Niall: jesteśmy już na dole.

Rozłożyłam ciasteczka na talerzu i wygładziłam koszulkę.

Niall pojechał odebrać Michaela, Jake'a i ojca z lotniska, i cóż, trochę się denerwowałam. Prosiłam, żeby uprzedził mnie zanim wejdą, bo-sama nie wiem.

-Cholera - usłyszałam odgłos uderzenia, a potem Ashley weszła, a raczej wskoczyła na jednej nodze, do pomieszczenia - pieprzone drzwi - schyliła się i zaczęła rozmasowywać palec u stopy.

Zdążyłam jedynie pokręcić głową w rozbawieniu, ponieważ wtedy usłyszałam hałas za drzwiami i już po chwili do mieszkania wszedł Niall, a za nim pozostała trójka. Odstawili walizki pod ścianę, a ja wyszłam zza wyspy kuchennej i stanęłam obok nich. W tym samym momencie Kot wbiegł pomiędzy ich nogi, wesoło merdając ogonem.

-Cześć cór... - tato spojrzał na mnie i natychmiast zaniemówił.

-O Boże - Michael wyszedł zza jego pleców i zmierzył mnie wzrokiem.

Niall podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, wyglądając na całkiem zadowolonego.

Jeśli pytacie, wszystko między nami się wyjaśniło i teraz jest w porządku. Co ja wygaduję, jest dużo lepiej niż "w porządku". Jest cudownie, po prostu.

-Gratulacje - Jake pojawił się przed nimi uśmiechnięty i podszedł, żeby mnie uściskać, następnie zaczął rozentuzjazmowany gratulować Niallowi.

Tymczasem mój brat i ojciec wciąż stali w oszołomieniu i patrzyli na mnie jakby chcieli spytać "jesteś poważna?".

-Będę dziadkiem? - powiedział mój ojciec, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.

Skinęłam powoli głową i zaczęłam się bać, że przyjęli to gorzej niż mogłam myśleć.

Na szczęście okrzyk Michaela "będę wujkiem" rozwiał moje wątpliwości i już chwilę później byłam ściskana przez ojca i brata.

Kiedy w końcu udało nam się wydostać z tego ferworu radości i gratulacji usiedliśmy w salonie, żeby zjeść ciastka i wypić herbatę. Wczoraj ja i Ashley próbowałyśmy same coś upiec, ale jako że nasze umiejętności cukiernicze są bardziej niż zerowe, skończyliśmy musząc wietrzyć całe mieszkanie, a sąsiadka z dołu chciała nawet wzywać straż pożarną.

Tak więc musiałam skoczyć rano do cukierni i myślę, że to nawet lepiej, że nie jedliśmy rzeczy przygotowanych przez nas, bo jeszcze musielibyśmy złożyć przyjacielską wizytę na ostrym dyżurze. Tak tylko mówię.

-Więc, chyba zapomniałam wam o czymś powiedzieć - oznajmiłam, kiedy kończyliśmy już jeść deser.

Wszyscy spojrzeli na mnie wyczekująco, a Niall, który świetnie wiedział, o co mi chodzi, próbował ukryć uśmiech.

-To bliźniaki - dokończyłam beztrosko.

***

Jest sobotni poranek, a ja jestem chyba najbardziej zestresowaną i jednocześnie szczęśliwą osobą na świecie.

-Przepraszam! Zaspałam - Pattie wpadła do mieszkania, kiedy siedziałyśmy w kuchni opracowując plan na dzisiaj.

Jej włosy wyglądały jakby po drodze uderzył w nią piorun, ale postanowiłam tego nie komentować. Na ramieni miała zawieszoną sportową torbę, a w ręcę trzymała wieszak ze schowaną w pokrowcu(?) sukienką.

-Okej, i tak wstałyśmy wcześniej - wzruszyłam ramionami biorąc łyk herbaty z wysokiego kubka i podsuwając Pattie kubek z kawą.

-Kolejność działania jest taka - Ashley przeszła od razu do konkretów, unikając wzroku Pattie - o 9.00 fryzjer, potem wracamy tutaj robimy makijaż, przebieramy się i o 13.00 musimy być w kosciele.

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!