Rozdział trzydziesty

2.3K 184 79

-O, patrzcie, tam są słonie - Carmen wskazała palcem wybieg dla słoni i zaczęła ciągnąć nas w tamtym kierunku.

-Spokojnie serduszko, będziemy mogli zobaczyć wszystko po kolei - zaśmiałam się widząc jej ekscytację.

-Chodźmy najpierw tam, tam są żyrafy.

W zoo było sporo ludzi, dlatego jako pierwszy punkt postawiłam sobie niezgubienie dzieci.

-Mamusiu, a kto to Niall? - spytała Rose, kiedy siedziałyśmy na ławce pod drzewem czekając, aż Justin i Carmen skończą podziwiać lamy. Rosie stwierdziła, że lamy są straszne i nie ma zamiaru na nie patrzeć.

-Co? Dlaczego? - poczułam przyspieszone bicie serca na wspomnienie o nim.

-Kto to Niall? - powtórzyła jakbym to ja była dzieckiem, a ona dorosłym - słyszałam, jak ciocia Ashley ostatnio mówiła, że jesteśmy zupełnie jak Niall.

Patrzyła na mnie wyczekująco a ja niespodziewanie poczułam przypływ złości.

Bo jakim prawem odebrał im możliwość poznania swojego własnego ojca? Rozumiem, między nami źle się stało, ale to nie tłumaczy tego, że olał dzieci. Nie musiał spotykać się ze mną, tu nie chodzi o mnie, tu chodzi o nie.

-To ktoś, kto powinien tu być, ale go nie ma - odparłam wymijająco.

-Pokłóciłaś się z nim? - kontynuowała przesłuchanie, a ja byłam w szoku. Może jednak potrafi zrozumieć więcej niż mi się wydaje.

-Tak, kochanie, zrobiłam coś bardzo niedobrego. Ale to nie tłumaczy jego zachowania.

-Tęsknisz za nim?

-Co-tak. Tak, naprawdę za nim tęsknie.

-To dlaczego się z nim nie zobaczysz? - spytała jakby to była najprostsza rzecz na świecie - musisz go tylko przeprosić, żeby mógł ci wybaczyć. Ty tak mówisz, kiedy pokłócę się z Carmen albo z jakąś koleżanką.

-Ale są takie rzeczy, które bardzo ciężko wybaczyć. Czasami nawet się nie da - odgarnęłam kosmyk włosów z jej twarzy.

-W takim razie, dlaczego zrobiłaś coś takiego? - wydawała się być szczerze zaskoczona.

-Każdy popełnia błędy - odwróciłam wzrok - ale żałuję tego. Żałuję tego w każdym momencie - po moich policzkach spłynęły dwie łzy, których nie mogłam opanować.

Szybko otarłam je z nadzieją, że córka niczego nie zauważyła, ale jednak widziała.

-Mamusiu, nie płacz - objęła mnie ramionami, mocno ściskając - nie smuć się, przecież masz mnie i Carmen i Justina.

-Tak, wiem kochanie - przytuliłam ją pocierając jej plecy.

-Już jesteśmy - usłyszałam głosik Carmen za moimi plecami.

Jeszcze raz przetarłam oczy i odwróciłam się do nich.

-Wszystko okej? - spytał Justin mierząc nas wzrokiem.

-Tak, już pocieszyłam mamusię - odpowiedziała za mnie Rose, a następnie zeszła z ławki i podeszła do Carmen - wiesz, ta okropna lama mogła cię opluć - oznajmiła przybierając mądry ton głosu - albo zjeść twoje włosy i wtedy byłabyś łysa.

Parsknęłam śmiechem patrząc na nie, a już po chwili Justin dołączył do mnie, siadając obok. Oparłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie.

Rose ma rację, nie jestem sama, mam przy sobie trzy najwspanialsze osoby na świecie.

-Co jest? - wyszeptał Justin do mojego ucha, podczas gdy dziewczynki prowadziły dyskusję na temat lam.

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!