Pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez zasłonięte żaluzje. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju, Niall wciąż spał. Starając się go nie obudzić wyplątałam się z jego ramion i na palcach podeszłam do szafy, żeby wyciągnąć z niej ubrania. Poszłam do łazienki, żeby się przebrać i zrobić te wszystkie poranne czynności i weszłam do kuchni, gdzie zastałam Ashley siedzącą przy stole i pijącą kawę.

-Wstałaś już? - spojrzałam na nią zdziwiona, nigdy przecież nie była rannym ptaszkiem, a było jeszcze dość wcześnie.

-Nie mogłam spać - wzruszyła ramionami - zrobiłam ci kawę, stoi na blacie.

-Dzięki - mruknęłam i zabrałam z blatu kubek jeszcze ciepłego napoju, usiadłam obok przyjaciółki.

-Powiedziałaś mu? - spytała unosząc brwi.

Zanim odpowiedziałam wzięłam duży łyk kawy.

-Nie - pokręciłam głową i wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon - ale chyba muszę.

Otworzyłam wiadomość, którą dostałam od Justina i podsunęłam to Ashley pod nos.

Przeczytała, po czym zagwizdała cicho.

-To nieźle.

-Może jednak nie powinnam mu mówić? - przygryzłam wargę z powątpiewaniem. Nie byłam przekonana do tego pomysłu, wolałabym zachować to w sekrecie przed nim, choć jednocześnie chciałabym być z nim całkowicie szczera. I bądź tu mądry.

-Owszem, powinnaś. A ja powinnam poznać tego całego Justina - rzuciła mnie złowieszcze spojrzenie.

-O nie - zaprotestowałam od razu. To zdecydowanie nie byłoby dobre, absolutnie nie.

***

-To najgłupszy pomysł jaki kiedykolwiek miałaś, przysięgam - szłyśmy ulicą rozglądając się dookoła jak byśmy grały w jakimś filmie szpiegowskim. Albo jakbyśmy były chore psychicznie.

-Daj spokój, to nie może się nie udać - parsknęła śmiechem przekonana, co do genialności jej planu.

Cóż, stwierdziła, że nie mam innej opcji, jak spotkać się z Justinem i z nim porozmawiać, a ona będzie mi przy tym towarzyszyć. Tak tak.

Więc napisałam do Justina z prośbą o spotkanie i ostatecznie ustaliliśmy, że zobaczymy się w kawiarni podczas gdy będzie miał przerwę w pracy. Ja miałam cały tydzień wolnego, więc było mi to obojętne. Ash wymyśliła, że pójdzie ze mną do tej kawiarni i wejdzie do środka przede mną, na wypadek gdyby chłopak już tam był. Miałyśmy usiąść tak, żeby moja przyjaciółka siedziała przy stoliku obok, dzięki czemu będzie mogła nas obserwować. Świetnie, czyż nie? Powiedziała, że w ten sposób nie będę miała szansy żeby, cytuję "zrobić coś, czym mogę już na zawsze przekreślić swój związek".

Odczekałyśmy aż Niall wyjdzie na uczelnię i zostawiając Kota samego w domu, również wyszłyśmy. Czułam się dziwnie robiąc coś w tajemnicy przed nim, ale trudno, nie ma innego wyjścia.

Kiedy znalazłyśmy się już pod kawiarnią jeszcze raz opisałam przyjaciółce jak wygląda Justin i Ash weszła do środka, a ja miałam odczekać dziesięć minut w jednej z uliczek.

Myślałam, że z nerwów zacznę obgryzać paznokcie. I nie chodziło nawet o ten cały "plan" Ashley, denerwowałam się rozmową z Justinem, kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Co chwilę spoglądałam na zegarek na moim nadgarstku aż w końcu stwierdziłam, że mogę już iść. Wyszłam na główną ulicę i przemierzyłam kilka metrów, które dzieliły mnie od wejścia do kawiarni. Nogi miałam jak z waty, naprawdę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu zobaczyłam Justina siedzącego przy stoliku pod ścianą i Ashley, która zajmowała stolik obok. Podeszłam do chłopaka, a on podniósł na mnie wzrok. Widziałam, że był zdenerwowany, stukał palcami o blat i nerwowo oblizywał wargi.

-Hej - uśmiechnęłam się blado i zajęłam miejsce na przeciwko Justina i jednocześnie plecy w plecy z Ashley.

-Hej - mruknął i zaczął błądzić wzrokiem po mojej twarzy.

Zapadło niezręczne milczenie, podczas którego dłoń Justina kilka razy przypadkowo otarła się o moje kolano pod stolikiem, sprawiając, że mój żołądek przewrócił się do góry nogami.

-Justin, ja nie nie wiem... - zaczęłam, ale on mi przerwał.

-Posłuchaj, wiem, że nie mogę liczyć na nic więcej oprócz przyjaźni, ale to mi wystarczy - spuścił wzrok na moment - kogo ja oszukuję, oczywiście, że mi nie wystarczy. Chciałbym być tym, który może nazywać cię swoją księżniczką, chciałabym być zawsze powodem twojego uśmiechu, chciałabym budzić się przy tobie każdego ranka... - jego słowa sprawiły, że w moim gardle pojawiła się gula i poczułam, jakbym miała się za chwilę rozpłakać - ale wiem, że nie mogę tego dostać, więc po prostu pozwól mi być przy tobie, choćby jako przyjaciel - przygryzł wargę czekając na moją reakcję.

Jego oczy były tak bezgranicznie smutne, że bałam się, że za moment usłyszę trzask jego łamiącego się serca.

Kiedy nie odpowiadałam przez dłuższą usłyszałam, że Ashley za moimi zaczęła natrętnie kaszleć. Miałam ochotę odwrócić się i udusić ją za bycie debilką. Rozumiem, martwi się o mnie, ale Justin przed chwilą tak jakby wyznał mi swoje uczucia, a na próbuje pospieszyć mnie cholernym kaszlem.

-Przepraszam - tylko tyle byłam w stanie wykrztusić i w głębi duszy to było właśnie to, co chciałam powiedzieć.

-To nie twoja wina - zaprotestował, kręcąc głową.

-Przepraszam, że nie mogę zaoferować ci nic więcej.

Spuścił wzrok, pozostawiając to bez odpowiedzi.

-Muszę już iść, tak sądzę - wyciągnął z kieszeni pieniądze i położył je na stoliku, zagduję, że były za kawę, po której filiżanka stała na blacie - do zobaczenia.

Odwrócił się i już miał odejść, kiedy z moich ust padło jego imię.

Zatrzymał się na moment, a ja dosłownie musiałam zadać mu to pytanie. Musiałam.

-Przyjdziesz na mój ślub? - spytałam prawie szeptem, a Ashley zaczęła dusić się czymś, co piła.

Wiem, że to szalone prosić go o to, ale jeśli zależy mi na czymś w tej chwili, to na jego obecności tam.

Nie odpowiedział, wyszedł z kawiarni.

Oparłam łokcie na stole i schowałam twarz w dłoniach.

-Zgłupiałaś? - syknęła Ash odwracając się do mnie.

Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam odliczać od dziesięciu w dół, żeby jakoś zebrać myśli. Jakim cudem znalazłam się w sytuacji jak ta?

-Być może - burknęłam do blondynki, która nieustająco się we mnie wpatrywała.

-Jak myślisz, Niall ucieszy się widząc go tam?

-Niall o niczym nie wie - westchnęłam nie wierząc temu, co mam zamiar zrobić.

-Oh nie, nawet o tym nie myśl - wskazała na mnie palcem - powiesz mu.

-Myślisz, że to jest dla mnie łatwe? - krzyknęłam szeptem - że dobrze się z tym wszystkim czuję? Nie możesz po prostu jakoś mnie wesprzeć?

-Ja tylko próbuję być twoim głosem rozsądku, który najwyraźniej zgubiłaś gdzieś w czekoladowych oczach tego gościa - parsknęła ze złością Ashley, jednocześnie wskazując na miejsce, które przed chwilą zajmował Justin.

-Najwyraźniej - wycedziłam i wstałam z krzesła zabiarając torbę, po czym wściekłym krokiem wyszłam na ulicę.

wow, znowu tak szybko rozdział. mam nadzieję, że w nagrodę za to dostanę kilka komentarzy, hmmm?
jak odczucia, co myślicie? bo jak tak teraz na to patrzę, to sama nie wiem, dokąd z tym zmierzam, hahaha. ale nie gniewajcie się na Melody, jestem pewna, że wszystko naprawi xx






















forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!