-Muszę tam jechać, teraz - Melody zacisnęła wargi w wąską linię i odgarnęła z czoła kosmyk włosów.
Palcami rozmasowała skronie, delikatnie przymykając oczy.
Wiem, że Pattie była bardzo ważna w jej życiu, niemal tak samo jak Ashley, chociaż z tą pierwszą znała się znacznie krócej. Zresztą ja też znałem i lubiłem tą dziewczynę.
Melody wypadła z łazienki, a ja podniosłem swoje ubrania i szybko je założyłem.
-Jadę z tobą - dołączyłem do niej w sypialni. Stała przy szafie, w połowie już ubrana.
-Nie ma potrzeby, dam radę sama - wymamrotała nie patrząc na mnie i jednocześnie wciągając spodnie na swoje długie nogi.
-To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - wywróciłem oczami krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Dam. Radę. Sama. - odparła akcentując każde słowo i wyciągając z szuflady skarpetki, które już po chwili były na jej stopach.
Wyminęła mnie i wyszła na korytarz.
Oh, znam ją zbyt dobrze. Może się wydawać, że śmierć matki nie zatrząsnęła aż tak jej światem, ale tak właśnie się stało i to przejawia się właśnie teraz. Próbuje udowodnić samej sobie, że ma nad wszystkim kontrolę, że nie jest od nikogo zależna. Nie tym razem.
Stanąłem za nią, kiedy wiązała sznurówki buta i kiedy się podniosła złapałem ją za rękę. Odwróciła się do mnie i zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem.
-Nie będę się z tobą kłócić - westchnęła.
Przewróciłem oczami.
-Jesteś najbardziej samodzielną i niezależną osobą jaką znam i nie musisz nikomu tego udowadniać - powiedziałem spokojnie, a jej wyraz twarzy złagodniał.
Przeczesała włosy palcami i spojrzała na mnie tym zdezorientowanym, zagubionym spojrzeniem.
-Po prostu...nie mogę jej stracić, Niall. Rozumiesz? - jej broda ponownie się zadrgała - nie mogę - powtórzyła uparcie.
-Nic takiego się nie stanie - przyciągnąłem ją do siebie, a ona od razu objęła mnie ciasno ramionami - wszystko będzie w porządku.
Słyszałem jak cicho pociąga nosem, ale szybko odsunęła się ode mnie i przetarła oczy.
-Chodźmy, nie mamy czasu - sięgnęła po bluzę wiszącą na wieszaku i otworzyła drzwi wejściowe.
Założyłem swoją bluzę, zabrałem kluczki od samochodu i wyszedłem za nią.
Czekała już na zewnątrz, bez słowa otworzyłem samochód i ruszyliśmy.
Miasto było pogrążone w ciszy. Ludzi na ulicach było niewielu, a i oni szybkim krokiem zmierzali w sobie znanym kierunku i widocznie omijali ciemne uliczki. Noc była ciepła, a nieba nie zasłaniały żadne chmury, gwiazdy były idealnie widoczne.
-Właściwie, kto do ciebie zadzwonił? - spytałem przrywając napięte milczenie.
Melody odwróciła wzrok od szyby i przez moment błądziła po mojej twarzy niewiedzącym wzrokiem, aż odpowiedziała:
-Siostra Pattie. Reszta jej rodziny jest na stałe za granicą - wymamrotała, opierając głowę na zagłówku i zamykając oczy.
Skupiłem się na drodze przed nami, choć o tej porze nie było zbyt wielkiego ruchu. Jednka dzięki temu już chwilę późnien byliśmy na miejscu.
Wysiedliśmy z samochodu i szybkim krokiem pokonaliśmy drogę do wejścia. Pchnąłem duże, szklane drzwi i weszliśmy do środka. Uderzył mnie ten typowy dla szpitali zapach, którego tak bardzo nie lubiłem.
-Musimy iść pod salę 112 -  mruknęła dziewczyna rozglądając się dookoła.
Wnętrze raziło bielą, a na korytarzach nie było tłoku. Kilku chorych i pare pielęgniarek. Z pomocą jednej z nich odnaleźliśmy właścwą salę, pod którą stała odwrócona do nas niska dziewczyna z niebieskimi włosami, nerwowo bujająca się na stopach. Kiedy podeszliśmy bliżej odwróciła się i mogłem stwierdzić, że jest uderzająco podobna do swojej siostry. Ubrana była w obcisłe czarne spodnie, czarną koszulkę i jeans'ową kurtkę. Jej oczy były zapuchnięte od płaczu z rozmazanym dookoła makijażem, a brwi wykrzywione w grymasie zmartwienia.
-Ty jesteś Melody? - spytała wysokim głosem i spojrzała na moją narzeczoną.
Mels skinęła głową, a siostra Pattie od razu rzuciła jej się w ramiona i wybuchnęła płaczem.
Po chwili zakłopotania Melody objęła ją i zaczęła uspokajająco pocierać jej plecy.
-A ty jesteś Ruby, prawda? - spytała delikatnie.
Dziewczyna potrząsnęła twierdząco głową i odsunęła się na odległość, opierając jedną dłoń na biodrze, a drugą odgarniając z twarzy kosmyki długich, niebieskich włosów.
-Boję się - wymamrotała Ruby po chwili, a ja spojrzałem na Melody, która wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną, jeśli to w ogóle możliwe.
-Spokojnie, usiądźmy - odrzekła Mels pozornie opanowanym głosem i już po chwili obi siedziały na plastikowych krzesełkach pod ścianą.
Dla dodania otuchy przerażonej Ruby, Melody ściskała jej dłoń trzymając ją na udzie dziewczyny.
-Opowiesz nam, co właściwie się stało? - spytała łagodnie.
Ruby rzuciła mi rozbiegane spojrzenie, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z mojej obecności.
-Jestem Niall - przedstawiłem się i posłałem jej ciepły uśmiech.
Skinęła głową i przeniosła wzrok na Melody.
-Wracałyśmy z kina - jej głos cały czas się trząsł - i było ciemno, tam był facet i on miał nóż - jej głos się załamał, jednak po chwili się opanowała, żeby kontynuować - jeśli ona...- przerwała, zaciskając oczy - nigdy sobie nie wybaczę, że jej nie osłoniłam - schowała twarz w dłoniach, które oparła na kolanach i widzieliśmy już tylko burzę niebieskich włosów i trzęsące się ramiona.
Melody rzuciła mi spojrzenie i przetarła twarz dłońmi. Westchnęła ciężko i wiedzieliśmy oboje, że to my musimy zachować zimną krew, bo Ruby była totalnie przerażona i zrozpaczona. Ale nie można się jej dziwić, to co miało miejsce musiało być straszne, nie wyobrażam sobie być brać być w takiej sytuacji, samo to, że ktoś grozi ci nożem jest cholernie paraliżujące, a co dopiero, jeśli ktoś faktycznie ucierpi.
-Moja mała siostrzyczka, to się stało na moich oczach i byłam zbyt znieruchomiała, żeby coś zrobić - usłyszeliśmy po chwili - to mogłam być ja, na jej miejscu. Dlaczego nie?
-Nie mów tak nawet - Mels wstała i kucnęła przed nią, kładąc dłonie na kolanach - co powiedzieli lekarze?
Zanim odpowiedziała, długo wpatrywała się w coś po jej prawej stronie.
-Że trzeba czekać.
-W takim razie poczekamy. Razem. I jestem pewna, że wszystko będzie dobrze. Pattie jest silna i to wytrzyma - Melody uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco - a teraz nie płacz już więcej.
Usiadłem na trzecim krzesełku i wyciągnąłem nogi przed siebie.
To będzie długa noc.

hejka, jak Wam mijają wakacje? pod ostatnim rozdziałem było 5 komentarzy, jak chcecie to potraficie. było mi baaaardzo miło, gdy je czytałam. mam nadzieję, że pod tym będzie tyle samo, nawet nie mówię, jak bardzo bym się cieszyła, gdyby było jeszcze więcej. omg i jak myślicie, co teraz? czekam na Waszą opinię xx
PS. w mediach macie Ruby
PS2. tydzień temu napisałam w notce, że "i'm not a monster" ma prawie 16K wyświetleń. kiedy dzisiaj sprawdzałam było prawie 22K. krzyczę, ok.



forever together // horan ✔Przeczytaj tę opowieść za DARMO!