*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Było mi niesamowicie zimno, a nawet nie mogłem wstać, by założyć bluzę, bo Melody mogłaby się obudzić. Spała, leżąc na mojej klatce piersiowej z ramionami owiniętymi dookoła mojej szyi. Oddychała spokojnie, w końcu udało jej się zasnąć. Wcześniej płakała. Dużo płakała. Ten dzień był... dziwny i wydarzyło się dużo rzeczy. Po tym jak Mary Morgan znowu straciła przytomność, zadzowniliśmy na pogotowie, a lekarze potwierdzili zgon. Po dokładniejszych badaniach w szpitalu stwierdzili, że nastąpił z powodu przedawkowania jakichś leków.

Ja razem z Mels, jej babcią i Jake'iem czekaliśmy w domu, a John i Michael byli w szpitalu, wrócili około północy. Wszyscy byli naprawdę zrozpaczeni.

-Niall - usłyszałem senne mruknięcie - zimno mi.

Oparła się na łokciach i rozejrzała po pokoju.

-Miałam taki dziwny sen, mama....ona - urwała, musiała zdać sobie sprawę, że to nie był sen.

Do jej oczu ponownie napłynęły łzy, a ja odruchowo przytuliłem ją do siebie. Objęła mnie ramionami i złapała materiał mojej koszulki na plecach i zacisnęła na niej palce.

-To wszystko nie miało się tak skończyć, chciałam, żeby między nami było w porządku. A teraz ona nie żyje i już nigdy nie będziemy mogły naprawić, tego, co zostało zepsute. A najgorsze jest to, że to moja wina. Gdybym nie powiedziała jej prawdy... - zaniosła się płaczem, a moje serce się zacisnęło.

Nienawidzę, gdy ona cierpi.

-Nie mów tak, to nie jest twoja wina - głaskałem ją uspokajająco po plecach - nie możesz tak myśleć.

-Ale taka jest prawda, Niall.

Wtedy coś przyszło mi do głowy.

-To co powiedziała twoja mama, zanim...no wiesz, ona chciałaby, żebyś jej wybaczyła, więc ona wybaczyła tobie.

Przez chwilę się zastanawiała, a ja modliłem się, żeby ten argument do niej dotarł.

-Tak myślisz? - upewniła się w końcu.

-Tak, jestem tego pewien - potwierdziłem - a teraz, proszę, nie płacz, bo to łamie mi serce.

Zapadła między nami cisza, przerywana jedynie pociągnięciami nosem.

-Niall?

-Tak Mels?

-Kocham cię, wiesz?

-Wiem. Ja ciebie też, cholernie.

***

Weszliśmy do salonu, siedzieli tam babcia Melody, Jake i Michael.

-Dzień dobry - przywitaliśmy, a niespodziewanie przy moich nogach pojawił się mały Golden Retriver, z tego co pamiętam, to Mason. Skakał wesoło dookoła mnie i poszczekiwał.

-Mason, spokój! - skarciła go pani babcia.

Pies szybko przestał i pobiegł do swojej pani.
Gdybym nie wiedział, co miało miejsce, to powiedziałbym, że wszyscy wyglądali, jakby ktoś umarł.

Usiedliśmy przy stole, na którym stał dzbanek z kawą i filiżanki.

Michael nalał trochę do dwóch i podsunął nam.

Skinąłem głową, w ramach podziękowania, i podniosłem filiżankę do ust. Kawa była mocna i jeszcze ciepła.

-Gdzie tato? - usłyszałem głos Melody, po mojej prawej stronie.

-Poszedł się przejść, powiedział, że nie mógł spać - wyjaśnił brat Melly.

-To chyba tak jak wszyscy - wymamrotała dziewczyna.

Pani babcia westchnęła.

-To co stało się wczoraj, było naprawdę straszne, ale nie możemy zmienić losu.

-Ojciec dzwonił wczoraj w nocy do babci Johanny, ma dzisiaj przyjechać - wtrącił Michael. On też wyglądał, jakby całą nie spał.

Domyślam się, że babcia Johanna musi być matką matki Melody, bo wiem, że ta babcia, to matka jej ojca.
-Ktoś będzie musiał odebrać ją z dworca - mruknęła Mels.
-Może Niall? - zaproponowała pani babcia, a spojrzenia wszystkich zwróciły się na mnie - my musimy zacząć załatwiać dzisiaj sprawy związane z pogrzebem.
Wzruszyłem ramionami.
-W porządku, tak sądzę.
Melody nie była jednak do końca przekonana.
-Nie wiem, babcia jest dość...bezpośrednia.
Usłyszałem jak pani babcia mamrocze coś pod nosem, ale zrozumiałem jedynie "mało powiedziane".
Cóż, na pewno zapowiada się ciekawie.

***
-Gdybyś miał problem, zadzwoń do mnie. Jasne? - powtórzyła po raz setny.
Westchnąłem.
-Nie zgubię się, kochanie.
-Babcia będzie na dworcu za dwie godziny, stąd to jakaś godzina drogi, więc niedługo możesz wychodzić. Ona nienawidzi, gdy ktoś się spóźnia.
Oni wszyscy mieli właśnie wyjść na spotkanie w sprawie pogrzebu, a ja, jako osoba wyznaczona do odebrania drugiej babci Melody z dworca, zostawałem w domu.
Czułem się dość dziwnie, kiedy oni wyszli, a ja zostałem sam. Postanowiłem, że lepiej juz wyjdę, bo jakoś nie mam ochoty tu siedzieć. Najwyżej poczekam na starszą panią na dworcu. Zabrałem bluzę i kluczyki od samochodu i wyszedłem, upewniając się, że zamknąłem drzwi.

***

Byłem na miejscu już pół godziny przed czasem, zdecydowałem, że posiedzę w samochodzie. Po drodze udało mi się nie zgubić więcej niż trzy razy, ale Melody nie musi o tym wiedzieć. W radiu leciało aktualnie "Summertime Sadness" Lany Del Rey, a ja wiem, że moja dziewczyna - narzeczona, uwielbia tą piosenkę. Podniosłem telefon z siedzenia pasażera i zobaczyłem, że mam nową wiadomość.
"Jesteś już na miejscu? Wszystko w porządku?"
Uśmiechnąłem się do siebie.
"Tak, czekam na dworcu"
Odpisałem szybko.
Zaczął padać deszcz, wysiadłem z samlchodu i skierowałem się do mieksca, gdzie pasażerowie opuszczają pociąg. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak rozpoznam babcię Melody, ani czy nie będziemy mieli problemu jak "czy ty na pewno jesteś narzeczonym mojej wnuczki, a nie seryjnym moredrcą?". Nie chcę nikogo urazić, ale starsze panie bywają dość...taaaak. Jakieś 10 minut później na peron podjechał pociąg, był z wyprzedzeniem. Po chwili ludzie zaczęli z niego wysiadać, nie był to tłum, a ja starałem się wzrokiem znaleźć kogoś, kto potencjalnie może być osobą, na którą czekam. W końcu z wagonu wyszła niska kobieta, miała na oko sześdziesiąt lat. Była ubrana w różową garsonkę i dopasowaną do niej spódnicę, a na głowie miała kapelusz z piórem. W ręce trzymała torbę, wewnątrz, której był...kot? Rozejrzała się dookoła i coś podpowiadało mi, że to właśnie mnie szuka. Nie dokońca pewnym krokiem podszedłem do niej, a ona widząc mnie, uniosła brwi.
-Dzień dobry, ja...- nie dała mi nawet skończyć, bo rzuciła do mnie torbę, którą trzymała w drugiej ręce, zapewne z jej bagażami.
-Gdzie jest twój samochód? - kobieta miała jeden z tych irytujących, protekcyjnych głosów.
Byłem trochę w szoku. Trzymałem oniemiały jej torbę, podczas gdy ona wolną ręką głaskała swojego wielkiego, grubego kota, który patrzył na mnie z wyższością, identyczną do tej, z którą patrzyła na mnie jego pani.
-Na parkingu - odwróciłem się i pokazałem dłonią na pojazd.
Kobieta ruszyła we wskazaną przeze mnie stronę, zostawiając mnie oniemiałego i pełnego złych przeczuć, co do podróży jednym samochodem z nią i jej uroczym, piekielnym pupilkiem.

Wiem, że rozdział jest krótki, ale tylko tyle udało mi się napisać. Mam nadzieję, że Wam się podobał i poświęcicie chwilkę, żeby zostawić komentarz. Biedny, mały Niall, będzie musiał spędzić czas zamknięty w samochodzie z piekielnym kotem xd
PS. W dalszym ciągu zapraszam na mój profil, gdzie znajdziecie ff o Justinie xx

forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!