Obudziły mnie hałasy dochodzące z łazienki, przez niezamknięte drzwi. Wyciągnąłem rękę, żeby przekonać się, że miejsce obok mnie jest puste.
-Melody?

Zrzuciłem z siebie kołdrę i niechętnie podniosłem się z łóżka. Zanim wstałem sprawdziłem godzinę w telefonie, była prawie ósma. Prawie ósma. Cholera, za godzinę muszę być na uczelni.

Otworzyłem szafę i szybko wyciągnąłem z niej ubrania. Wszedłem do łazienki, gdzie Melody stała przy lustrze i nakładała makijaż na twarz.

-Hej - popatrzyła na mnie w lustrze.

-Czemu mnie nie obudziłaś? - przeczesałem włosy ręką, wciąż zaspany.

-Myślałam, że masz wolne - wrzuciła kosmetyki do szafki i odwróciła się do mnie - muszę już iść, wrócę dzisiaj szybciej - podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek - miłego dnia.

Wyszła z łazienki, a chwilę później usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych.

***

-Niall! - odwróciłem się, słysząc swoje imię.

Louis biegł do mnie, więc zatrzymałem się na schodach prowadzących do wielkiego budynku, jednocześnie przesuwając się na bok, żeby nie blokować przejścia ludziom próbującym jak najszybciej dostać się do środka.

Kiedy dołączył do mnie wspólnie ruszyliśmy do wejścia.

-Kiedy wróciłeś? - spytał, poprawiając torbę na ramieniu.

-Wczoraj. Miałem się odezwać, wiem, ale nie miałem czasu - wzruszyłem ramionami.

-Okay, byłeś zajęty, rozumiem - Louis zaśmiał się, dwuznacznie poruszając brwiami.

-Niestety, nie w ten sposób - mimowolnie się uśmiechnąłem.

-Cóż, cokolwiek powiesz -szturchnął mnie ramieniem, a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem, sprawiając, że ludzie dookoła dziwnie na nas popatrzyli.

***

-To było najdłuższe sześćdziesiąt minut w moim życiu - jęknąłem, przepuszczając w drzwiach dziewczynę, która wydaje mi się, że ma na imię Veronica.

-Masz dzisiaj coś jeszcze? - spytał Louis, szukając czegoś w kieszeni bluzy.

-Nie, już nic.
Było po 13 i nie wiedziałem, co zrobić z resztą tego dnia. Melody mówiła, że będzie w domu szybciej, ale nie mam pojęcia, co dokładnie oznacza jej "szybciej". Pomyślałem, że mógłbym wrócić do łóżka i odespać te kilka zarwanych nocy. Tak, to naprawdę brzmi dobrze.
-Ja spadam, zdzwonimy się - pożegnałem się z Louisem i wyszedł z budynku.

***
Na ulicy były korki, więc w domu byłem dopiero pół godziny później. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem rzeczy Melody zostawione na kanapie i usłyszałem odgłosy z łazienki. Odłożyłem klucze na kuchenny blat i zająłem bluzę, kładąc ją na krześle. Wtedy do pomieszczenia weszła Melody i cholera, była jedynie w, najprawdopodobniej mojej, sięgającej do połowy ud białej koszulce, przylegającej do jej ciała w miejscach, w których było mokre. Włosy miała spięte wysoko, musiała brać prysznic i teraz wyglądała tak... cholera.
-O, już jesteś. Poczekaj, tylko się ubiorę i ... - przerwałem jej podchodząc do niej i złączając nasze usta w głębokim pocałunku. Przejechałem dłońmi po udach dziewczyny.
-Wyglądasz tak dobrze - szepnąłem tuż przy jej uchu i zacząłem pocałunkami znaczyć mokrą ścieżkę na jej szyi.
***
-Niall?
-Yhm? - bawiłem się leniwie jej włosami.
Usiadła, odwróciła się w moją stronę i podciągnęła kołdrę pod brodę. Widziałem, że jest zdenerwowana po tym, jak przygryzała wargę i starała się uniknąć spojrzenia mi w oczy.
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
Dałem jej znać, żeby kontynuowała.
-Byłam dzisiaj u lekarza - zaczęła niepewnie.
Błądziłem wzrokiem po jej twarzy, robiąc się trochę zaniepokojony.
-Coś nie tak z dzieckiem?
Melody odetchnęła ciężko.
-Nie, wszystko z nimi w porządku.
Już miałem skinąć głową, kiedy uświadomiłem sobie, co dokładnie powiedziła.
-Co? Jak...co?
-Niall to będą bliźniaki.
Wybuchnąłem śmiechem i nie pytajcie, dlaczego to zrobiłem, bo naprawdę nie mam pojęcia.
-Bliźniaki? Jakby dwójka dzieci na raz?
Pokiwała głową patrząc na mnie podejrzliwie, a ja zaśmiałem się jeszcze głośniej.
-Nie widzę w tym nic śmiesznego.
-A co, mam zacząć płakać? - objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
-Chyba mniej bym się zdziwiła - mruknęła opierając brodę na mojej klatce piersiowej i patrząc na mnie z dołu.
Cóż, kilka dni temu byłem cholernie przestraszone przez wizję posiadania jednego dziecka, teraz okazuję się, że będzie jeszcze drugie, więc chyba nie pozostaje mi nic, tylko się śmiać i nie myśleć o tym, jak ciężko może być. Co się stało to się nie odstanie.
-Popatrz na to z tej strony, to będzie podwójna radość - wzruszyłem ramionami.
-I podwójna praca. Wiesz ile opieki wymagają małe dzieci? Co jak nie poradzę sobie z dwójką takich małych brzdąców na raz?
-Przecież nie będziesz się nimi zajmować sama.
-Wiem, ale wciąż - przerwał jej dzwonek do drzwi.
-Zapraszałaś kogoś?
Pokręciła głową. Ubrałem się szybko i rzucając jej jeszcze spojrzenie, wyszedłem na korytarz. Otworzyłem drzwi wejściowe i zobaczyłem:
-Mama? - kobieta uściskała mnie i poczochrała moje włosy.
-Nie przeszkadzam? - spytała, patrząc na mnie z uśmiechem.
-Nie, co ty. Wejdź - odsunąłem się na bok, robiąc jej miejsce - Melody bierze prysznic, ale zaraz pewnie przyjdzie - powiedziałem specjalnie głośniej, żeby dziewczyna usłyszała mnie w pokoju obok.
-Oczywiście.
Wziąłem od niej płaszcz i powiesiłem go na wieszaku przy drzwiach.
-Zrobić ci kawy albo herbaty? - spytałem, gdy już usiadła.
-Poproszę herbatę.
Wstawiłem wodę i przygotowałem kubek.
-Co słychać? Co u Lizzy? - zagadnąłem, czekając, aż woda się zagotuje.
-W porządku. Właściwie, to Elizabeth ma jutro przedstawienie i na pewno byłoby jej miło, gdybyś przyszedł. Razem z Melody, oczywiście.
Teatr był wielką pasją mojej siostry, od zawsze kochała występować w szkolnych przedstawieniach i nie zmieniło się to do teraz.
W tym samym momencie w pokoju pojawiła się Melody ubrana w kwiecistą spódnicę siegającą do ziemi i luźną czarną koszulkę, która odsłaniała jej brzuch.
-Dzień dobry - uśmiechnęła się do mojej mamy i usiadła obok niej.
-Dzień dobry słońce, jak się czujesz? - rozpromieniła się kobieta.
-Dobrze, dziękuję - Melody odwróciła się do mnie - w szafce się ciastka, możesz je przynieść?
-Jasne kochanie - wyciągnąłem ciasta i przełożyłem je na talerzyk, w między czasie przygotowując herbatę.
Wziąłem kubek i talerz z cistkami i dołączyłem do nich, siadając na kanapie obok Mels.
-Dzięki Niall - moja mama podniosła naczynie do ust i upiła łyk.
Objęła nas oboje wzrokiem.
-Nawet nie wiecie jak się cieszę, że będę miała wnuka.
Odchrząknąłem i spojrzałem na Melody.
-Właściwie... - moja narzeczone rzuciła mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Coś nie tak? - moja matka zmarszczyła brwi.
-To bliźniaki - Mels położyła dłoń na swoim brzuchu, a ja objąłem ją ramieniem.
Wyraz twarzy mojej mamy był naprawdę bezcenny.

witajcie po tej dwutygodniowej przerwie. na swoją obronę mam, że było zakończenie roku, musiałam poświęcić na to trochę czasu i uwagi, a poza tym ostatnio parę rzeczy się u mnie pokomplikowało, więc nie miałam ani siły, ani ochoty, żeby napisać cokolwiek. i jak, fajnie wymyśliłam z tymi bliźniakami? xd mam ogroooomną nadzieję, że poświęcicie tą chwilkę i zostawicie komentarz, to mnie bardzo motywuje. postaram się, żeby następny rozdział pojawił się w piątek xx
aha, chciałabym zasugerować Wam ff "SMS" autorstwa xluvmyniallx dziękuję za wszystkie ciepłe słowa słońce ;)


forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!