Widziałem jak oczy blondynki rozszerzają się w zaskoczeniu, a po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.

-O mój Boże! Naprawdę? Gratuluję - zaśmiała się radośnie.

Melody przyłożyła palec do jej ust.

-Shhh, nikt jeszcze nie wie - uciszyła ją.

-Który to tydzień? - spytała szeptem.

-Coś jak trzeci.

Ashley pokiwała w zamyśleniu głową.

-Nie mogę uwierzyć, za około osiem miesięcy będziecie mieli małego, uroczego bobaska.

One zaczęły wymieniać się myślami, a ja stwierdziłem, że potrzebuję zaczerpnąć świeżego powietrza. Przeprosiłem je i głównymi drzwiami wyszedłem na podwórko. Pod wielkim, rozłożystym drzewem, stała drewniana huśtawka. Usiadłem na prostokątnym siedzisku i nogami odepchnąłem się od ziemi. Wiedziałem, że nie spadnę, ale mimo to, owinąłem palce wokół sznurków, podtrzymujących siedzenie. Wiał delikatny wiatr, a liście drzew szumiały cicho. Niebo było lekko zachmurzone, być może będzie padać.

Boję się. To znaczy, nie boję się deszczu! Boję się, że nie damy sobie rady. Mam tylko dwadzieścia cztery lata, według mojej mamy wciąż jestem nieodpowiedzialnym dzieciakiem, który potrzebuje mamusi przy swoim boku. I choć wiem, że myśli tak głównie dlatego, że jestem jej małym synkiem i ona zawsze będzie mnie tak traktować, jestem pewien, że jest w tym też trochę prawdy. A co jeśli jednak nie będę dobrym rodzicem? Jeśli zawiodę moje dziecko? Nie myśl, że już się nie cieszę, cieszę się, ale jestem też przestraszony jak cholera. To co wiem, to, że nie mogę dać odczuć Melody mojego strachu i niepewność. Wtedy ona też zacznie się martwić, a naprawdę bym tego nie chciał. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu w kieszeni mojej bluzy. Wyciągnąłem go i spojrzałem na wyświetlacz "Louis" Odebrałem.

-Cześć stary - jego głos był jak zwykle ożywiony i entuzjastyczny.

-Cześć. Co jest?

-Kiedy wracasz do Londynu? James ma jutro urodziny i robimy imprezę, zastanawialiśmy się, czy będziesz.

Podrapałem się po głowie. Spłynęło na mnie, że za jakieś osiem miesięcy będę musiał zacząć rezygnować z naprawdę wielu imprez.

-Uh, nie. Nie będzie mnie.

-Coś się stało? Masz jakiś dziwny głos - spytał Lou.

Przygryzłem wargę.

-Cóż, powiedzmy, że dużo się stało.

-Nie rozstałeś się z Melody, prawda? Jeśli tak, to musisz natychmiast ją przeprosić, nie ważne, co zrobiłeś - w jego głosie można było wyczuć lekką irytację.

Mój przyjaciel i Melody naprawdę się uwielbiali, moja narzeczona przypadła mu do gustu od razu, gdy mu ją przedstawiłem. Pomyślisz, że to dziwny i raczej nie powinienem się z tego cieszyć, tylko być zazdrosny. Więc nie, Louis jest gejem. I jest do szaleństwa zakochany w swoim chłopaku, Harry'm, a jego przyjaźń z moją narzeczoną jest naprawdę niegroźna. Może oprócz tego, że ta dwójka dosłownie kocha razem robić sobie ze mnie żarty. Tak, ja i Harry jesteśmy głównymi celami ich częstych numerów.

-Nie, nie rozstaliśmy się. Właściwie, to...będę ojcem.

W wyobraźni widziałem, jak usta Louisa opadają, a oczy poszerzają się do nienaturalnych rozmiarów.

-O kurwa.

To wszystko, co miał mi do powiedzenia.

-Taaa, zareagowałem podobnie.

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!