Potem szeroki błękit zamknął się nad moją głową, a ja zaczęłam wrzeszczeć, nie przejmowałam się powietrzem, którego nie mogłam nabrać, teraz mogłam dać upust wszystkiemu.

Moje serce omal się nie zatrzymało, gdy przed moimi oczami przepłynął ciemny kształt, krzyk zamarł w moich płucach, a ból płynący z brzucha nie był już tak uciążliwy.

Szponiasta dłoń, zacisnęła się na mojej głowie, podpierając się. Woda wokół mnie zmętnia, ale mimo wszystko potrafiłam dostrzec przerażającego stwora, zanurzonego w wodzie, przeszukującego dno, szukającego mnie.

Nie potrafiłam oddychać, nie potrafiłam patrzeć, nie potrafiłam się ruszyć.

Spadałam w dół, bez nadziei na cokolwiek. Po raz ostatni przywołałam obraz wszystkich ważnych dla mnie osób, żegnając się, uświadamiając sobie fakty, że wujek Aaron już nigdy mnie nie przytuli, a ciocia Katarina już nigdy niczego do mnie nie powie. Alex już nigdy nie rzuci do mnie piłki i nie będzie uczestnikiem moich zabaw.

Pięć lat.

Mam tylko pięć lat.

- Kathrine...

Głos wypełnił przestrzeń wokół mnie, rozbrzmiewał w całej mojej głowie, próbując mnie uspokoić.

- Kathrine...- nie dałam rady zrozumieć reszty.

Ostatnią rzeczą jaką dałam radę zapamiętać, było spojrzenie na plaże pełną przerażonych ludzi, prosto zza grubej ściany wody.


***


Niebieskie światło, migające pod powieką było tym co wyciągnęło mnie ze świata snów.

Usiadłam na łóżku, ścierając ślinę z policzka. Musiałam walczyć z opadającymi powiekami i plecami, które ciągnęły mnie w dół, wprost do mojego miękkiego, ciepłego, miłego... łóżka.

Uderzyłam samą siebie w policzek.

- Ał- jęknęłam rozmasowując twarz. Chyba muszę opracować jakąś nową metodę, przywracania świadomości.

Irytujące światełko ciągle dawało o sobie znać, niechętnie i bez przekonania sięgnęłam po prostokątne urządzenie.

Odetchnęłam głośno i odczytałam wiadomość.

Perevel, wiesz, ze cię kocham, ale nie będę czekać tu wieczności! Masz pięć minut aby się tu pojawić, jeśli cię zaraz nie zobaczę to wież mi los twój marny
i tak, wiesz co mam na myśli! Rusz się!

AH

Czasami zastanawiam się kogo boję się bardziej. Jego czy mojej ciotki.

ArenaWhere stories live. Discover now